xyza

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Czyli od jutra mam nowe zadanie. Być bohaterem dla wyjątkowej Alex.

Zawołałem kelnerkę i poprosiłem o rachunek. Alex patrzyła na mnie zdezorientowana, bo nie wiedziała co mam zamiar zrobić. Szczerze? Chcę ją wziąć na spacer do parku. To nic złego. Chcę ją jakoś odstresować i sprawić, by zapomniała o całej tej sprawie. Kelnerka przyniosła rachunek. Po krótkim czasie zobaczyłem tajemniczy napis z tyłu 'Mam nadzieję, że niedługo zadzwonisz. To mój numer 797324681* xoxo'. Zaniemówiłem. Ona na serio myślała, że do niej zadzwonię? Haha. Była w błędzie. Chronię swoją prywatność, a w tym mieście trudno to robić. Myślę, że Alex zauważyła tą wiadomość od niej. Wziąłem rachunek, zapłaciłem i wyszliśmy. Wsiedliśmy do auta. Alex spoglądała na mnie tajemniczym spojrzeniem. Jechaliśmy w ciszy, więc w końcu zapytałem
- Porozmawiamy w końcu?
- O czym? - odpowiedziała.
- Wiem, że widziałaś co było napisane na tej kartce.
- To nie moja sprawa...
- Posłuchaj! To dla mnie nic nie znaczy...
- Nie musisz mi się tłumaczyć. - odpowiedziała kończąc rozmowę. Rozumiem ją, ale ja naprawdę chcę by wiedziała, że ta kelnerka mnie nie interesuje. Wiem, że dopiero straciła chłopaka, ale ja naprawdę coś do niej czuję. Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy. Po kilku minutach podjechaliśmy pod jej dom. Wysiadłem z auta, otworzyłem drzwi, a gdy wysiadła odprowadziłem ją pod furtkę. Staliśmy chwilę nie odzywając się, gdy nagle usłyszałem delikatny głosik
- Dziękuję, że mnie odwiozłeś do domu. - dziewczyna lekko się uśmiechnęła.
- Alex posłuchaj! Ja naprawdę ... - nagle mi przerwała.
- Nie rozmawiajmy o tym. Prawie nie pamiętam tej sytuacji.
Nagle na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Wiedziałem, że teraz potrzebuje przyjaciół, dlatego nie mam zamiaru jej opuszczać.
- Zobaczymy się jutro? - zapytałem.
- Dlaczego nie? - zauważyłem lekki uśmiech na jej twarzy.
- Będę już leciał. W takim razie do jutra. - przybliżyłem się i pocałowałem ją w polik.

Alex's Pov's

Nagle poczułam jak moje policzki czerwienieją. Pokiwałam Justinowi, otworzyłam drzwi i weszłam do domu. Zdjęłam buty, nalałam sobie sok pomarańczowy i poszłam do swojego pokoju. Byłam sama w pokoju, więc włączyłam głośno radio, podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej czarne leginsy oraz luźną koszule w kratę. Poszłam do łazienki. Przebrałam się w wybrane ubranie, zmyłam makijaż, a włosy splotłam w luźnego koka na czubku głowy. Położyłam się na łóżku, przytulając swojego ulubionego misia. Cały czas zastanawiałam się czego chciała ta kelnerka z restauracji. Wiem, że to nie moja sprawa, ale nie mogę znieść myśli, że Justin będzie z kimś innym. Nigdy czegoś takiego nie czułam. A najgorsze jest to, że nie potrafię tego kontrolować. Chciałabym go mieć przy sobie w każdej chwili, na zawsze. Ale to nie jest możliwe.. Do tego ta cała sytuacja z Seleną.. Leżałam tak już jakiś czas, kiedy usłyszałam w radiu piosenkę Justina. Uśmiech na mojej twarzy był teraz ogromny. Wsłuchując się w słowa piosenki, zamknęłam oczy, aż nagle zasnęłam. Po jakimś czasie obudził mnie dzwonek do drzwi. Trochę mnie to zdziwiło, ponieważ Austin ma klucze. Szybko poprawiłam łóżko i zbiegłam na dół. Otworzyłam drzwi, kiedy zobaczyłam Justina trzymającego w ręku jakąś płytę i popcorn, a na jego twarzy był wielki uśmiech.
- Co ty tu robisz? - zapytałam.
- Dasz się namówić na jakiś film? - chłopak poruszał brwiami w górę i w dół.
- Pewnie! Wchodź.

- Napijesz się czegoś?
- poproszę sok.
- Okej. Rozgość się. - poszłam do kuchni, aby nalać sok. Bardzo cieszyłam się, że Justin do mnie przyszedł. Przy nim zapominam o tych wszystkich problemach i wiem, że zawsze mogę na niego liczyć. Wzięłam nalane wcześniej picie i zaniosłam je do salonu.
- Wszystko w porządku? - zapytał chłopak.
- Tak! Troszkę się zamyśliłam.
- Ładnie wyglądasz. - na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech. Wtedy poczułam jak policzki zaczynają mnie palić. Podeszłam do lustra i pierwsze co pomyślałam to 'O Boże!'. Moja fryzura wyglądała jak po uderzeniu pioruna, wygnieciona za duża koszula, a do tego jeszcze bez makijażu. Nie chcąc robić z siebie idiotki przed niem, pobiegłam do łazienki z myślą poprawienia swojego wyglądu. Ogólnie żeby się ogarnąć jakoś. Po chwili wróciłam. Usiadłam obok Justina , lecz ten od razu wstał żeby włączyć film. Spojrzałam na stół przed nami, a tam było pełno chipsów, żelek, popcornu, czekolad i różnych ciastek.
- Skąd ty to wszystko wziąłeś?
- Przyniosłem. - uśmiechnął się szeroko.
- Nie.. Jak cię wpuściłam to miałeś tylko popcorn i film. - oznajmiłam.
- No wiesz, to jest magia. Jestem czarodziejem. - ruszał brwiami.
- Uhh. Niech ci będzie. Włączaj film. Komedia, dramat, horror czy thriller? - zapytałam.
- Zobaczysz. - odpowiedział i wcisnął play. Nagle na ekranie zaistniał napis 'Nadprzyrodzony pakt'**. Wiedziałam, że to horror, bo słyszałam kiedyś ten tytuł. Oglądaliśmy w ciszy wybrany film, aż w pewnym momencie na ekranie wyskoczyła wielka, biała maska. Ze strachu podskoczyłam i nie kontrolując przytuliłam się do Justina.
- Wszystko dobrze? - zapytał zdziwiony chłopak.
- T-tak. Przepraszam. Wszystko okej. - oddaliłam się trochę od Justina.
- Nie musisz przepraszać. Mogłaś powiedzieć, że nie lubisz horrorów.
- Lubię tylko... No dobra.. Nie lubię ich. Wręcz nienawidzę! - uśmiechnęłam się lekko.
- To już wiem jakie filmy musimy oglądać żebyś się do mnie przytulała.
- Głupek! - moje policzki się zaczerwieniły i uderzyłam go pięścią w ramię.
- Ała! To bolało! - chłopak się uśmiechnął i zaczął mnie gilgotać. Mam duże łaskotki, dlatego zaczęłam wymachiwać nogami na prawo i lewo.
- Koniec! Już koniec! - wykrzyknęłam.
- Niech ci będzie. - odpowiedział i mnie puścił. Następne 15 minut spędziliśmy na rozmawianiu i jedzeniu słodyczy.
- Będę już uciekał. Więc widzimy się jutro? - uśmiechnął się.
- Tak. Do jutra. - powiedziałam. Justin wstał, pokiwał mi i wyszedł. W tym samym momencie spojrzałam na zegarek. Była 23:42. Posprzątałam wszystkie niepotrzebne rzeczy i poszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w piżamę i nie wiadomo kiedy zasnęłam. Następnego dnia obudziło mnie wpadające do mojego pokoju światło słoneczne. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Poczułam zapach naleśników. Zobaczyłam w kuchni gotującego Austina.
- Jesteś głodna? - zapytał.
- Pewnie, że tak! - odpowiedziałam.
- Usiądź przy stole, a ja zaraz przyniosę naleśniki.
- Dobrze braciszku. Kocham cię.
- Ja ciebie też. - uśmiechnął się. Usiadłam na kanapie, gdy nagle mój telefon zawibrował, dając znak, że dostałam smsa.
OD: Justin
'Przyjadę niedługo po ciebie! ;)'
Moje serce zaczęło mocno bić. Wstałam i szybko pobiegłam do swojego pokoju. Z szafy wyciągnęłam granatowe rurki, czarną bokserkę i białą bluzę z kapturem. Wzięłam te rzeczy do łazienki. Umyłam się i pomalowałam, ubrałam ciuchy, a włosy rozczesałam i rozpuściłam. Będąc gotowa, wyszłam z łazienki i pobiegłam na dół, wiedząc, że Austin czeka już ze śniadaniem.
- Gdzieś się wybierasz? - zapytał zdziwiony.
- Tak. Wychodzę z Justinem, a co?
- Nie, nic. Tylko dostałaś takiego speeda, że tylko poczułem wiatr.
- Ha ha ha. Nie nabijaj się, okej? A ty co będziesz robił? - zapytałam.
- Chciałem spędzić trochę czasu z moją małą siostrzyczką, ale ona idzie na randkę, więc może obejrzę jakiś film.
- Ale śmieszne. To nie jest randka, tylko spotkanie dwójki przyjaciół, a do tego nie mam ochoty na randki. Po za tym nie podobam się Jussowi i powiedziałby mi o tym, że idziemy na randkę. - broniłam się.
- Tak, jasne. Miałem więcej do czynienia z facetami niż ty. Po za tym sam jestem mężczyzną, więc wiem lepiej. Zapamiętaj sobie moje słowa. - powiedział kładąc talerz z naleśnikami przede mną.
- Taa, ale z ciebie mężczyzna.. Nawet laski nie masz. - zadrwiłam - Lepiej zacznij szukać sobie dziewczyny, a nie mi wmawiasz głupoty.
- Odczep się. Może lubię samotność?
- Nie lubisz.. Nikt nie lubi.. - powiedziałam z pełną buzią, wypchaną oczywiście naleśnikami.
- Jedz, bo nie zdążysz.
- Spadaj. Jestem już gotowa. - marudziłam kończąc ostatniego naleśnika, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Hahaha. Mówiłem, że nie zdążysz! - krzyknął, gdy byłam już przy drzwiach. Otworzyłam je, a przede mną nie stał nikt inny niż Justin. Wpuściłam go do środka, zamknęłam drzwi i przywitałam się z nim jak zwykle całusem w policzek.
- Poczekaj chwilę. Pójdę po torbę i wracam.
- Okej. Nie ma sprawy. Poczekam. - uśmiechnęłam się szybko i pobiegłam na górę. Podbiegłam do sofy i wzięłam torebkę, następnie do łazienki po kosmetyczkę, którą zawsze biorę na wyjścia. Na najpotrzebniejsze kosmetyki oczywiście. Ruszyłam w kierunku schodów i zobaczyłam Justina i Austina w ożywionej rozmowie. Zaczęłam powoli schodzić żeby im nie przeszkadzać, lecz Justin usłyszał moje kroki i przestał podchodząc do mnie z uśmiechem.
- Możemy iść? - zapytał.
- Jasne, ale nie chcesz dokończyć rozmowy z nim?
- My już skończyliśmy - wtrącił mój brat.
- Tak. Skończyliśmy. TO jak, idziemy? - powtórzył pytanie.
- Okej. - odpowiedziałam z uśmiechem. Założyłam buty i chwyciłam z szafki okulary przeciwsłoneczne. Just przytrzymał mi drzwi od auta i sam pobiegł do swoich i usiadł na miejsce kierowcy. Siedzieliśmy w ciszy. Chłopak skupiał całą swoją uwagę na drogę, ale po kilku minutach odwrócił się w moją stronę z miną, tak jakby dostał oświecenia. Odwrócił się z powrotem do ulicy. Jakiś czas minął zanim przemówił swoim nieskazitelnym głosem.
- Już wiem co zrobimy.
- Z czym? - zapytałam nie wiedząc o co chodzi.
- Z pogróżkami. Ona nie ma prawa cię tak traktować. Ja na to nie pozwolę. - powiedział.
- Ale... - zatrzymałam się - Nie musisz nic robić.. - odpowiedziałam ze łzami w oczach, bo przypomniały mi się jej groźby.ona ci groziła!
- Jak nie?! Ona ci groziła! To jest karalne! Odkąd z nią zerwałem, stała się suką i dziwką.
- Ona cały czas nią była... - powiedziałam cicho.
- Co? - zapytał zdezorientowany.
- Jeszcze jak z tobą była, puszczała się na lewo i prawo.. - odpowiedziałam.
- Skąd to wiesz?!
- Nie tylko ja to wiem.. Wszyscy w szkole o tym wiedzą.. Na każdej imprezie ruchała się z pierwszym lepszym..
- Suka.. Dobra, mniejsza o to. Najważniejsze, że to co było między nami jest już skończone. - odpowiedział po chwili ciszy - Wracając do poprzedniego tematu. Wolisz iść do dyrektora, czy na policję?


*numer wymyślony
**Nie oglądałam tego horroru i nie wiem co tam jest, więc wybaczcie, a przyjaciółka zaproponowała taki tytuł.
------------------------------------
WItajcie! PO PIERWSZE CHCIAŁAM WAM WSZYSTKIM ŻYCZYĆ WESOŁYCH ŚWIĄT PO ŚWIĘTACH I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! PO 2 BLOG ISTNIEJE JUŻ PONAD ROK! JESTEŚCIE WSPANIALI, ŻE WCIĄŻ TUTAJ WCHODZICIE. PO 3 CHCIAŁAM PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM NA PONAD 14TYŚ WEJŚĆ! NAWET NIE WIECIE JAK SIĘ CIESZĘ!
A teraz coś tak innego. Przepraszam za tak długą nieobecność, ale jest trudno.. Było. Byłam w szpitalu no i ogólnie tak dziwnie.. No więc powracam! 18 rozdział postaram się dodać za kilka dni, bo połowa jest już napisana. ROZDZIAŁ PISANY RAZEM Z NATALIĄ, KTÓREJ BARDZO DZIĘKUJĘ ZA POMOC. DZIĘKI MISIU ;* JEszcze raz dzięki i komentujcie ;))
alexlove ;*
Justin-Bieber_3.jpg
Tagi: r.17
03.01.2014 o godz. 21:19
Co będzie dalej?

Justin zauważył, że jest ze mną coś nie tak i co chwilę na mnie spoglądał. Ja jednak nie zwracałam na to uwagi i tępo patrzyłam w szybę obok siebie. Łzy cały czas spływały mi po policzkach. Co ona chce mi zrobić? cały czas zadawałam sobie te pytanie. Przecież on nie zerwał z nią z mojej winy. Jesteśmy przyjaciółmi. Ona sama sobie jest winna, że Bieber z nią zerwał. Ja w tym czasie byłam z ... nim, kiedy ich związek legł w gruzach. Justin często do mnie przychodził i się żalił jaka Selena jest okropna, że ma jej już dość. Ja mu tego nie wmawiałam. Teraz boje się, że ona mi zrobi coś okropnego. Nie wiem co. Kilka dziewczyn w szkole mówiło żeby z nią nie zadzierać. No, ale ja nic nie zrobiłam! Jesteśmy przyjaciółmi. On mi ufa, a ja jemu. Nie jestem w nim zakochana. Chyba. To mój idol. Zawsze, gdy go widzę serce zaczyna mi szybciej bić, na początku jak zaczynamy ze sobą rozmawiamy to mam motylki w brzuchu. To nie znaczy, że jestem w nim zakochana, prawda? Można się w kimś zakochać w tak krótkim czasie? Nie wiem. A to, że uwielbiam spędzać z nim czas, przytulać się do niego, patrzeć mu w oczy, nie oznacza od razu, że się w nim zakochałam, prawda? Nie, nie, nie.. Czy ja właśnie się do tego przyznałam? Nie, nie, nie.. Kurcze. Ja go kocham.. Nie mogę mu tego powiedzieć.. Nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni.. Do tego zerwałam dopiero z chłopakiem.. Stop. Nie mogę teraz o tym myśleć. Wytarłam szybko łzy żeby Justin ich nie zauważył. Po jeszcze około 5 minutach jazdy dojechaliśmy. Chłopak zaparkował swoje auto przed restauracją, wysiadł i otworzył mi drzwi. Lekko się do mnie uśmiechnął i poprowadził do pomieszczenia. Udaliśmy się do dwuosobowego stolika i usiedliśmy. Podeszła do nas kelnerka. Bardzo ładna. Bardzo, bardzo ładna. Dziewczyna mniej więcej w naszym wieku, chyba sobie dorabiała. Zobaczyła kogo będzie obsługiwać i miała 'kisiel w gaciach'. Podała nam menu. Zagadywała Justina, nie zwracając uwagi na mnie. Bijacz z niej. Zapytała mnie tylko co zamawiam z dodatkiem zmierzenia mnie, od razu zwracając się z powrotem do Justina z wielkim uśmiechem. Zniknij mi z oczu ****. Po prawie 5 minutach flitowania z moim najlepszym przyjacielem odeszła przekazać do kuchni nasze zamówienia. Po niecałej minucie była ponownie przy naszym stole. Przyniosła nam napoje. Stawiając szklankę przede mną, nawet na mnie nie spojrzała, do szatyna mrugnęła, a odchodząc zaczęła kręcić dupą. Spadaj stąd idiotko pomyślałam i ją zmierzyłam. Już jej nie lubię. Bieber chyba widział jak ją mierzę, bo gdy odwróciłam się do niego, on na twarzy miał głupi uśmieszek.
- O co ci chodzi? - zapytałam.
- Niee, o nic.
- To czemu się gapisz?
- Bo ktoś tutaj jest chyba zazdrosny. - odpowiedział ruszając brwiami.
- Niby kto? - zapytałam, rozglądając się dookoła. Chłopak wskazał na mnie palcem - Ja?
- Niee. Serwetka.
- Głupi jesteś. Po za tym nie mam o co być zazdrosna.
- To co ci zrobiła ta kelnerka? - zapytał. Co mam mu odpowiedzieć? Ohh, już wiem.
- Nie widziałeś jak mnie traktowała? Uhh. Ta bijacz mnie zmierzyła.
- Na pewno tylko o to chodzi? - dopytywał dalej.
- Tak, a niby o co?
- Nie wiem. Tak tylko pytam. - gadał dalej z głupim uśmieszkiem - Co ci było w aucie? - zapytał po chwili ciszy.
- Nic. - odpowiedziałam oschle.
- Kurde. Widzę, że coś ci jest. Powiesz mi sama, czy mam się sam dowiedzieć co będzie jeszcze gorsze dla ciebie? Widziałem jak płakałaś.
No ładnie. Zauważył. Powiedzieć mu prawdę, czy nie?

Justin's Pov's

Zapytałem ją o to co mnie trapiło odkąd zauważyłem pierwszą łzę, spływającą po jej policzku. Co się stało? Chris znalazł jakiś sposób żeby ją ponownie zranić? Jak się dowiem, że to on to go normalnie zatłukę. Ogólnie jak on mógł tak zrobić? Alex jest wspaniała, śliczna, ogólnie doskonała. Z dnia na dzień czuję coraz większą potrzebę bycia blisko niej. Zakochuję się w niej. Dziwne jak ona na mnie działa. Czy ja się w niej zakochałem? Kurcze. Ona ze mną była w trudnych momentach, gdy moi najlepsi przyjaciele mnie olali, bo stwierdzili, że nic mi nie jest i sam sobie dam radę. Gówno prawda. Tylko jedna, jedyna Alex wie jak się wtedy czułem. Teraz ja mam zamiar jej pomóc. W ciągu tych dwóch miesięcy stała się moją najlepszą przyjaciółką. Pobiła Cassie, którą znam odkąd się przeprowadziłem do Atlanty, czyli jakieś 6 lat ją znam. Muszę się dowiedzieć co się stało, bo nienawidzę jej widzieć w takim stanie. Zapytałem ją, ale ta stwierdziła, że nic. Po kilku minutach na reszcie odpowiedziała.
- Chcesz znać prawdę?
- No raczej.
- No, więc.. - przestała mówić, bo kelnerka nam przyniosła jedzenie. Widać perfidnie, że ze mną flirtowała, ale niestety, mi się zbytnio nie podobała. Była ładna, ale tylko się do niej życzliwie uśmiechałem. Po prostu mnie nie interesowała. Postawiła posiłki przed nami i odeszła. Zaczęliśmy jeść. Nie rozmawialiśmy ze sobą, aż nie skończyliśmy posiłku.
- No, więc? - zapytałem, gdy oboje byliśmy najedzeni.
- No więc, czy chcesz wiedzieć to co się na prawdę stało w aucie?
- Tak. Martwię się, gdy cię widzę w takim stanie i mam nadzieję, że będę mógł ci jakoś pomóc.
- Dobra. Więc, gdy weszliśmy do auta dostałam sms'a od nieznanego numeru. Przeczytałam go. Jego treść mnie przeraziła oraz jego nadawca.
- Czekaj. Płakałaś przez jakiegoś głupiego sms'a?
- Głupiego. Łatwo ci mówić, skoro to nie tobie grozili.. - odpowiedziała ze wściekłością.
- Co, co, co? Jakie groźby? - uniosłem głos.
- Normalne. Czekaj, przeczytam ci, ale się ucisz. 'To przez ciebie ze mną zerwał. Pożałujesz tego suk*. Twój największy od dzisiaj wróg ~ Selena xoxo'.
- Jak? Przecież zerwałem z nią chyba jakiś miesiąc temu. Dostałaś tą wiadomość na pewno dzisiaj?
- Nie tej. 100 lat temu. No oczywiście, że dzisiaj! Nie wracałabym do tego dzisiaj.
- Tak mi przykro. Pewnie.. Uhh. Nie wiem co ci powiedzieć. Pomogę ci z nią. Będę twoim aniołem stróżem, okej?
- Nie możesz tak. Nie możesz być ze mną 24/7.. - powiedziała spoglądając na mnie. Chwyciłem ją za dłonie i zacząłem mówić.
- Racja, ale będę się starał być z tobą jak najczęściej się da. Chcę cię przed nią uchronić. Ona nie może ci niczego złego zrobić inaczej tego bardzo pożałuje. Ona cię od początku nienawidziła. Chcesz to z nią pogadam. Jeśli dostaniesz kolejnego sms'a od niej, powiesz mi natychmiast, rozumiesz? Nie chcę by stała ci się krzywda, za dużo dla mnie znaczysz.
- Matko, dziękuję ci Justin! - zauważyłem, że płakała. Alex bez chwili namysłu mnie przytuliła nad stołem. Jak ja to uwielbiam. Czuć ją tak blisko siebie. Dzisiaj jak obudziłem się obok niej. Uczucie nie do opisania. Ale wiem, że nic między nami nie będzie. Ona mnie traktuje jak przyjaciela i zerwała wczoraj z chłopakiem. Alex usiadła z powrotem na swoje krzesło i automatycznie jej telefon wydał dźwięk, że przyszła nowa wiadomość. Dziewczyna wyciągnęła telefon i przeczytała wiadomość. Od razu spojrzała na mnie. Jej oczy wyrażały strach. Już wiem od kogo to. Nic nie powiedziała tylko pokazała mi wiadomość. 'Szybko ci idzie. Działasz na dwa fronty dziw*o? Mam nadzieję, że tą noc spędzisz przyjemnie, bo piekło się dopiero zacznie ~ ukochany wróg xoxo'. Czyli od jutra mam nowe zadanie. Być bohaterem dla wyjątkowej Alex.


--------------------------------------------------
Witajcie! Krótki.. Znów.. Wybaczcie to. Pisałam, pisałam no i koniec. Teraz miało być oczami Alex.. Wybaczcie. Mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się szybciej. Niestety szkoła daje w dupe.. :/ Komentujcie, polecajcie, odwiedzajcie. Rozdział pisałam kilka dni.. Piszcie co uważacie. Do następnego!
alexlove
justin bieber inst 2.jpg
Tagi: r.16
02.11.2013 o godz. 20:52
- Jak się czujesz? - zapytał po chwili ciszy chłopak.

- A jak mam się czuć? - zapytałam - Powiem tak. Jakbyś ty zobaczył swoją dziewczynę obściskującą się na ławce w parku z jakimś chłopakiem, to na 100% byłbyś wściekły i chciał coś rozwalić, a dopiero później chodził smutny. My dziewczyny mamy tak, że od razu zrywamy i później płaczemy dniami i nocami jeśli tą osobę kochałyśmy. Nam to nie mija z dnia na dzień, więc sam sobie odpowiedz na to pytanie.
- Okej. Przepraszam.
- Nie to ja przepraszam. Nie powinnam tak na ciebie naskakiwać. To on zawinił nie ty. - to co stało się później mnie zaskoczyło. Przysunęłam się do niego i tak po prostu... przytuliłam się do niego. - Dziękuję, że jesteś.
- Nie ma za co. Idź spać, pewnie jesteś zmęczona. - powiedział chłopak i pocałował mnie w głowę. Fajne uczucie, ale dziwne, bo to mój przyjaciel. Przyjaciele tak robią?

Następnego dnia obudziłam się wtulona w Justina. Podniosłam głowę by spojrzeć na jego twarz, lecz on już nie spał. W momencie gdy nasze oczy się spotkały szeroko się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech. Zrobiło się dość niezręcznie, więc spuściłam wzrok na moje ręce, które tuliły jego tors. Głupia sytuacja. Jakbyście wy się czuły gdybyście się obudziły wtulone w swojego najlepszego przyjaciela? Poczułam się 'trochę' głupio, więc wzięłam swoje ręce z jego ciała i przytuliłam swoje ramiona. Znów niezręczna cisza. Bałam się spojrzeć mu w oczy. Wstyd mi za to, że tak się do niego przylepiłam. Nie mogąc wytrzymać ciszy, przerwałam ją.
- Jak się spało? Mam nadzieję, że się nie rozpychałam.
- Nie, prawie wcale. Która godzina? - zapytał.
- Nie wiem. Zaraz sprawdzę. - wyciągnęłam telefon spod poduszki i odblokowałam - Jest 12:43.
- Długo spaliśmy. - zaśmiał się.
- Nie dziwię się. O 4 poszliśmy spać. Twoja mama pewnie się martwi, nie zadzwonisz do niej?
- Nie. Napisałem wczoraj do niej smsa, że zostaje u Cassie na noc, bo chłopak z nią zerwał. - odparł wzruszając ramionami.
- Serio? Czemu jej nie powiedziałeś, że zostajesz u mnie?
- Bo ona cię nie zna i by pomyślała nie wiadomo co.
- To może czas to zmienić? - zapytałam.
- Chcesz poznać moja mamę? - zaczął się śmiać.
- A co w tym śmiesznego? - zapytałam zdziwiona.
- Selena zawsze uciekała przed tematem poznania mojej mamy..
- Ale ja to nie Selena jeśli jeszcze nie zauważyłeś. - przerwałam mu - Jak w ogóle mogłeś mnie do niej porównać?
- Fakt. Przepraszam. To chciałabyś ją poznać?
- Tak! Przed chwilą ci to powiedziałam.
- No dobra. Kiedy?
- Jak najszybciej. Podobno Pattie jest miła, uprzejma, uśmiechnięta. Odkąd jestem Belieber chciałam ja poznać.
- A mnie nie? - zapytał robiąc smutną buźkę.
- Głupi jesteś czy głupi?
- Mmm. Trudne pytanie. Muszę odpowiedzieć? - odparł udając, że myśli nad odpowiedzią.
- Tak. Ja znam odpowiedź, ale chce usłyszeć co ty o tym sądzisz.
- Wiec.. Czy.
- Wiedziałam, czyli jesteś głupi. - powiedziałam i wybuchnęłam śmiechem.
- No dzięki! - krzyknął oburzony - Teraz ty odpowiedz na moje pytanie.
- Wiesz.. Ze względu, że jesteś głupi odpowiem tak.. Poznanie ciebie było moim największym marzeniem, nawet przed spotkaniem osoby, która cię przyniosła na ten świat, gamoniu.
- I to niby ja jestem głupi? - zapytał śmiejąc się.
- Tak, jesteś najgłupszą osobą w tym pokoju.
- Te słowa zabolały. - odpowiedział chwytając się za klatkę piersiową, gdzie powinno znajdować się serce. Nie wiem dokładnie czy on je tam ma. Żarcik.
- Dobra. Nie płacz tylko weź idź do łazienki się ogarnąć, a ja idę zrobić śniadanie. Chyba, że ty wolisz mi coś przygotować. - powiedziałam ruszając brwiami w górę i dół.
- Ja jestem gościem, więc ty kobieto idź gotować.
- Buahaha, ale śmieszne. Idź już, bo tamujesz wyjście z łóżka.
- Okej. Już idę. Masz jakieś perfumy?
- A ty co? Masz zamiar się tylko wypsikać perfumami?
- No chyba tak. Nie mam ze sobą nic, więc..
- To dam ci coś Austina, chyba, że wolisz dwa dni w tym samym chodzić.. - odpowiedziałam.
- Niee. Jeśli jest opcja pożyczenia ciuchów od twojego brata, to jasne. Przecież jak to będzie wyglądać jak będę dwa dni w tym samym?! Jak paparazzi mnie zobaczą i jutro nagłówki w gazetach 'Justinowi Bieberowi skończyły się już czyste ciuchy?!' - zaczął panikować.
- Dobra spokojnie. Chodź za mną. - powiedziałam, po czym chwyciłam go za rękę i zaprowadziłam do pokoju mojego brata, usadziłam Justina na łóżku Austina i powiedziałam żeby poczekał, a sama weszłam do garderoby i zaczęłam szukać jakieś ciuchy. Po kilku minutach usłyszałam jak Bieber mnie woła.
- Alex! Długo jeszcze?!
- Chwila! Już prawie mam! - odpowiedziałam i zaczęłam ponownie szperać w ciuchach brata. Po następnych kilku minutach wyszłam z górką ciuchów.
- Gotowe, a teraz idź do łazienki i sprawdzimy, czy dobrze dobrałam. - Położyłam mu ciuchy na kolanach i szeroko się do niego uśmiechnęłam.
- Okej, a ręcznik jakiś mi dasz?
- Ręczniki są w łazience w szafce między wanną, a umywalką.
- Okej. To niedługo się widzimy. - odparł lekko zmartwiony. Poszłam za nim do swojego pokoju, i usiadłam na łóżku. Jak na zawołanie dostałam smsa.
OD: Austin
'Hej siostrzyczko. Wiem, że miałem mieć każdą niedziele wolną, ale wczoraj nie skończyłem przydzielonego mi zadania, więc musiałem dzisiaj iść. Przepraszam. Zostawiłem ci kasę na obiad! ;)'
Odpisałam mu, a już po chwili drzwi od łazienki się otworzyły. Justin wyglądał niesamowicie. Otworzyłam buzię z szoku.
- Wszystko okej? - zapytał rozbawiony.
- Jasne, że tak. Po prostu... Wiedziałam, że dobrze wybrałam, ale nie wiedziałam, że będzie aż taki efekt..
- Czyli jest dobrze? - zapytał.
- Dobrze? Wyglądasz genialnie głupku! Widziałeś się chociaż?!
- Taak, ale od pasa w górę.
- To w takim razie tam wisi lustro. - powiedziałam wskazując ręką w kierunku lustra. Niepewnym krokiem podszedł, stanął przed nim i się tak wpatrywał. Po kilku sekundach na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Nigdy w ciebie nie wątpiłem. - odparł.
- Tak, tak. Jasne, a ta mina przed wejściem do łazienki? Jakbym miała cię zabić dając ci te ciuchy.
- Oj tam. Zrobiłaś to śniadanie? Jestem już głodny.
- Nie. Zdążyłam tylko odpisać Austinowi na smsa.
- W takim razie jedziemy na obiad do restauracji. Ja stawiam. Nie przyjmuje odmowy. - mrugnął do mnie.
- Niech ci będzie, ale muszę się jakoś ogarnąć.
- Okej. Poczekam, ale się pospiesz. - to były ostatnie słowa jakie usłyszałam przed wejściem do garderoby w poszukiwaniu ubrań. Gdy znalazłam, wzięłam je ze sobą i poszłam szybko do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, wytarłam swoje ciało, ubrałam wybrane wcześniej rzeczy, lekko się pomalowałam, podsuszyłam włosy i wyszłam. Justin leżał na moim łóżku i robił coś na swoim iPhonie. Ubrałam kozaki, kurtkę, włożyłam potrzebne rzeczy do torebki i wyszliśmy. Justin, jak na dżentelmena przystało, otworzył mi drzwi od strony pasażera swojego auta, po czym on sam po chwili znalazł się na siedzeniu pasażera. Czując wibracje w torbie, wyciągnęłam telefon i spojrzałam na ekran Jedna nieodebrana wiadomość. Odblokowałam swój telefon i przeczytałam wiadomość.
OD: Nieznane
'To przez ciebie ze mną zerwał. Pożałujesz tego suk*. Twój największy od dzisiaj wróg ~ Selena xoxo'
Oczy momentalnie mi się zaszkliły. Co ona ma zamiar mi zrobić? Przecież nie ja jestem powodem ich rozstania. Chyba, nie? Nie wiem. Słona ciecz zaczęła spływać po moich ciepłych policzkach. Co będzie dalej?


--------------------------------
Hej! Pewnie rozdział wyszedł krótki, ale chciałam wam szybko dodać. Czekałyście zbyt długo. Także ten tego. Nowy nie wiem kiedy się pojawi. DZIĘKUJĘ ZA PONAD 10 000 WEJŚĆ! JESTEŚCIE NIESAMOWICI! Pobijecie rekord komentarzy? Jak na razie rekord to 9. Dacie radę do 10? Byłoby mi bardzo miło!
alexlove ♥

PS.'I still believe in us
I still believe in love
I still believe in us [...]
I wanna know if you feelin' the way that I
You told me to be careful with your heart'


http://www.youtube.com/watch?v=vp4N4cgffeg

Ta piosenka jest genialna! ♥
1186740_525924934152488_752569139_n.jpg
Tagi: r.15
07.10.2013 o godz. 19:35
Leżałam przez chwile nie mogąc zasnąć, ale ostatecznie pogrążyłam się w głębokim śnie.

Od pierwszej randki z Chrisem minęły ponad dwa miesiące. Można powiedzieć, że między nami jest w miarę dobrze. Zbliżyłam się jeszcze bardziej do nowych przyjaciół, a do Justina i Cassie szczególnie. Nie ma dnia, kiedy bym nie rozmawiała z Biebsem. Po lekcjach się spotykamy, a gdy siedzimy w domach, to ze sobą smsujemy. Wciąż wieczorami nie wierzę, że znam mojego idola i jego najbliższych przyjaciół. Tak, ciągle to powtarzam, ale to jest niesamowite. Justin stał się moim najbliższym przyjacielem. No oczywiście Cassie też jest, ale przyjaciółką, więc widać różnicę. A co do mojego związku z Chrisem.. Trudno powiedzieć. Jesteśmy ze sobą prawie trzy miesiące, ale on już się rozgląda za innymi. Zawsze, gdy z nim jestem, a coś takiego zrobi, po prostu się obrażam i odchodzę, a Christian zazwyczaj zostaje w tym samym miejscu i mówi, że przeprasza. Nie wiem jak długo jeszcze tak wytrzymam. Gdy tak rozmyślałam, zaczął dzwonić mój telefon. Nie patrząc na ekran, odebrałam połączenie.
- Halo?
- Cześć. Chciałabyś się przejść na spacer? Nie mam co robić, a jak na ta porę roku jest dość ładnie dzisiaj. - odezwała się osoba po drugiej stronie słuchawki. Po pierwszych dźwiękach jego głosu, już wiedziałam kim jest ta osoba.
- Oczywiście. A o której?
- Za 10 minut będę u ciebie, pasuje?
- Jasne, ale na serio nie masz co robić Juss? Przecież na pewno jest coś lepszego do roboty niż szwendanie się ze mną. - zapytałam. Zapomniałam dodać, że w połowie października Justin zerwał z Seleną z niewiadomych przyczyn.
- Uwierz, że nie. W domu mi się nudzi cholernie. Wszystkie gry już są nudne. Do Seleny oczywiście nie pójdę, bo już nie jesteśmy razem, a Chris i Ry gdzieś poszli. Dzwoniłem nawet do nich, ale nie odbierali, ale jeśli nie chcesz iść to zrozumiem.
- Nie, nie. Oczywiście, że z tobą pójdę! To za 10 minut u mnie?
- Okej. To niedługo będę. Do zobaczenia, Bella.
- Pa, Drew. - po tych słowach się rozłączyłam i poszłam szybko do łazienki poprawić wygląd, bo włosy miałam w nieładzie. Po niecałych pięciu minutach zeszłam na dół i usiadłam na kanapę, aby poczekać na Justina. Oczywiście jak zwykle się spóźnił prawie 5 minut. Usłyszawszy głośne pukanie do drzwi, podeszłam do nich i je otworzyłam. Wpuściłam go do środka.
- Jak zwykle nie na czas - dałam nacisk na słowo.
- Oj tam. Dalej kobieto, ubieraj się.
- Okej, ale o czymś zapomniałeś.
- O czym? - zdziwił się chłopak.
- Nie przywitałeś się. - uśmiechnęłam się głupio.
- No, bo dzisiaj się już witaliśmy..
- Ale i żegnaliśmy, więc się nie przywitałeś. - przerwałam mu.
- Doobra, niech ci będzie. Z tobą chyba nigdy nie wygram. - odpowiedział, po czym pochylił się i dał mi buziaka w policzek.
- No, to teraz mogę się ubrać. - powiedziałam, na co Justin słodko się zaśmiał. Wyszliśmy ode mnie z domu w stronę parku. Przez całą drogę rozmawialiśmy. Weszliśmy przez bramę parku w jego głąb. Chodziliśmy tak przez jakiś czas, aż w końcu usiedliśmy na jednej z ławek. Chwilę komfortowej ciszy przerwał Bieber.
- Jak się tak na serio nazywasz? Bo ty wiesz bardzo dobrze, że jestem Justin Drew Bieber, więc chciałbym wiedzieć jakie ty masz pełne imiona i nazwiska, jeśli masz dwa. - stwierdził.
- Na serio chcesz to wiedzieć? I tak zapomnisz.
- Nie zapomnę, a przy okazji może dowiem się, czemu lubisz, gdy mówi się na ciebie Bella, bo bez powodu to na pewno nie. Chociaż jesteś śliczna. - powiedział, a ja się zarumieniłam.
- Dzięki, ale nie jestem, aż taka ładna. No więc dobra. Więc moje pełne imię i nazwisko brzmi Alex Isabell Kelsey Moor.
- Ooo. To już wyjaśnia dlaczego Bella. Ładne masz imiona. - powiedział chłopak siedzący obok z wielkim i szczerym uśmiechem.
- Dziękuję. - odpowiedziałam ponownie się rumieniąc. Nie rozumiem czemu przy nim ciągle się rumienię.. Chociaż.. Podobają mu się moje imiona i powiedział, że jestem śliczna! pomyślałam. Taaak, nadal nie mogę się przyzwyczaić, że teraz jest moim przyjacielem-idolem, a nie tylko idolem. Później rozmowa zeszła na inny temat. Raczej na inne tematy. Gadaliśmy tak długo. W pewnym momencie przeprosiłam Jussa i zaczęłam pisać smsa do swojego chłopaka.
DO: Chris <3
'Hej skarbie! Zadzwonisz do mnie żeby pogadać? Stęskniłam się! xoxo'
Napisałam i kliknęłam WYŚLIJ, po czym kontynuowałam rozmowę z chłopakiem obok. Po kilku minutach dostałam odpowiedź, jakiej się nie spodziewałam.
OD: Chris <3
'Sorry skarbie, nie mogę teraz. Nie mam czasu.'
Po raz pierwszy dostałam od niego taka wiadomość. Napisał, że nie ma czasu. Mówił, że zawsze będzie miał dla mnie czas, a do tego nie napisał kocham cię, ani buziaka, co u niego dziwne. Wpatrywałam się tak w ekran chyba przez dłuższy czas, bo Justin zaczął ruszać ręką przed moją twarzą.
- Coś się stało? - zapytał.
- Niee, nic.
- Na pewno? Widzę, że jest coś nie tak. - dopytywał dalej.
- Tak, to znaczy nie do końca. Dostałam dziwnego smsa od Chrisa, ale chyba niepotrzebnie się martwię. Pewnie gra z Ryanem w gry lub coś. - odpowiedziałam.
- Z Ryanem w gry? Przecież on wyszedł z jakąś dziewczyną.. A co dokładnie ci napisał?
- Napisał, że nie ma teraz czasu ze mną gadać, nie wysłał buziaka, ani, że mnie kocha. A jego smsy nigdy tak nie wyglądały.
- Nie przejmuj się. Pewnie ma coś ważnego do zrobienia. Wszystko będzie okej.
- Obyś miał rację. Koniec tematu. Idziemy dalej? - zapytałam, mając ochotę na dalsza część spaceru po parku.
- Jasne, możemy iść jeśli chcesz. - odpowiedział i spojrzał na mnie.
- No to idziemy. - powiedziałam. Wstaliśmy i ruszyliśmy dalej ta samą ścieżką. Rozmawialiśmy o zajęciach dodatkowych w naszej szkole. Okazało się, że on też się zapisał na śpiew. Czemu wcześniej na to nie wpadłam. Szliśmy dalej tą samą dróżką, po czym zwróciłam się do Justina.
- Czy ten chłopak na ławce, tobie też przypomina Christiana? - zapytałam zdenerwowana.
- Nie wiem w stu procentach, czy to on, ale na maxa go przypomina. - odpowiedział. Wkurzyłam się. Jeśli Justin uważa, że ten chłopak jest mega podobny do Chrisa, to musi być on. Podeszliśmy bliżej. Siedział na łasce z jakąś dziewczyną, ale nadal nie byłam pewna czy to on. Kontynuowaliśmy nasz spacer, aż dotarliśmy wystarczająco blisko ławki, żeby stwierdzić, że to mój chłopak, siedzi tam na ławce i obciskuje z jakąś laską. Gdy podeszliśmy jeszcze bliżej niezauważeni, Chris pochylił się nad tą dziewczyną i ja pocałował. W tym momencie nie wytrzymałam. Łzy zaczęły lecieć mi po policzkach. Przyspieszyłam kroku do ławki, stanęłam przed chłopakiem i przywaliłam mu z całej siły w policzek, po czym zaczęłam biec. Słyszałam za sobą wołanie Justina, ale biegłam dalej. Nie chciałam przebywać w tym miejscu ani sekundy dłużej. Usłyszałam jedynie jeszcze jak Justin krzyczy na Chrisa coś w stylu, że zjebał sprawę i, że jest idiotą. Biegłam przed siebie tak długo, aż znalazłam się w skate parku. Było już ciemno, więc nikogo tu nie było i mogłam się popłakać. Mój telefon zaczął dzwonić, więc wyciągnęłam go z kieszeni i sprawdziłam to chce ze mną rozmawiać. To był Christian. Nie mam zamiaru z nim rozmawiać. Weszłam szybko na szczyt najwyższej rampy i usiadłam na niej, a telefon położyłam obok siebie. Po chwili telefon zaczął ponownie dzwonić, ale tym razem to Justin. Nie chciałam z nikim rozmawiać, więc od niego tez nie odebrałam. Położyłam się, aby mieć dobry widok na gwiazdy. Cały czas przed oczami miałam obraz Christiana całującego się z ta dziewczyną. Nie wierzę, że mi to zrobił. Łajdak z niego. Wprawdzie od jakiegoś tygodnia był dziwny, ale nie zwracałam na to uwagi. Teraz już wiem czemu taki był. Zdradzał mnie. Najgorsze jest to, że mamy wspólnych przyjaciół, czyli będę go często widywała, plus chodzimy razem do szkoły, a nawet do klasy. Mój telefon kolejny raz zaczął dzwonić. Christian. Odebrałam.
- Daj mi spokój. Nie chcę z tobą gadać! Czy to takie trudne do zrozumienia?! - krzyknęłam do słuchawki.
- Nie, ale daj mi się wytłumaczyć.
- Nie ma mowy. Widziałam wszystko. Nawet nie widziałeś, że tam stałam. Stałam kilka metrów od ciebie. Teraz daj mi już spokój, nie dzwoń, nie pisz, nie odzywaj się do mnie, gdy będziesz mnie widział.
- Czyli zrywasz ze mną? - zapytał. Ale z niego idiota.
- No raczej. Nie będę z tobą po tym co widziałam. Pa. - powiedziałam i się rozłączyłam. Nie chciałam z nim gadać. Mam nadzieję, że posłucha i nie będzie do mnie wydzwaniać, ani pisać. Tym razem mój telefon za wibrował informując, że dostałam smsa. Spojrzałam na wyświetlacz, a na nim widniało imię Christian. Nie ma mowy, że przeczytam. Ponownie położyłam telefon obok siebie. Patrzyłam na gwiazdy. Myślałam cały czas o nim. o moim byłym chłopaku. Telefon znów zaczął dzwonić. Tym razem Justin. Chyba jestem mu winna coś wyjaśnić. Odebrałam i przyłożyłam słuchawkę do ucha.
- Halo. - odpowiedziałam sucho.
- Alex! Na reszcie! Gdzie jesteś?! Martwię się o ciebie. Byłem w twoim domu, ale nikt nie otworzył. Powiedz, gdzie jesteś, a po ciebie przyjdę! - powiedział szybko.
- Nie szukaj mnie.
- Co? Nie ma mowy! Jest ciemno! Martwi się! - zaczął krzyczeć.
- Nie krzycz okej? To ci nie pomoże. Nie szukaj mnie. Powinnam na noc wrócić do domu, a jeśli nie to chyba jutro już tam będę. Nie wiem.
- Chyba sobie jaja robisz! Powiedz mi gdzie jesteś! - czułam, że go wkurzam.
- Nie. Nie szukaj mnie. - zaszlochałam cicho - Wiem, że już jesteś wkurzony. Nie przejmuj się mną, chyba będzie okej. Nie chce cię wkurzać, więc kończę. Wróć do domu. Nie przejmuj się tak jak ci mówiłam. Powinno być wszystko okej. Taa. Powinno. Pa. - rozłączyłam się. Tak, chamskie zachowanie, ale kilka chwil temu widziałam jak chłopak mnie zdradził. Chyba wszyscy tak mają, że w takim momencie chcą być sami. Obróciłam się na bok, patrząc tępo przed siebie. Był piątek, więc nie przejmowałam się szkołą. Zaczęłam ponownie myśleć o tym jak wspaniale było mi z Chrisem. Niestety kolejne łzy zaczęły mi spływać w dół policzków. Po jakimś czasie zrobiło mi się zimno, ale nie chciałam wracać do domu. Pewnie Austin zacząłby się wypytywać co się stało, a tego nie chcę na razie. Zbyt świeża rana. Chcąc pozbyć się zimna na skórze, przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej, a rękoma się przytuliłam.


Justin's Pov's

Martwiłem się o nią i to cholernie. Nie wiem do czego jest zdolna w takim stanie. Powiedziała, że mam jej nie szukać i się nie martwić. Szczerze, to jest niewykonalne. Martwiłem się jak cholera! Nie wiedząc co robić, usiadłem na schodach od jej domu. Wymyśliłem, że poczekam na jej brata, bo mówiła, że dzisiaj ma kończyć wcześniej niż zwykle i poczekam u niej w domu aż wróci oraz napisałem smsa do mamy, że jeśli nie wrócę do domu na noc, to jestem u... Chwila. Co ja mam jej napisać? Że jestem u swojej przyjaciółki, której nie zna? Pomyśli wtedy, że to moja dziewczyna. Nie, na pewno tego nie napiszę, ale też nie chcę jej okłamywać. Najlepiej jak napiszę, że nocuję u Cassie, bo ją zna, a powód będzie, że chłopak z nią zerwał. Niby kłamstwo, ale nie do końca. Tylko imiona po przekręcałem. Zamiast Alex, napiszę Cassie. Tak! To jest to! Szybko wysłałem tego smsa mamie, a po kilku minutach dostałem odpowiedź, że mam na siebie uważać i pozdrowić Brown. Taa jasne. Czekałem prawie 20 minut, aż jej brat pojawił się przede mną.
- Justin Bieber siedzi na schodach do mojego domu?! O matulo! Ty na serio tu gdzieś mieszkasz! - zaczął krzyczeć. Szczerze, to nie spodziewałem się czegoś takiego po nim. Myślałem, że Alex mu już to mówiła, ale mniejsza o to.
- Tak to ja. Słuchaj Austin. Siedzę tu już prawie 20 minut czekając na ciebie. Mamy problem. - powiedziałem.
- Co? Jaki problem? - zdziwił się.
- Może wejdziemy do domu? Trochę zimno.
- A moja siostra cię nie wpuści? - zapytał.
- Właśnie o niej chciałem pogadać.
- Okej. W takim razie zapraszam. - powiedział i otworzył drzwi do domu. Wszedłem za nim zamykając drzwi. Udałem się do salonu za pozwoleniem brata mojej przyjaciółki. Poczekałam na niego, aż schowa zakupy i usiądzie obok mnie w salonie. Po niecałych 5 minutach, mogłem zacząć mówić.
- Tak właściwie to Justin jestem. - powiedziałem i wyciągnąłem dłoń w jego stronę.
- Austin. - odpowiedział i powtórzył mój gest - Więc o czym chciałeś porozmawiać? Mam się martwić? - zapytał.
- Nie wiem sam. Może ja zacznę od początku, okej?
- Jasne.
- No więc, nie wiem czy Alex ci mówiła, ale się przyjaźnimy oraz czy powiedziała ci to, że ma chłopaka. - zapytałem.
- Tak. Coś wspominała.
- Okej, więc coś już wiesz. W takim razie opowiem ci całą dzisiejszą sytuację. Ja około pół miesiąca temu zerwałem ze swoją dziewczyna i Alex cały czas była przy mnie. Pomagała mi, wspierała. Skracając była najlepszą przyjaciółką. Nawet moi przyjaciele się tak nie zachowali. No więc przez to, że nie spotykam się już z dziewczyną po lekcjach, postanowiłem wyciągnąć Alex na spacer do parku. W pewnej chwili, Alex zapytała, czy na ławce widzę jej chłopaka siedzącego z jakąś laską, powiedziałem, że nie jestem pewien, więc podeszliśmy bliżej. Gdy byliśmy max 3 metry od nich, Alex potwierdziła swoje obawy i to był on, jej chłopak. W tym momencie Christian pocałował tę dziewczynę i niestety Alex to widziała. Popłakała się, podbiegła do niego i go z policzkowała i pobiegła nie wiadomo gdzie. Wydzwaniałem do niej, a gdy w końcu odebrała, powiedziała, że nie mam jej szukać, nie wie czy wróci do domu, i że mam się nią nie przejmować, po czym się rozłączyła i już później nie odbierała i odpisywała, więc dlatego tu jestem. Jeśli mi pozwolisz, to chcę na nią poczekać. Dzisiaj piątek, nie muszę się martwić szkołą, więc mogę poczekać nawet do jutra. Więc jedyne co mi jeszcze potrzebne, to twoja zgoda, aby u was w domu zaczekać.
- Wow. teraz się martwię. Nie wiem gdzie jest! Cholera.. A i tak, możesz zostać. Kurde Alex, wróć szybko do domu! - zaczął krzyczeć - A tak po za tym dziękuję, że tutaj przyszedłeś i wszystko mi opowiedziałeś. Bym się cholernie martwił co z nią, chociaż i tak się martwię. Chcesz czegoś do picia? - zapytał.
- Jeśli to nie problem to poproszę herbatę.
- Okej. To idę zrobić, a ty się rozgość.
- Dziękuję. - odpowiedziałem, po czym usiadłem wygodniej na kanapie.


Alex's Pov's

Po kilku godzinach leżenia na rampie, postanowiłam wreszcie wrócić do domu. Mam nadzieję, że Austin już śpi, bo inaczej nie wiem co mi zrobi. Spojrzałam na zegarek. Była 2:36. No nieźle. Przeleżałam tutaj prawie 6 godzin. Zmarzłam cholernie. Zeszłam powoli z rampy i skierowałam się do wyjścia z niego. Wolnym krokiem ruszyłam do domu. W środku drogi postanowiłam więcej nie płakać z jego powodu. No bo niby kim on jest? Dla mnie już nikim. Spojrzałam ponownie na wyświetlacz mojego iPhone. Była 2:56 i miałam 13 połączeń nieodebranych od Christiana, 5 od Justina i 15 smsów od Chrisa i 3 od Jussa. Chwile po 3 znalazłam się pod moim domem. O dziwo światła się jeszcze paliły. No to będę miała przesrane pomyślałam. Podeszłam do drzwi i chwyciłam ostrożnie za klamkę. Popchnęłam lekko drzwi i weszłam do korytarza. Zamknęłam cicho drzwi, zdjęłam kurtkę oraz buty i na palcach zaczęłam się kierować do swojego pokoju. Niestety na marne. Po kilku krokach zobaczyłam jak Justin odwraca się w moją stroną, a zaraz za nim Austin. Mój braciszek wstał szybko i podbiegł do mnie.
- Nawet nie masz pojęcia jak się martwiłem! - powiedział, przytulając mnie mocno. Gdy się ode mnie odlepił podszedł Justin, a ja się na niego rzuciłam. Przytuliłam się mocno do niego. Znów zaczęłam płakać. Moje obietnice były do bani, bo znów płakałam. Justin zaczął masować moje plecy jedną ręką, a drugą mnie przytulał.
- Cii, nie płacz mała. Wszystko będzie dobrze. - powiedział cicho.
- Nic nie będzie dobrze jak na razie. - odpowiedziałam - Mogę iść do siebie?
- Jasne. Iść z tobą? - zapytał chłopak.
- Jeśli chcesz marnować swój czas..
- Alex! - usłyszałam za sobą krzyknięcie, gdy stąpnęłam na pierwszy schodek - Chcesz herbaty lub coś do jedzenia? - zapytał Aust.
- Nie, nie jestem głodna ani nic.
Ruszyłam dalej po schodach w kierunku swojego pokoju. Otworzyłam drzwi, weszłam do swojego królestwa i usiadłam na sofie. Oparłam łokcie na kolanach, a w dłoniach ukryłam twarz. Nie chciało mi się płakać. Chciałam wrzeszczeć i coś rozwalić. Spojrzałam na ścianę na której znajdowała się półka i tablica. Było kilka zdjęć moich i Chrisa w ramkach i kilka przyczepionych do tablicy. Wstałam i jednym ruchem ręki zrzuciłam wszystkie ramki ze zdjęciami z Christianem. Szkło się roztrzaskało w kontakcie z podłogą. Jednak ten dywan nie jest aż taki miękki. Następnie zaczęłam zrywać zdjęcia z tablicy, a w drugiej kolejności je rozdzierałam. Gdy już zniszczyłam wszystkie wspólne zdjęcia pobiegłam do łóżka i się na nim położyłam twarzą do poduszek. Po chwili ktoś zapukał w drzwi od pokoju, cicho otworzył i wszedł. Poczułam jak materac obok mnie się ugina pod ciężarem osoby, która usiadła obok mnie.
- Jak się czujesz? - zapytał po chwili ciszy chłopak.


--------------------------------
Hej! Rozdział chyba szybciej niż ostatnio z czego jestem dumna, bo miałam nagłą wene ;] więc rozdział 14 jest, mam nadzieję, że się podoba. pod ostatnim rozdziałem były tylko 4 komentarze.. na serio, aż tak źle piszę?! zastanawiałam się czy nie zakończyć opowiadania skoro dużo ludzi wchodzi, a nie komentuje. smutne, że liczba komentarzy z 9 spadła do 4 :c . z jednej strony rozumiem, że wakacje, ostatni tydzień, no ale to kilka minut.. nie przeciągam. następny rozdział, gdy pod tym będzie min. 6 komentarzy!
alexlove ♥
PS. Zdjęcie Justina wybierała moja przyjaciółka Natalia. DZIĘKUJĘ ZA POMOC! ;)
justin.jpg
Tagi: r.14
10.09.2013 o godz. 20:33
Rozdział dedykuję mojej przyjaciółce Natalii. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć! ♥

Byłam lekko zdenerwowana, bo nie wiem na co się przygotować.

Po kilku minutach namysłu wymyśliłam, że założę brzoskwiniowe rurki, zwiewną białą koszulę z ćwiekami na kołnierzu, którą włożę do spodni, seledynowe conversy, a do tego zrobię sobie kłosa i poprawię makijaż. Leniwie wstałam z łóżka, podeszłam do szafy i zaczęłam poszukiwania wybranych ciuchów. Po prawie 10 minutach znalazłam je i ubrałam. Spojrzałam w lustro i nie mogłam uwierzyć, że tak słodko wyglądam. Przynajmniej dla mnie. Teraz czas na fryzurę. Weszłam do łazienki, rozczesałam dokładnie włosy i zaczęłam robić kłosa. Gdy skończyłam, poprawiłam makijaż i wyszłam z łazienki. Podeszłam do torby, wyciągnęłam z niej błyszczyk i telefon. Włożyłam to do kieszeni spodni. Zeszłam na dół do salonu i spojrzałam na zegar. Miałam jeszcze 40 minut do przyjścia mojego chłopaka. Dziwnie się czuję mówiąc mój chłopak. Postanowiłam przed jego przyjściem zrobić sobie tosty i pooglądać telewizje. Udałam się do kuchni, wyciągnęłam potrzebne składniki i zaczęłam przygotowywać moje ulubione danie. Gdy pieczywo było w tosterze, nalałam sobie do szklanki sok pomarańczowy. Po kilku minutach tosty były już gotowe, więc wzięłam talerz i szklankę, zaniosłam do salonu, siadając na kanapie przed telewizorem. Ułożyłam się wygodnie kładąc talerz z jedzeniem na kolanach i włączając pilotem Tv.


Justin's Pov's

Przyszedłem do domu prosto ze szkoły. Nie chciało mi się rozmawiać z Seleną. Nawet nie wiem czemu, ale zaczęła mnie irytować. Ciągłe sceny zazdrości zawsze, gdy widziała, że gadam z Alex były już na serio denerwujące. Nie wiedziałem co teraz robić, więc wymyśliłem iż zadzwonię po chłopaków. Zadzwoniłem po Ryana.
- Siema stary. Co tam? - zapytał mnie, gdy odebrał.
- Siema. Dzwonię się zapytać, czy chciałbyś do mnie przyjść? - zapytałem go.
- Jasne. Wezmę ze sobą Chrisa, więc nie musisz do niego dzwonić.
- Okej.
- To już wychodzimy.
- Spoko stary. To czekam na was. - i się rozłączyłem. Po kilku minutach usłyszałem walenie do drzwi, więc poszedłem otworzyć. Ryan i Chris weszli do salonu i usiedli na kanapach.
- Chcecie coś do picia? - zapytałem.
- Ja poproszę jakiś sok jeśli masz - odpowiedział Ryan.
- A ja nie dzięki. - powiedział Christian i się uśmiechnął. Poszedłem do kuchni, nalałem soku Ryanowi i sobie wody, po czym wróciłem do chłopaków. Usiadłem na fotelu obok, napoje postawiłem na stole przed nami i włączyłem Tv.
- Co tam? - spytał Ryan.
- Spoko, a u was? - odpowiedziałem.
- A ja to się tam meega cieszę. - powiedział Beadles.
- A co cię tak uszczęśliwiło chłopie? - zapytałem ciekawy.
- No bo.. Idę zaraz na randkę. - odpowiedział szeroko się uśmiechając.
- Co takiego? Christian Beadles idzie na randkę? Hahaha! Która chciałaby z tobą pójść? - naśmiewał się Butler.
- Ma na imię Alex. - powiedział dumnie, a we mnie obudziła zazdrość z niewiadomego powodu, tylko gdy usłyszałem to imię.
- Czy to ta Alex, o której myślę? - zapytałem.
- Chodzi ci o tą piękną Alex z naszej klasy? Tak to ona. - po usłyszeniu tych słów szczena mi opadła prawie do podłogi - A i jeszcze jedno. Jest moją dziewczyną! - poczułem narastający gniew, chociaż nie wiedziałem czemu. Jestem z Seleną, a jestem zazdrosny o dziewczynę, którą znam od kilku dni. To dziwne. Nadal czując gniew, usiadłem wygodnie w fotelu i się nie odzywałem. Oglądałem jakiś nudny program do czasu, aż nie odezwał się Chris.
- Słuchajcie. Idę już, bo zaraz mam randkę, a muszę jakoś wyglądać no nie?
- Racja. A gdzie ją zabierasz? - zapytałem.
- Tajemnica. - odpowiedział poruszając brwiami w górę i dół.
- Dobra. Idź już, bo swoje spóźnienie potem zwalisz na nas.
- To siemanko! - krzyknął, gdy był już przy drzwiach.
- Nara! - krzyknęliśmy równo z Ryanem. Po wyjściu Christiana wróciłem do oglądania tego nudnego programu, jednak po chwili ciszy odezwał się Ry.
- Co ci stary?
- A co ma mi być? - zapytałem.
- Odkąd Christ powiedział nam, że chodzi z Alex wydajesz się być wkurzony. Co jest? Jesteś zazdrosny?
- Nie. Po prostu mam zły dzień. - skłamałem.


Alex's Pov's

Gdy skończyłam jeść tosty, odniosłam naczynia do zmywarki i wróciłam do salonu. Chris mógł przyjść w każdej chwili. Jak na zawołanie rozległ się dzwonek do drzwi. Szybko wstałam i pobiegłam otworzyć. Przede mną stał uśmiechnięty Chris z małą czerwoną różyczką. Wyglądał niesamowicie. Uśmiechnęłam się tylko i odezwałam.
- Poczekaj chwilę, muszę ubrać buty.
- Okej. - odpowiedział. Zaczęłam zakładać swoje seledynowe conversy. Wzięłam z pudła swoją małą torebkę i wyszłam z domu. Przytuliłam chłopaka i podziękowałam za kwiatka. Zamknęłam dom i ruszyliśmy.
- To gdzie idziemy? - zapytałam podekscytowana.
- Niespodzianka. - odpowiedział i chwycił mnie za rękę. Szliśmy około 15 minut cały czas rozmawiając. Weszliśmy w jakąś bardziej zaludnioną uliczkę, a przed nami pojawiło się dużo sklepów. Pewnie to był tutejszy deptak. W pewnym momencie Chris pociągnął mnie lekko w stronę Starbucksa. Weszliśmy do środka i szukaliśmy wolnego stolika. Gdy znaleźliśmy dwuosobowy stolik, usiedliśmy patrząc na menu.
- Którą kawę chcesz? - zapytał po kilku minutach chłopak.
- Hmm. Poproszę Chocolate Frappuccino. - odpowiedziałam.
- Okej, to zaraz wracam. - powiedział i od razu zniknął. Korzystając z okazji wyciągnęłam telefon i napisałam smsa najpierw do Austina, a potem do Cassie.
DO: Austin
'Siemka brat! Jak coś nie ma mnie w domu. Jak będziesz czegoś potrzebować to pisz lub dzwoń, ale lepiej żebyś pisał. ;)'
DO: Cassie Brown
'OMG! Nie wierzę, że jestem z Beadles'em! Jeszcze nie mogę się przyzwyczaić. Dostałam od niego różyczkę! Słodki jest! <3'
Nie czekając nawet minute dostałam odpowiedź od dziewczyny.
OD: Cassie Brown
'Haha. Czyli już jesteście na randce? Jak możesz pisać smsy podczas randki?! Weź się ogarnij dziewczyno!'
DO: Cassie Brown
'Nie przesadzaj. Nie jestem, aż taka chamska. Po prostu mam chwilę, bo poszedł po kawę. Dobra, już wraca. Napiszę potem! xoxo'
Gdy Chris usiadł przede mną dostałam wiadomość, ale nie chciałam jej czytać przy nim, bo to takie nie uprzejme.
- Proszę. Twoja kawa. - powiedział i postawił na stole przy moich rękach kawę o którą poprosiłam.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niego. Wzięłam łyka kawy i zamilkłam. Zapomniałam jak uwielbiam tę kawę!
- Smakuje? - zapytał Christian patrząc na mnie uważnie.
- Oczywiście! Chocolate Frappuccino to moja ulubiona kawa.
- Serio? Moja to Caramel Frappuccino. Tutaj mają niesamowite napoje.
- Tak. To prawda. Zawsze w soboty przychodziłam z ciocią i bratem do Starbucksa na kawę. - wyznałam.
- A teraz nie przychodzisz? - zapytał.
- Nie. Już nie. Ciocia została w Nowym Yorku, a Austin nie ma czasu, bo pracuje. - powiedziałam trochę smutna, że nasza tradycja już nie jest kontynuowana.
- Jak chcesz, to możemy tutaj przychodzić w każdą sobotę. - zaproponował.
- Możemy? - zapytałam uradowana.
- Jasne. Jeśli cię to uszczęśliwi, to oczywiście.
- Jejku! Jesteś wspaniały! - krzyknęłam, za co oberwałam spojrzeniami prawie większości ludzi, którzy znajdowali się w kawiarni razem z nami.
- Ciszej, dziewczyno! - krzyknął cicho Chris do mnie.
- Okej, okej. Już się uciszam.
- Chcesz tu jeszcze siedzieć, czy możemy iść?
- Możemy iść. Ludzie nadal się na mnie gapią chociaż już normalnie gadam..
- To idziemy? - uśmiechnął się do mnie na co lekko się zaczerwieniłam.
- Okej. - odpowiedziałam po czym wstałam i ruszyłam w stronę drzwi. Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz, chwyciłam rękę chłopaka.
- To teraz gdzie idziemy?
- Przejść się do parku. - powiedział.
- Mmm. Okej.

Przekroczyliśmy bramę parku. Nigdy wcześniej tu nie byłam, więc to co zobaczyłam mnie zdumiło. Był już środek września, a na drzewach nadal były zielone liście. Poszliśmy w głąb tego wielkiego ogrodu, zauważyłam staw w którym pływało pełno kaczek. Jednak nie usiedliśmy na żadnej z ławek. Przeszliśmy obok sadzawki i przed nami pojawiła się wielka zielona łąka. Usiedliśmy w miejscu, gdzie jeszcze lekko świeciło słońce. Trwaliśmy chwilę w komfortowej ciszy, którą przerwał chłopak.
- Więc jeździsz na desce?
- Tak. Od 5 lat.
- Serio? Mało się spotyka dziewczyn, które jeżdżą na deskorolce. Zazwyczaj to chłopacy jeżdżą, a dziewczyny tylko obserwują. - stwierdził.
- Taa. Ale ja chciałam być inna. Wyróżniać się. No bo co bym z tego miała, jeśli bym tylko się gapiła jak inne laski? Wolałam jeździć, niż być jak one.
- Racja. Jak to się stało, że wpadłaś na pomysł z deską?
- Hm. Z moją przyjaciółką, albo i byłą, chciałyśmy być inne. Chciałyśmy się wyróżniać, więc pewnego dnia, gdy siedziałyśmy w skate parku, wymyśliłyśmy, że będziemy jeździć. Na początku nam nie wychodziło. Mam nawet kilka blizn z tego okresu. - powiedziałam wskazując jedną ręką na biodro, a drugą na łydkę - Ale z każdym kolejnym dniem szło nam coraz lepiej. Któregoś dnia, podszedł do mnie jeden chłopak i poprosił, abym nauczyła go jakiegoś triku. - powiedziałam dumnie.
- Serio? Do mnie jeszcze nikt nie podszedł poprosić o naukę jazdy na desce lub BMX'ie.
- Hmm. Czyli jestem pierwszą osobą która poprosi o naukę jazdy na BMX'ie?
- Tak, ale ty tak na serio? Chcesz żebym cię czegoś nauczył?
- Tak. Chciałabym zobaczyć jak to jest jeździć na takim malutkim rowerku i robić na nim triki.
- Ej. To, że BMX'y są małe nie oznacza, że malutkie! - powiedział oburzony.
- Okej, okej. Niech ci będzie! - odpowiedziałam. Siedzieliśmy tak jeszcze z jakieś 20 minut i rozmawialiśmy o głupotach, śmialiśmy się, łaskotaliśmy i chyba nawet turlaliśmy po trawie. Gdy nie chciało nam się już siedzieć, poszliśmy się przejść w dalszą część parku. Zachowywaliśmy się oczywiście tak głośno, że wszyscy co obok nas przechodzili gapili się na nas. W pewnym momencie ucichliśmy, gdy zauważyliśmy przed nami Justina.
- Hej! - przywitał się z nami.
- Siema stary.
- Cześć. - odpowiedziałam, po czym spuściłam głowę, nie chcąc patrzeć na niego.
- Co tam? - zapytał Chris.
- Spoko. Jak na razie paparazzi mnie nie dorwali. A jak u was?
- Dobrze. Zrobiliśmy sobie mały spacer po parku. - odpowiedział Christian.
- O dziwo jest jeszcze w miarę ciepło, bo o tej porze zawsze robi się zimno. A ty co nic nie mówisz Alex? - zapytał Juss.
- Emm. Nie wiem. Nie mam o czym. - odpowiedziałam.
- Dobra. To ja wam już nie przeszkadzam. Miłego wieczoru.
- Dzięki. Trzymaj się brachu. - powiedział Beadels uśmiechając się szeroko.
- To do jutra w szkole. - pożegnał się Bieber.
- Pa. - powiedziałam cicho. Justin nas wyminął, a my ruszyliśmy dalej przed siebie. Przez jakiś czas panowała między nami cisza.
- Jak to jest być przyjacielem gwiazdy światowego formatu? - wypaliłam ni stąd ni z owąd*.
- Myślę, że nawet fajnie. Często nie ma dla nas czasu, ale jak już przyjeżdża, to jest wspaniale. Teraz zostaje na cały rok szkolny w Atlancie, jedynie czasem ma wyjeżdżać na jakieś małe koncerty, więc będzie super, a ty będziesz tego świadkiem. - powiedział z uśmiechem.
- Mam nadzieję. - uśmiechnęłam się lekko - Z czego się najbardziej cieszysz, że masz sławnego przyjaciela? - dopytywałam dalej.
- Cieszyć? Czasem mogę z nim pojechać na jakiś koncert poza granice kraju, zwiedzać świat, poznawać dużo fajnych osób, innych gwiazd. Ale tak naprawdę to on często wyjeżdża sam i raz na jakiś czas się odzywa. Około kilka razy w tygodniu. Wraca czasem nawet po pół roku. To nie jest fajne, gdy najlepszy przyjaciel cię opuszcza na tak długo - wyznał.
- Przykro mi. Nie sądziłam, że to aż takie przykre.
- Nie przejmuj się. Chwilami da się przyzwyczaić, ale potem znów musisz od początku się przystosować do jego obecności.
- Biedny. Odprowadzisz mnie do domu? Nie mam jeszcze zrobionych lekcji na jutro.
- Jasne. Chodź. - odpowiedział. Położył swoją rękę na moich ramionach, a ja objęłam go w pasie. Szliśmy do mojego domu rozmawiając o rodzeństwie. Odprowadził mnie pod same drzwi.
- To do jutra piękna. - powiedział.
- Papa przystojny. - odpowiedziałam. Dałam mu buziaka w policzek i weszłam do domu. Zdjęłam buty i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie małą kolację, którą zjadłam w swoim pokoju. Kończąc dostałam smsa. Spojrzałam na ekran, a tam imię nie inne jak Cassie.
OD: Cassie Brown.
'Jak randka? Skończyła się, czy przeszkadzam? Ogólnie to napisz jak się skończy jeśli będziesz w domu! xoxo'
Czytając tego smsa uśmiechnęłam się szeroko. Znam Brown od niecałego tygodnia, a już traktuje ją jak przyjaciółkę. Postanowiłam nie odpisywać jej na wiadomość, tylko do niej zadzwonić. Po trzech sygnałach usłyszałam jej wesoły głos.
- Alex! - krzyknęła radośnie.
- Tak to ja. - odpowiedziałam ze śmiechem.
- Dalej opowiadaj! Jak było! Chcę wiedzieć jaki jest mój przyjaciel w sprawach miłosnych!
- Hahaha. Spokojnie dziewczyno. Już mówię.
- To dalej, bo się niecierpliwię.
- Nie ma dużo do opowiadania. Jak już ci mówiłam jest mega słodki. Nic nadzwyczajnego nie przygotował, ale mega fajnie się bawiłam.
- Gdzie cię zabrał?
- Na początku wziął mnie na kawę do Starbucksa, a potem przeszliśmy się do parku, a tam usiedliśmy na tej ślicznej łące. Potem szliśmy przez park i spotkaliśmy Justina, a potem to mnie odprowadził do domu.
- Czyli od ilu jesteś w domu? - zapytała.
- Nie wiem. Jakieś 15 minut?
- I nie napisałaś, ani zadzwoniłaś?!
- Przepraszam, ale zrobiłam sobie kolacje.
- Okej, wybaczam.
- Pogadamy o szczegółach jutro, dobrze? Jestem zmęczona i do tego muszę jeszcze odrobić lekcje na jutro. - powiedziałam.
- Okej. To do jutra!
- Papa! - rozłączyłam się. Podeszłam do torby i wyciągnęłam wszystkie zadania domowe na jutro. Po jakimś czasie, gdy skończyłam odrabiać zadania domowe, spojrzałam na zegarek. Była 22:21. Byłam mega zmęczona, więc postanowiłam pójść pod prysznic i położyć się spać. Wyciągnęłam piżamę i wzięłam ja ze sobą do łazienki. Rozebrałam się i weszłam do kabiny. Puściłam ciepłą wodę, namoczyłam skórę i zaczęłam się myć moim drugim ulubionym żelem pod prysznic o zapachu wiśni. Uwielbiam wszystko co wiśniowe. Włosy umyłam czekoladowym szamponem. Spłukałam całą pianę i wyszłam. Wysuszyłam dokładnie każdą część ciała i ubrałam wcześniej przyniesioną piżamę. Włosy zawinęłam w turban i wyszłam z pomieszczenia. Usiadłam na łóżku rozglądając się dookoła. Wzrok swój zatrzymałam na ścianie, gdzie było pełno zdjęć Justina. Ile szczęścia mnie spotkało w ciągu tego tygodnia. Poznałam Justina Biebera, Selene Gomez, Ryana Butlera, Cassie Brown i Christiana Beadlesa, który stał się moim chłopakiem. W skrócie mówiąc, poznałam swojego idola i jego najlepszych przyjaciół i do tego należę do ich paczki. Ręcznikiem zaczęłam wycierać włosy, aby były wilgotne, ręcznik przewiesiłam przez ramę łóżka przy stopach i się położyłam. Zapomniałam zgasić światło, więc wstałam i je zgasiłam. Położyłam się ponownie i zamknęłam oczy. Powoli zasypiałam, gdy mój telefon wydał dźwięk oznaczający nową wiadomość. Nie patrząc kto to, otworzyłam ją.
OD: Justin
'Czemu się tak zachowywałaś, gdy wpadliśmy na siebie w parku? ;c'
Szczerze to myślałam, że to Christian lub Cassie, ale nie przypuszczałam, że to Justin. Pomyślałam chwilę nad odpowiedzią, po czym zaczęłam pisać.
DO: Justin
'Jak się zachowywałam? Normalna byłam. ;/'
Po chwili dostałam odpowiedź.
OD: Justin
'Nie, nie byłaś normalna. Nie chciałaś ze mną gadać. Ogólnie jak mnie zobaczyłaś, to straciłaś humor.'
DO: Justin
'Po prostu nie spodziewałam się, że tam cię spotkamy. Ogólnie myślałam, że nikogo tam nie spotkamy.'
OD: Justin
'Powiedzmy, że ci wierzę. Przepraszam za to, że zawracałem ci tym głowę.'
DO: Justin
'Okej. Nie ma sprawy. Teraz pozwól, że pójdę spać. Dobranoc ;)'
OD: Justin
'Okej. Branoc. Do jutra c;'
Jak powiedziałam, tak też zrobiłam. Odłożyłam telefon na szafce nocnej i ułożyłam się wygodnie w łóżku. Leżałam przez chwile nie mogąc zasnąć, ale ostatecznie pogrążyłam się w głębokim śnie.

*jeśli jest błąd, przepraszam, ale nie wiedziałam jak to się poprawnie pisze.

-------------------------
Hej! Mamy kolejny rozdział. Tak wiem, rzadko dodaje nn. Następny nie wiem kiedy. Mam prośbę. Zagłosujcie na sądzie. Bardzo ważny jest dla mnie Wasze zdanie. Także komentujcie, zapraszajcie znajomych. Nie opuszczajcie mnie ;)
alexlove ♥
71.png
72.png
Tagi: r.13
20.08.2013 o godz. 14:32
Po około 20 minutach odpłynęłam w Krainę Morfeusza


Usłyszałam pukanie do drzwi, ale je zignorowałam i odwróciłam się tylko na drugi bok. Ktoś jeszcze kilka razy zapukał do drzwi, po czym wszedł do mojego pokoju, stanął nade mną i zaczął mnie bić w plecy. Otworzyłam szybko oczy, odwróciłam się w stronę napastnika i ujrzałam przed sobą stojącego Austina.
- Wstawaj mała. Zrobiłem ci śniadanie. - powiedział i szeroko się uśmiechnął.
- Okej. Zaraz przyjdę. - odpowiedziałam. Gdy mój brat wyszedł z pokoju, wstałam i ruszyłam do łazienki. Wykonałam wszystkie poranne czynności, pomalowałam się lekko i wyszłam. Podeszłam do szafy. Nie wiedziałam w co się ubrać. Spojrzałam na okno i słońce już ładnie świeciło, więc postanowiłam ubrać się lekko dopóki jeszcze pogoda na to pozwalała. Wybrałam zwykłe dżinsowe szorty z wysokim stanem, do tego bokserkę w galaktykę, beżowe vansy i białą baseballówkę. Spakowałam szybko potrzebne rzeczy do swojej torby i ruszyłam do kuchni. Usiadłam przy stole czekając na Austina. Po chwili przede mną pojawiły się na talerzu trzy tosty. Szybko zjadłam, włożyłam naczynia do zmywarki, jak zawsze dałam buziaka Austinowi w policzek i ruszyłam w stronę drzwi. Chciałam zobaczyć która jest godzina na swoim telefonie, ale nie miałam go w kieszeni. Zaczęłam przeszukiwać całą torbę, ale tam też go nie było. Położyłam torbę w kąt i ruszyłam do swojego pokoju. Otworzyłam drzwi i zaczęłam przeszukiwać cały pokój w celu znalezienia komórki. Walnęłam się dłonią w czoło, gdy uświadomiłam sobie, że telefon cały czas leżał na szafce nocnej przy łóżku. Wzięłam go szybko i zeszłam na dół. Podniosłam torbę i ruszyłam na przystanek. Droga zajmowała mi zazwyczaj około 5 minut, ale teraz zajęła chyba z 7. Dotarłam na przystanek, wyciągnęłam telefon z kieszeni i sprawdziłam za ile minut jedzie autobus. Miałam jeszcze 5 minut. Usiadłam sobie na ławce, gdy przy przystanku zatrzymał się dobrze mi znany chromowany samochód. Okno się uchyliło, a zza niego wyjrzał Justin.
- Hej! Podwieźć cię do szkoły? - zapytał.
- Nie dzięki. Poczekam na autobus i pojadę z resztą. - odpowiedziałam - Ale dziękuję, że zapytałeś.
- Nie ma sprawy. W takim razie do zobaczenia w szkole - mrugnął do mnie i odjechał. Pojechałabym z nim, gdyby nie to, że ma dziewczynę i to by było dziwne, jakbym wysiadła pod szkołą z jego auta. Jak na razie nie potrzebuje problemów. Podjechał bus, weszłam i usiadłam obok Cassie. Na przywitanie dałam każdemu całusa w policzek. Rozmawialiśmy przez całą drogę do szkoły. Gdy wysiedliśmy chłopcy od razu gdzieś poszli. My z dziewczyną poszłyśmy do swoich szafek po książki i odłożyć niepotrzebne rzeczy. Poszłyśmy pod salę, a po dzwonku weszłyśmy do sali. Przed lekcją, razem z Cassie ustaliłyśmy, że będziemy na każdej lekcji ze sobą siedzieć, więc usiadłam z nią w ostatniej ławce pod oknem. Taki jakiś nasz mały zwyczaj. Lekcja biologii przeminęła szybko i o dziwo cicho. Po dzwonku razem z Brown, poszłyśmy do swoich szafek. Wzięłyśmy książki na trzy następne lekcje, poszłyśmy się przejść po szkole, aby na samym końcu znaleźć się pod salą. Usiadłyśmy sobie na podłodze przy ścianie, ponieważ zostało nam jeszcze około 7 minut przerwy, bo w tej szkole trwają one 15, czyli więcej niż w innych, normalniejszych szkołach. Tej szkoły nie można nazwać normalnej. Chodzi tutaj dużo nastoletnich gwiazd, na przykład Miley Cyrus, Selena Gomez i Justin Bieber oczywiście, Demi Lovato i chyba nawet Cody Simpson. Jak narazie mogłam poznać osobiście tylko Justina i Selene. Podczas naszej rozmowy o bzdurach, podeszli chłopacy i usiedli przy nas. Nie zauważyłam tylko Christiana, był nawet Justin. W pewnym momencie poczułam jak ktoś się do mnie przytula.
- Witaj piękna. - wyszeptał do mnie zaginiony Chris. Uśmiechnęłam się szeroko do niego w odpowiedzi. Chłopacy przyłączyli się do naszej rozmowy. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, że zachowanie Christiana mi już nie przeszkadza. Po dzwonku wszyscy oprócz Justina weszliśmy do sali, a on oczywiście poszedł do swojej, w której miał lekcje. Usiedliśmy wszyscy na swoich miejscach, a nauczyciela nadal nie było. Spojrzałam przez okno. Gdy tak sobie patrzyłam, poczułam Cassie klepiącą mnie w ramie. Odwróciłam się w jej stronę.
- Co? - zapytałam.
- Mam takie małe pytanie.
- Dajesz.
- No, bo widzisz, że podobasz się Christianowi? - zapytała, a ja w odpowiedzi kiwnęłam głową.
- A ty co o nim sądzisz? - zadała kolejne pytanie.
- Hmm. Myślę, że jest słodki, miły, uroczy, przyjazny, meega ładny..
- No widzisz.. Z tego co powiedziałaś, wydaje się mi, że on tobie też się podoba. Gdyby się tobie zapytał, czy zostaniesz jego dziewczyną, zgodziłabyś się?
- Nie wiem. Christian jest mega słodki. To w jaki sposób się ze mną obchodzi też. Ale raczej musiałabym się zastanowić nad tym. - gdy wypowiadałam te słowa spojrzałam na osobę o której była ta rozmowa.
- Czemu? Takie miłe rzeczy o nim gadasz, słodko się na niego patrzysz. Ja bym na twoim miejscu się nie zastanawiała.
- On jest niski. - odpowiedziałam ze śmiechem.
- Kiedyś był. Pewnie widziałaś go tylko na kilku zdjęciach z Justinem. Nieprawdaż?
- No tak.
- No, więc teraz na przerwie, gdy będzie stał obok Justina lub Ryana przyglądaj się mu, czy jest taki niski jak ci się wydaje. - powiedziała to i puściła mi oczko. W tym samym momencie, gdy skończyłyśmy rozmawiać do sali wszedł spóźniony nauczyciel matematyki. Przeprosił za swoje spóźnienie, sprawdził obecność i rozpoczął ostatnie 25 minut lekcji. Po dzwonku wszyscy rozeszli się w inne miejsca. Jak na poprzedniej przerwie, razem z Cassie poszłyśmy przejść się po szkole. Pod salą, w której najwidoczniej Justin miał następną lekcję, stali już chłopacy i gadali z nim. Dziewczyna która szła ze mną dźgnęła mnie łokciem w żebra i powiedziała.
- Widzisz teraz różnice? Christian jest takiego samego wzrostu teraz jak Justin. - powiedziała, a ja odwróciłam się w ich stronę i przyglądałam się Chrisowi, bo panna Brown nie dałaby mi spokoju.
- Masz racje. - odpowiedziałam. Poszłyśmy pod naszą sale i ponownie usidłyśmy na podłodze. Zadzwonił dzwonek i zaczęła się trzecia lekcja tego dnia, czyli o dziwno lekcja z naszą wychowawczynią. Zobaczyłyśmy chłopaków biegnących do sali, by się nie spóźnić. Zaczęłyśmy się śmiać z tego widoku i weszłyśmy do sali. Zaraz po nas weszli zdyszani chłopacy. Wychowawczyni rozpoczęła lekcje.
- Słuchajcie mam wam do ogłoszenia ważną sprawę. Nasza szkoła od tego roku jest szkołą o profilu artystycznym. Z tej okazji każdy uczeń musi się zapisać na minimum jeden dodatkowy przedmiot artystyczny. Gdy się wszyscy już zapiszą, każdy będzie miał dopisany do planu lekcji, w tym półroczu tylko dwie godziny, a w drugim, aż cztery godziny wybranego przedmiotu. Teraz wam przeczytam listę na co możecie uczęszczać. Śpiew, zajęcia z hip-hopu, baletu, break dance, modern, fotografia, pisarstwo, nauka gry na gitarze, pianinie i perkusji, malarstwo, rzeźbiarstwo i projektowanie mody.
Gdy usłyszałam jakie są dodatkowe przedmioty, od razu wiedziałam na co się zapiszę.
- Teraz puszczę po klasie listę na co każdy się zapisuje. - powiedziała pani Vanto. Gdy kartka doszła do naszej ławki, Cassie się wpisałą jako pierwsza na taniec. Ja natomiast zapiasałam się na zajęcia które były dla mnie wręcz idealne. Mianowicie na śpiew. Zawsze marzyłam o tym, aby śpiewać. Po zebraniu listy, pani Vanto poruszyła jakiś inny temat. Ta lekcja bardzo szybko minęła tak jak pozostałe. Po ostatniej lekcji poszłąm do swojej szafki, aby odłożyć niepotrzebne rzeczy. Przestraszyłam się, gdy ktoś zapukał w drzwi od mojej szafki. Odwróciłam się w stronę osoby która mnie tak wystraszyła.
- Jejku! Wystraszyłeś mnie! - krzyknęłam przez śmiech na Chrisa, ale ten nawet się nie uśmiechnął - Co jest?
- Chciałem z tobą porozmawiać. Możemy?
- Jasne. Teraz?
- Tak.
- Okej, to chodź. - uśmiechnęłam się do niego życzliwie. Wyszliśmy ze szkoły i już miałam iść na przystanek, gdy Christian zatrzymał się i odezwał.
- Słuchaj. Moglibyśmy się przejść? Odprowadzę cię do domu. - powiedział, wysilając się na mały uśmiech. W odpowiedzi kiwnęłam tylko głową na tak. Przez chwilę szliśmy w niezręcznej ciszy, którą przerwał chłopak.
- No więc chciałem z tobą szczerze o czymś porozmawiać. - przerwał na chwilę - Bo ty Alex wiesz, że mi się mega podobasz? - zapytał, drapiąc się po karku.
- Tak, wiem.
- No więc... Na żadnej dziewczynie mi tak nie zależało. Możesz nawet zapytać kogokolwiek chcesz z paczki. Wszyscy dokładnie wiedzą.
- Spokojnie, wierzę ci. - odpowiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam do niego. Odpowiedział małym uśmiechem, ale zatrzymał się, przez co ja również. Spojrzał mi w oczy, po czym spóścił oczy, aby spojrzeć na swoje buty i po kilku sekundach ponownie w moje oczy.
- Wiec chciałem ci się zapytać. Może znamy się krótko, mało o sobie wiemy, pewnie ty wiesz o mnie więcej niż ja o tobie.. - cicho zachichotał, po czym kontynuował - Ale czy chciałabyś zostać moją dziewczyą? Zdaję sobie sprawę, że mało romantyczne czy coś. Jeśli się nie zgodzisz, zrozumiem. Możesz mieć jakieś obawy czy coś. - powiedział i zaśmiał się cicho, przez to, że to była dla niego trochę niezręczna sytuacja.
- Wprawdzie. Jesteś mega miły, sympatyczny, słodki i meega przystojny, ale.. - spojrzał na mnie smutny, a ja zaczęłam mówić dalej - możemy spróbować. - dokończyłam, a Christian w ciągu jednej chwili stał się szczęśliwy. Spojrzał na mnie uważnie i zapytał.
- Na serio?! Nie żartujesz?! - krzyczał szczęśliwy.
- Nie. Mówię serio. Możemy spróbować. - powiedziałąm z uśmiechem. Christ podbiegł jeszcze bliżej mnie i mnie mocno przytulił.
- Będę o ciebie dbał. Zobaczysz. - powiedział, a ja się tylko uśmiechnęłam.
- Możemy już iść? Jestem trochę głodna.
- Oczywiście. - odpowiedział. Szliśmy przez krótki czas. Droga do mojego domu zajmie nam 20 minut. Gdy byliśmy w połowie drogi Chris zapytał nieśmiało. Słodki był, gdy się czegoś wstydził.
- Mogę cię chwycić za rękę?
- Jasne - powiedziałąm z uśmiechem. Reszta drogi minęła nam przyjemnie. Rozmawialiśmy o naszym dziecinstwie. Gdy dotarliśmy pod mój dom, mój chłopak odprowadził mnie pod same drzwi. Trwaliśmy chwilę w ciszy, cali szczęsliwi. Szczerze, to chciałam być z Christianem. On był drugim chłopakiem z którym chciałam być zaraz po Justinie, ale bycie z nim jest niemożliwe. Głos Chrisa przywrócił mnie do rzeczywistowści.
- Nad czym myślisz? - zapytał.
- A o niczym.
- Okej. Chciałbyś dzisiaj gdzieś ze mną wyjść?
- Jasne. Będzie miło. - odpowiedziałam.
- W takim razie o której przyjść po ciebie?
- Nie wiem. Zależy co chcesz robić.
- W takim razie przyjdę po ciebie o 17, okej?
- Okej. To do zobaczenia o 17. - powiedziałam i dałam mu całusa w policzek. Weszłam do domu, ściągnęłam buty i pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłąm torbę n sofę, a sama pobiegłam na łóżko i się na nim położyłam. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i napisałam sms'a do Cassie.
'Nie uwierzysz!'
Po kilku sekundach dostałam odpowiedź.
'Co się stało?! ;o'
'Tak jak mi radziłaś. Zgodziłam się być z Christianem. Idziemy gdzieś dzisiaj razem :D'
'Aww. Słodko! To jednak dzisiaj odważył się zapytać?'
'Najwidoczniej. Przepraszam, że nie jechałąm z tobą i chłopakami busem, ale w drodze do domu zostałam dziewczyną Chrisa'
'Nie przepraszaj. Idź się szykuj. Nawet nie wiem co Chris chce zrobić, ale ładnie jakoś wyglądaj ;>'
'No raczej xD. To papa. Do jutra lub wieczora ;*'
'Pa. Baw się dobrze. Szczęśliwej drogi z Chrisem. xoxo'
Taka krótka rozmowa sms'owa, a tak potrafi ucieszyć. Leżałam jeszcze chwilę na łóżku i zastanawiałam się w co się ubrać na spotkanie. Byłam trochę zdenerwowana, bo nie wiem na co się przygotować.


----------------------------------

WItajcie! Przepraszam, że długo nie dodawałąm, ale chwilowy brak weny. Nie spodziewaliście się? Wiem, że to historia o Alex i Justinie, ale to dopiero początek ich historii. Zobaczycie co stanie się z bohaterami tego opowiadania. Mam nadzieję, że skonentujecie. DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY TO CZYTAJĄ ZA WSPANIAŁE KOMENTARZE I +7000 WEJŚĆ! KOCHAM WAS NORMALNIE! Następny rozdział nie wiem za ile się pojawi, ponieważ jadę na 10 dni nad morze. Chciałam na szybko przed wyjazdem coś dla Was napisać i chyba mi się udało. Także do przeczytania ;)
Kocham Was, alexlove :*
PS. Dzisiaj nie ma zdjęca Justina, ponieważ jestem na laptopie taty, a tutaj nie mam jego zdjęć :<
Tagi: r.12
15.07.2013 o godz. 21:31
Weszłam na górę do swojego pokoju, rzuciłam torbę na sofę i poszłam do łazienki, aby przygotować się do wyjścia z moją nową paczką.


Gdy podeszłam do lustra i zobaczyłam swoje odbicie, prawie dostałam zawału. Tusz miałam rozmazany po całych policzkach i pod oczami. Wyglądałam jak jakiś upiór. Wzięłam chusteczkę do demakijażu i wytarłam nią resztki makijażu. Następnie przemyłam twarz zimną wodą i wytarłam ręcznikiem. Teraz nadszedł czas, aby pomalować się na nowo. Użyłam korektora, aby zakryć wory pod oczami od płaczu, podkładu i tuszu do rzęs. Wyszłam z łazienki i udałam się do mojej szafy. Zaczęłam szukać ciuchów, w które mogłabym się ubrać. Z jednej strony chciałam znaleźć jakieś ubrania, w których bym się spodobała jakiemuś fajnemu skejcikowi w parku, ale z drugiej nie chce wyjść na jakąś głupią przed Justinem. Wybrałam zwykłe krótkie spodenki dżinsowe, czarną bokserkę, do tego granatowe vansy. Ubrałam się w przygotowane ciuchy, spojrzałam na zegarek w telefonie i uznałam, że mam jeszcze trochę czasu, więc pójdę do kuchni i coś zjem. Zeszłam na dół, podeszłam do lodówki i wyciągnęłam z niej składniki potrzebne do zrobienia kanapki. Zrobiłam sobie kanapkę z żółtym serem, pomidorem i szczypiorkiem. Podeszłam z talerzem do stołu i zaczęłam jeść swój posiłek. Gdy skończyłam jeść rozległ się dzwonek do drzwi. Włożyłam szybko talerz do zmywarki i pobiegłam do korytarza. Otworzyłam drzwi, a przede mną pojawili się moi znajomi.
- Hejo. Idziemy? - zapytała Cassie.
- Jasne tylko pójdę po deskę. - odpowiedziałam i pobiegłam szybko do swojego pokoju zostawiając ich tam samych. Wzięłam deskę, zbiegłam do korytarza, wzięłam klucze i wyszłam. Dopiero teraz zauważyłam, że przy furtce stał Justin. Zakluczyłam dom i ruszyliśmy do skate parku. My z Cassie wyprzedziłyśmy chłopaków i szłyśmy z przodu, a chłopacy w czwórkę z tyłu. Wszyscy rozmawialiśmy, ale ja z dziewczyną obok, a chłopacy ze sobą. Po około 10 minutach doszliśmy na miejsce. Cassie poszła z Patrickiem na rampę przeznaczona do BMX'ów, a ja, Justin i Christian na rampę przeznaczoną do deskorolek. Ryan usiadł na ławce pomiędzy tymi dwoma rampami i jak zwykle oglądał jak jeździmy. Wszyscy po kolei, zaczęliśmy robić różne triki na swoich sprzętach. Jeździliśmy tak prawie godzinę, ale ja się zmęczyłam i usiadłam na ławce na której siedział Ryan. Teraz poszedł pod rampę do Cassie i Patricka. Po kilku minutach obok mnie usiadł Justin.
- Jak się tutaj czujesz? - zapytał.
- Jak na razie dobrze. - odpowiedziałam.
- Chciałem z tobą pogadać, ale nie wiem o czym, bo ty już o mnie wszystko wiesz. - na chwilę przerwał, na co ja się cicho zaśmiałam - Ale ty możesz mi trochę opowiedzieć o sobie. - powiedział z chytrym uśmieszkiem.
- No więc mam na imię Alex. - zaczęłam.
- To już wiem.
- Dobra. Cicho. Mam 17 lat, chodzę z tobą do szkoły. Mieszkam tutaj od tygodnia z moim starszym bratem. Poprzednio mieszkałam w Nowym Yorku. Interesuję się muzyką, tańcem i jak widziałeś jazdą na desce. Belieber jestem od 7 lat. Dzięki tobie nie zrobiłam dużo głupich rzeczy. - skończyłam.
- A co z twoimi rodzicami? Przepraszam jeśli to jest złe pytanie lub coś.. - powiedział brunet.
- Nie, spoko. Moi rodzice tak powiem porzucili mnie i mojego brata dwa lata temu i wyjechali do Europy. My, aż do przeprowadzki tutaj, mieszkaliśmy z moja ciocią. Kiedy Austin ukończył 18 lat, zaczął pracować i pomagać mojej cioci w domu, a kiedy dostał lepszą ofertę pracy tutaj w Atlancie, stwierdził, że nie możemy przegapić takiej okazji i się tutaj przeprowadziliśmy. - opowiedziałam tą historię kolejnej osobie.
- Chodź. - powiedział i otworzył swoje ramiona.
- Dzięki, ale nie potrzebuję tego. Już do tej sytuacji przywykłam.
- Dobra, jak chcesz. - odpowiedział udając smutnego - A co to za historia, że uratowałem ci życie?
- Ehh. To już trochę trudniejsze.
- Nie chcesz, nie musisz mówić.
- Chcę. W końcu mam okazję podziękować osobie, która mnie uratowała. Więc po tym, jak moi rodzice wyjechali miałam tak powiem zrytą psychikę. Austin, ani ciocia nie wiedzieli, że jest aż tak źle. Wiedzieli, że jestem zrozpaczona, ale nie , że aż do tego stopnia. No więc, miałam próbę samobójczą. - spuściłam głowę w dół, czując jak robię się czerwona ze wstydu.
- Jak mogłaś to zrobić? Jak mogłaś myśleć, że śmierć jest lepsza? - zapytał zdenerwowany i zdezorientowany.
- Normalnie. Pewnego dnia, gdy było ze mną chyba najgorzej, wmówiłam sobie, że nikt mnie już nie kocha. Ciocia i Austin chodzili do pracy, więc nie miałam nikogo oprócz mojej najlepszej przyjaciółki, ale niestety kilka dni wcześniej poważnie się o coś pokłóciłyśmy. Weszłam do domu, pobiegłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku, wmawiając sobie te wszystkie głupoty. W pewnym momencie przypomniałam sobie, że w łazience w szafce pod lustrem, jest pełno różnego rodzaju tabletek. Pobiegłam więc do łazienki i zaczęłam przewalać wszystko co popadnie w poszukiwaniu tabletek. Z tego co pamiętam najpierw zjadłam wszystkie aspiryny, a później resztę. - mówiłam, gdy poczułam na swoich policzkach słoną ciecz. Po chwili kontynuowałam. - Pamiętam jeszcze, że położyłam się na zimnych płytkach na podłodze, ale co stało się później, to nie wiem. Obudziłam się dopiero po kilku dniach, bo byłam w śpiączce. Leżałam tam przez kilka tygodni. Przychodził do mnie do pokoju psycholog. Przez pewien czas jego wizyty pomagały, ale ostatecznie miałam go dość i już mnie nic nie obchodziło. Znów czułam, że nikt mnie nie kocha, ale przed psychologiem udawałam, że jest okej, a co najdziwniejsze, on w to uwierzył. Stwierdził, że ze mną jest już dobrze, zrobili mi jakieś tam badania i wypuścili do domu na weekend. Wtedy po raz pierwszy od jakiegoś czasu miałam możliwość wejścia na internet i poczytania na twój temat. - gdy to powiedziałam, Justin szeroko się uśmiechnął - W tym czasie, gdy ja leżałam w szpitalu, ty zacząłeś chodzić chyba z Gomez lub jakąś inną dziunią. Przez cały weekend się uśmiechałam do wszystkich, aby sprawić by myśleli, że jest ze mną już dobrze. W poniedziałek ciocia stwierdziła, że nie muszę iść do szkoły. Ona poszła do pracy, a Austin do szkoły, a później do pracy. Znów zostałam sama. Wtedy mi się przypomniało, że mam żyletkę w kosmetyczce. Gdy upewniłam się, że jestem już sama, pobiegłam do łazienki, w której trzymałam kosmetyczkę i wyciągnęłam z niej żyletkę. Tym razem nie miałam zamiaru się zabić, tylko zadać sobie ból. Ostatnią rzeczą, którą chciałam zrobić przed okaleczeniem się, było oglądnięcie twojego najnowszego wywiadu. Podeszłam do laptopa, włączyłam internet i zaczęłam szukać tego wywiadu. Po około pięciu minutach go znalazłam. Wcisnęłam Play, a twoja twarz od razu się pojawiła na moim ekranie. Zaczęłam się wsłuchiwać w twój głos i w to co mówiłeś. Nagle dziennikarka zapytała cię, co myślisz o nowej modzie, gdzie nastolatki się tną. Odpowiedziałeś, że nikt nie powinien tego robić, a w szczególności twoje Beliebers. Gdy to usłyszałam, zatrzymałam wideo, upuściłam żyletkę na podłogę i pobiegłam do swojego łóżka. Leżałam tak sobie w nim, rozmyślałam nad twoimi słowami płacząc. Wtedy już zrozumiałam, że nie mogę się ciąć oraz stwierdziłam, że muszę przeprosić ciocię i Austina za to co zrobiłam kilka tygodni temu. Na szczęście mi wybaczyli, ale miałam wyrzuty sumienia, że chciałam go zostawić samego. Oprócz mnie i ciotki nie miał już nikogo, a gdybym odeszła by się załamał jeszcze gorzej niż po stracie rodziców. Dzisiaj już nie wracamy do tego tematu. On wie, że to mnie boli i, że teraz już tego nie zrobię. - powiedziałam ze łzami w oczach, wspominając ten trudny okres w moim życiu - Wiesz co ci powiem?
- Co? - zapytał zaskoczony moim pytaniem.
- Dziękuję ci, że uratowałeś mi życie. - odpowiedziałam rzucając się na niego, aby go przytulić. Mocno go chwyciłam w klatce piersiowej. On odwzajemnił gest i też się do mnie przytulił, jedną ręką gładząc moje plecy. Po jakimś czasie rozdzieliliśmy się i przez kilka minut nic nie mówiliśmy. W końcu zebrałam się na odwagę i zaczęłam nowy temat. Rozmawialiśmy ze sobą jak starzy przyjaciele. Gdy zaczęło się robić ciemno, zdałam sobie sprawę, że zamiast jeździć na desce, gadałam cały czas z Justinem. Wyciągnęłam telefon z kieszeni szortów i spojrzałam która była godzina. Była już 22:05. CO?! JUŻ?! JAK TO MOŻLIWE?! Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam która była już godzina. Podeszłam do znajomych i powiedziałam im która jest już godzina. Oznajmiłam im, że idę już do domu, na co oni stwierdzili, że idą ze mną. Ruszyliśmy wszyscy w stronę swoich domów. Z tego co się dowiedziałam, wszyscy oprócz Justina mieszkaliśmy ba tej samej ulicy. Szliśmy gdzieś z około 15 minut rozmawiając ze sobą, po czym znaleźliśmy się pod moim domem. Pożegnałam się ze wszystkimi, pomachałam im i gdy miałam wchodzić do domu, ktoś mnie pociągnął za rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechającego się do mnie Justina. Włożył mi do ręki jakąś małą karteczkę i odszedł mrugając do mnie. Uśmiechnęłam się szeroko, wbiegłam do domu i w korytarzu zaczęłam piszczeć jak głupia. Ale chwila.. Drzwi do domu były otwarte, światło się pali. To oznacza tylko jedno. Mój ukochany braciszek jest już w domu! Ściągnęłam szybko buty i pobiegłam do salonu. Tam go nie było, więc pobiegłam do kuchni. Stał do mnie odwrócony plecami. Zakradłam się po cichu, chcąc go wystraszyć.
- BUUUU! - krzyknęłam mu w ucho.
- Aaaa! - zaczął krzyczeć - Alex! Ty debilu! Wystraszyłaś mnie! - powiedział nadal krzycząc.
- Taki był mój zamiar. - odpowiedziałam ruszając swoimi brwiami w górę i dół.
- Uhh. Nie lubię cię. - stwierdził już spokojnie.
- Ale kochasz. - odpowiedziałam dumnie.
- Dobra. Tu mnie masz. Jak było pierwszego dnia w szkole? - zapytał.
- Hmm. Nadzwyczajnie. Lekcje organizacyjne. Same nudy.
- Stało się coś ciekawego?
- Hmm. Raczej nie. - odpowiedziałam powstrzymując śmiech.
- To ty tak piszczałaś kilka minut temu?
- Tak, a co?
- Jestem ciekawy z jakiego powodu. - oznajmił.
- No więc mówiłam ci, że poznałam mega spoko ludzi i jestem w ich paczce? No to okazało się, że oni wszyscy przyjaźnią się z...
- Z... ? - dopytywał.
- Z............ Justinem Bieberem!!
- Co?! Ale super! Poznałaś go?
- Jasne! Byliśmy razem w skate parku. - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- To fajnie. A zdarzyło się coś jeszcze bardziej ekscytującego?
- Tak. Chodzi ze mną do szkoły! Niesamowite nie? Tak szczerze, to ja już go poznałam rano. - powiedziałam.
- Osz ty! Jak pytałem o szkołę, to powiedziałaś, że nic takiego tam nie było!
- Dobra. Okej. Przepraszam. Co na kolację? - zapytałam, gdy zdałam sobie sprawę, że jestem głodna.
- Hmm. Pizza mojej roboty. - powiedział dumnie.
- Awww. Ale super! Kiedy będzie gotowa?
- Już. - odpowiedział po czym zaczął nakładać na talerze potrawę. Wykorzystując okazję, włożyłam karteczkę od Justina do kieszeni w szortach i powiedziałam, że idę do łazienki umyć ręce. Gdy wróciłam kolacja już czekała na stole. Usiadłam naprzeciwko mojego brata i chwyciłam swój kawałek pizzy.
- Smacznego. - powiedziałam.
- Smacznego. - odpowiedział braciszek. Po skończonym posiłku, włożyłam nasze talerze do zmywarki, podeszłam do Austina, pożegnałam się z nim buziakiem w policzek na dobranoc i ruszyłam na górę. Weszłam do swojego pokoju, usiadłam na sofie i szybko wyciągnęłam karteczkę od bruneta. Na samym środku znajdowały się cyfry, a pod nim napis 'Jak będziesz chciała, zawsze możesz do mnie napisać lub zadzwonić ;)'. Uśmiechnęłam się szeroko i stwierdziłam, że najpierw pójdę pod prysznic, a dopiero później do niego napiszę. Podeszłam do szafy, wyciągnęłam swoja piżamę i poszłam do łazienki. Rozebrałam się, weszłam do kabiny i puściłam letnią wodę. Umyłam włosy ulubionym szamponem, a następnie całe ciało żelem pod prysznic. Spłukałam całą pianę jaka na mnie była, zakręciłam wodę, wyszłam z kabiny i zaczęłam się wycierać. Ubrałam swoją piżamę, włosy zakręciłam w turban z ręcznika i wróciłam do swojego pokoju. Sięgnęłam po swój telefon i karteczkę od Justina. Zapisałam sobie jego numer, po czym weszłam w wiadomości i napisałam do niego sms'a.
Hej ;) Tu Alex. Jak tam?
Po kilku sekundach dostałam odpowiedź.
Witaj shawty ;) Myślałem, że już nie napiszesz.
Jego odpowiedź mnie rozśmieszyła. Zaczęłam mu odpisywać.
Ja miałabym nie napisać? Serio? Jestem Belieber, to dla mnie ważne, aby mieć z tobą kontakt :)
Po chwili poczułam wibracje w mojej dłoni, które sygnalizują nowy sms.
Oo. Już myślałem, że mnie nie polubiłaś. Co robisz? ;)

Właśnie miałam kłaść się spać, ale napisałam do ciebie ;)

W takim razie idź spać. Jutro się zobaczymy. Kolorowych snów ;)

Dzięki. To do zobaczenia jutro ;) Kolorowych
I tak oto skończyła się moja sms'owa rozmowa z Justinem. Przez jakiś czas nie mogłam zasnąć, rozmyślając jakie szczęście mnie spotkało w tym jednym tygodniu. Po około 20 minutach odpłynęłam w Krainę Morfeusza.


---------------------------------

Hej! Nie spodziewałyście się tego po Alex, co nie? Rozdział miał być wcześniej, ale niestety nie miałam czasu, ani weny. DZIĘKUJĘ ZA PONAD 6200 WEJŚĆ NA BLOGA! ♥ Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Myślę, że nie wiem kiedy będzie nn. Jutro, w tym tygodniu, za tydzień, za dwa. Nie wiem, ale mam nadzieję, że zostaniecie ze mną i nadal będziecie mnie odwiedzać.
branoc, alexlove ♥
47185_414377098616282_1372279484_n.jpg
Tagi: r.11
24.06.2013 o godz. 21:45
Rozdział dedykuję lol78153401.. Dziękuję za miłe komentarze ♥
Po przeczytaniu rozdziału, poświęć chwilę na notatkę pod spodem od autorki ;)

Cassie jak zauważyła mnie w jego towarzystwie uśmiechniętą, lekko się zdziwiła.

Czułam się dziwnie, jak Cassie się tak na mnie gapiła, wiec odezwałam się do Błażeja.
- Sorka, idę do Cassie.
- Jasne. - odpowiedział i odszedł. Ja natomiast poszłam do Cassie z ogromnym uśmiechem na twarzy.
- Co ty taka szczęśliwa? - zapytała.
- A nie, nic. Po prostu wpadłam na mega ładnego kolesia, ale to już ci mówiłam. Właśnie, gdzie są chłopcy?
- Poszli do kumpla. Powiedzieli, że jeśli się zgodzi, to go tu przyprowadzą, aby cię z nim zapoznać. A i jak wrócą, to chcemy ci coś powiedzieć.
- Okej. Mam się bać? - zapytałam ze śmiechem.
- Nie. Raczej nie. - zaczęła się również śmiać. Rozpoczęłyśmy rozmowę. Gadałyśmy, plotkowałyśmy, aż do czasu, gdy Cassie zauważyła chłopaków idących w naszą stronę. Ja stałam tyłem, więc nie widziałam z kim idą, a nie chciałam się odwrócić, bo nie chciałam wyjść na idiotkę. W pewnym momencie poczułam, jak ktoś mnie przytula od tyłu.
- Witaj ponownie piękna. - powiedział Chris.
- Witaj głuptasie. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Dzięki wielkie.. - powiedział obrażony.
- Przepraszam.
- Wybaczam. Słuchaj, przyprowadziliśmy kumpla i chcemy ci go przedstawić.
- Okej. Fajnie. - odpowiedziałam.
- To ja cię teraz puszczę, a ty zamkniesz oczy i się odwrócisz, okej?
- Jasne.
- No to zakryj oczy, a teraz cię odwrócę i jak powiem to odsłonisz swoje piękne ślepia. - powiedział. Zrobiłam tak jak kazał i poczułam jego ręce na moich biodrach. Powoli zostałam odwrócona, zapewne w stronę chłopaka, którego miałam poznać.
- Chodź. - powiedział. Ruszyłam się lekko, nadal czując jak Chris mnie prowadzi - Gotowa? - zapytał.
- No można tak powiedzieć.
- W takim razie możesz otworzyć oczy. - oznajmił. Powoli je otworzyłam. Przede mną stał Justin, a obok niego Ryan i Patrick. Christian poczuł się pewnie do tego stopnia, że objął mnie w talii. Odwróciłam się do tyłu w poszukiwaniu Cassie. Chyba zauważyła, że jej szukam, bo podeszła do mnie. Gdy była już wystarczająco blisko, chwyciłam ją za rękę. Obie zwróciłyśmy się w stronę chłopaków. Staliśmy chwilę w ciszy, a,e Ryan ją przerwał.
- No, więc to jest Justin, a to
- Tak wiem, Alex. Poznaliśmy się na poprzedniej przerwie. - przerwał mu Justin.
- Taak. Witaj ponownie. - powiedziałam. Znów zapadła cisza. To było dziwne, ale przez cały czas, gdy wszyscy milczeli, Justin patrzył mi w oczy, a ja mu. Jakbyśmy byli jakąś parą. Ten piękny moment przerwał nam głośny krzyk, zapewne dziewczyny Biebera.
- Justin! - krzyknęła wkurzona. On automatycznie obrócił się w jej stronę bez żadnych emocji na twarzy.
- Co? - odpowiedział chamsko.
- Co ty tutaj robisz z tymi ludźmi?
- Stoję?
- Justin! - pisnęła - Nie traktuj mnie tak!
- Ale o co ci chodzi? Przecież stoję tylko z moimi przyjaciółmi, pamiętasz? To jest Christian, Ryan, Patrick, Cassie i Alex.
- Tej ostatniej ani nie pamiętam jako twoją przyjaciółkę, ani nigdy nie widziałam. - stwierdziła.
- No widzisz, więc nie rób mi po raz kolejny siary.
- To chodź ze mną.
- Uh. Zaraz do ciebie przyjdę. - powiedział do niej. Gdy odeszła, zwrócił się do nas - Słuchajcie. Jak widzicie muszę już iść. Miło było cię znów zobaczyć, Alex - powiedział po czym odszedł. Nic nie odpowiedziałam, tylko mocniej ścisnęłam rękę dziewczyny która stała po mojej prawej stronie. Nie mogłam z siebie nic wydusić. Christian nadal się do mnie przytulał, a chłopacy stali jak stali. Ciekawe czemu tak stali, przecież Juss jest ich przyjacielem, a dla mnie idolem. Jestem Belieber, więc to dla mnie szok. Puściłam rękę Cassie, odwróciłam się w stronę Christiana i go mocno przytuliłam. Zaczęłam mu płakać w rękaw. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że poznałam swojego idola. Dziwne było, że zapamiętał moje imię. Przecież w tej szkole jest pełno dziewczyn, a zapamiętał moje. Chris głaskał mnie po plecach i prosił, abym nie płakała. Nie działało, a nawet płakałam jeszcze mocniej. Nie chcąc, aby wszyscy dookoła mnie widzieli w takim stanie, uwolniłam się z objęć chłopaka i powoli ruszyłam do swojej szafki nie mówiąc nikomu ani jednego słowa. Kolejna rzecz była dziwna dzisiejszego dnia. W Nowym Yorku, byłam lekko lalusiowata. Malowałam się, miałam najmodniejsze ciuchy i wszyscy w szkole mnie znali. Byłam takim fejmys szkolnym. Nigdy nie odważyłabym się do popłakania na środku korytarza. A teraz płaczę idąc korytarzem i nie przejmuje się opinia ludzi stojących przy ścianach. Podeszłam do swojej szafki, otworzyłam ja i wyciągnęłam książki. Gdy zamknęłam drzwiczki, podskoczyłam ze strachu. Okazał się, że jak wyciągałam potrzebne książki, Justin zakradł się i ukrył za drzwiami.
- Ty głupku! - krzyknęłam.
- Oj tam, ale fajny głupek. - odpowiedział zabawnie ruszając swoimi brwiami w górę i dół.
- Uh. Niech ci będzie.
- Co jest? - zapytał troskliwie.
- Nic.
- Nie udawaj. Widać, że płakałaś. Rozmazał ci się cały tusz. To przez tego kolesia?
- Nie. To nie przez niego. - odpowiedziałam pewnie.
- To przez kogo? - zapytał ponownie.
- Przez nikogo. Nie ważne. - odpowiedziałam i lekko uśmiechnęłam się do niego. Powoli ruszyłam w stronę sali, w której mam przed ostatnią lekcje. Tak. Dziwne, że mam tak mało lekcji we wtorki.
- Ważne. Chcesz to mu coś nagadam. Na przykład, aby się odwalił od ciebie.
- Słuchaj Justin. To miłe, dziękuję, ale to nie przez niego. Z nim już wszystko okej. Wyjaśniliśmy sobie już wszystko. - powiedziałam i ruszyłam w stronę sali. Usłyszałam, że Justin podbiega do mnie i kontynuuje.
- Więc co jest? - zapytał.
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
- Tak chcę. - odparł.
- To przez ciebie.
- Przeze mnie? - zdziwił się.
- Tak. Spójrz. - pokazałam mu wstążkę na nadgarstku - Jestem Belieber. Moim największym marzeniem było spotkanie ciebie. A teraz nagle okazuje się, że chodzę z tobą do szkoły i do tego jesteś przyjacielem moich jedynych znajomych. - odpowiedziałam płacząc.
- Chodź. - powiedział otwierając swoje ramiona tak, abym mogła się do niego przytulić. Podeszłam i zaczęłam jeszcze mocniej płakać. - Odprowadzę cię, okej? - zapytał z wymalowaną troską na twarzy, na co ja kiwnęłam głową. Szliśmy tak przez korytarz, Justin nadal mnie przytulał. Czułam na sobie wzrok wszystkich stojących nastolatków. W końcu idę z najpopularniejszym chłopakiem przez korytarz, przytulona, a on ma dziewczynę. Nagle zza zakrętu wyszła wkurzona laska Justina. Otrząsnęłam się i spojrzałam w górę, aby zobaczyć jej twarz. Patrzyła na mnie jakby chciała mnie zabić. Dobrze, że wzrok nie zabija.
- A więc znudziłam ci się, tak?! Teraz wolisz młodsze?! Ty świnio! - zaczęła wrzeszczeć na niego.
- Uspokój się Selena. Najpierw mogłabyś się zapytać co się stało, a nie wrzeszczysz na mnie na wstępie. - odpowiedział. Więc jego dziewczyna ma na imię Selena. Teraz już wiem skąd ją znam! To jest dawna gwiazdka Disney'a. Podobno już nie dostawała propozycji do ról w serialach itd, więc zaczęła śpiewać. Ta jej kariera piosenkarki sprowadziła ją na złą drogę. Zaczęła chodzić na imprezy, paliła, piła. Jej mama zabroniła jej dawać koncertów i powiedziała, że przenosi ja do szkoły publicznej. Więc chyba w taki oto sposób znalazła się tutaj w szkole.
- No więc czemu ja przytulasz?
- Bo płakała. A to jest Alex i od wczoraj należy do naszej paczki. Nie wiem o co robisz aferę..
- Czemu płakała? Bo nie zgodziłeś się z nią chodzić? - zadrwiła spoglądając na mnie.
- Nie. Ona jest Belieber. - oznajmił brunet.
- Jakaś jedna głupia Belieberka, a ty się do niej od razu przytulasz?!
- Nie głupia jasne? Wiesz ile Beliebers dla mnie znaczą! - krzyknął najgłośniej chyba jak mógł.
- Słuchajcie, nie chcę wam przeszkadzać, więc już pójdę. - powiedziałam cicho.
- Nie. Powiedziałem, że cie odprowadzę, więc to zrobię.
- Nie pójdziesz nigdzie z nią! Zostajesz tutaj ze mną! - krzyknęła Gomezka.
- Nie Selena. Zrobię co zechcę. Chodź idziemy. - powiedział po czym jeszcze mocniej mnie objął. Odeszliśmy od wkurzonej Gomez. Szliśmy sobie wolno korytarzem nic nie mówiąc. Po jakimś czasie doszliśmy pod salę. Przez całą drogę przystojny brunet obejmował mnie, więc jak doszliśmy do naszych znajomych zobaczyliśmy, że wszystkich buzie były tak szeroko otwarte, że dotykały prawie podłogi.
- Czyżby Justinek zainteresował się inną osobą niż panną Gomezką? Chyba pan Bieber znów zaczął się troszczyć o innych. - zaczął się nabijać Ryan.
- Weź się zamknij. - odpowiedział chłopak na zaczepkę swojego przyjaciela. Brunet odwrócił się w moja stronę i chwycił za ramiona. Spuściłam głowę w dół, bo nie chciałam, aby widział moje łzy. Poczułam jak jedną ręką puszcza moje ramię, aby po chwili znalazła się na mojej brodzie. podniosłam wzrok i nasze oczy się spotkały. Jego oczy były cudowne pomyślałam. Tą wspaniałą chwilę niestety przerwał Juss.
- Słuchaj. Już nigdy więcej nie płacz z mojego powodu. Będę wtedy musiał cie pocieszać. - uśmiechnął się.
- Spróbuję. - powiedziałam przez śmiech - To łzy szczęścia.
- W takim razie jesteś pierwszą dziewczyną, która tak zareagowała na mój widok. Najpierw się tym nie przejmuje, a potem wybucha płaczem. Chcę z tobą zawrzeć umowę. - powiedział już poważnie.
- Jaką? - zapytałam.
- Od dzisiaj zawsze kiedy będziesz płakać, przyjdziesz do mnie, abym mógł cie pocieszyć. Okej? Umowa stoi?
- Jasne. - odpowiedziałam z uśmiechem. Justin rozłożył swoje ręce dając tym samym znak, abym się do niego przytuliła. Podeszłam i wtuliłam się w jego klatę. Była bardzo umięśniona. Gdy chłopak chciał odejść, pociągnęłam go za rękaw, powiedziałam krótkie
- Dziękuję. - i uśmiechnęłam się lekko.
- Nie ma za co. Do zobaczenia. - powiedział i odszedł. Odwróciłam się do paczki, a ich wyrazy twarzy mówiły 'co to miało być?'. Akurat zadzwonił dzwonek, więc weszłam szybko do sali i znów usiadłam w ostatniej ławce pod oknem. Cassie podeszła i usiadła obok mnie już nie pytając o pozwolenie. Przez całą lekcję siedziałam cicho. Nie zgłaszałam się, nie gadałam ani z Cassie, ani z chłopakami. Zawsze byłam najgłośniejszą dziewczyną w klasie. Myślałam nad moim życiem. Jestem Belieber i jestem z tego dumna. Jestem nią odkąd Justin wrzucił swój pierwszy filmik na YouTube, czyli jakieś 7 lat. Moja mama przed swoim i taty wyjazdem powiedziała mi Odpuść sobie już tego całego Justina i zacznij żyć swoim życiem. Justin był, jest i będzie moim życiem. To on nauczył mnie wielu rzeczy. A teraz? Teraz moje największe marzenie się spełniło, a ona nawet o tym nie wie. Nie tęsknię zbytnio za rodzicami. Całą rodzicielska miłość dostałam od Austina. To on wypełnił pustkę w moim sercu. Najgorzej było na samym początku, gdy wyjechali. Całymi nocami nie spałam tylko płakałam, a dniami udawałam, że jest okej. Niestety mój brat znał mnie na tyle dobrze, że wiedział, iż ze mną nie jest dobrze. Wspierał i pomagał mi w trudnych momentach. Po prostu był zawsze. Teraz czuję się o wiele lepiej. Mieszkam w cudownym mieście, pięknym domu z najlepszym bratem na świecie. Czego można chcieć w moim przypadku więcej? Nagle z rozmyśleń wyrwała mnie Cassie i chłopacy.
- Alex. Chcemy ci coś powiedzieć, a raczej o coś zapytać. - powiedziała jako pierwsza Cassie.
- Słucham was. - odpowiedziałam.
- No, bo chcemy, abyś dołączyła do naszej paczki. - powiedział Chris
- A co na to Justin? - zapytałam.
- Szczerze? Sam to zaproponował, bo widzi, że jesteś jedyną dziewczyną z którą Cassie się tak dobrze dogaduje. - powiedział Ryan z lekkim uśmiechem.
- W takim razie się zgadzam. - odpowiedziałam z uśmiechem, gdy zadzwonił dzwonek. Wyszliśmy z klasy, a ja rzuciłam się na Cassie i chłopaków. Przytuliłam ich mocno do siebie i dopiero po jakimś czasie puściłam. Chłopcy stwierdzili, że idą Justinowi powiedzieć, że się zgodziłam być w ich paczce, a my z Cassie poszłyśmy pod salę , w której mieliśmy ostatnią lekcję. Usiadłyśmy na krzesłach stojących przy ścianie. Na poprzedniej przerwie wzięłam książki na dwie ostatnie lekcje, więc mogłam rozmawiać z Cassie całą przerwę. Gadałyśmy o czasach jak byłyśmy małe. Dowiedziałam się, że ma ona młodszego brata o imieniu Martin. Ja jej powiedziałam o moich rodzicach. Dziewczyna powiedziała, że mi współczuje i mocno do siebie przytuliła. To było miłe z jej strony. Chłopaków jeszcze nie było, gdy zadzwonił dzwonek informujący nas o rozpoczynającej się kolejnej lekcji. Wszyscy weszli do sali i usiedli w ławkach. Po kilku minutach do klasy wlecieli zdyszani chłopacy.
- Dzień dobry. Przepraszamy za spóźnienie. - powiedzieli chórkiem. Pani pokiwała głową na znak, że im wybacza i pokazała ręką, aby usiedli. Ostatnia lekcja minęła w miarę szybko. Po dzwonku nasza piątka wyszła ze szkoły i ruszyła na przystanek. Gdy czekaliśmy na autobus, przy przystanku zatrzymał się Fisher Karma. Okno samochodu opadło w dół, a naszym oczom ukazała się uśmiechnięta twarz Justina. Chłopcy podeszli do niego i zaczęli z nim rozmawiać. Patrick podbiegł do Cassie, szepnął coś na ucho, na co ona kiwnęła głową w potwierdzeniu. Chłopcy pokiwali do nas na pożegnanie, a Justin puścił mi oczko z wielkim uśmiechem. Czułam jak policzki robią mi się czerwone. Gdy chłopcy znaleźli się w aucie, Juss odjechał z piskiem opon. Kilka minut później przyjechał autobus. Wsiadłyśmy do niego i szukałyśmy wolnych miejsc. Usiadłyśmy i zaczęłyśmy rozmowę, bo miałyśmy ponad 15 minut drogi. W pewnym momencie Cassie powiedziała.
- Masz jakieś plany? Justin wymyślił, aby cie gdzieś zabrać.
- Nie mam. Justin? - zdziwiłam się.
- Tak. Chyba cię polubił. Dawno nie był taki miły dla innej dziewczyny niż dla Gomez. - odpowiedziała. Z jednej strony ucieszyło mnie to, ale z drugiej zdziwiło, że ja byłam pierwszą taką dziewczyną, dla której Justin był, aż tak miły. Rozmawiałyśmy przez resztę drogi, aż do momentu gdy musiałam wysiąść. Pożegnałam się z dziewczyną i poszłam do domu. Droga zajęła mi niecałe 5 minut. Otworzyłam drzwi i weszłam do korytarza. Umówiliśmy się na 16 do skate parku, więc miałam jeszcze trochę czasu, bo była dopiero 14. Weszłam na górę do swojego pokoju, rzuciłam torbę na sofę i poszłam do łazienki, aby przygotować się do wyjścia z moją nową paczką.


---------------------------
Hej! Wybaczcie, że tak długo nie dodawałam, ale nie miałam pomysłu co w tym rozdziale pisać. Następny postaram się napisać szybciej. Już mam nawet początek. Kochani, chciałam Wam podziękować za ponad 5000 wejść i za miłe komentarze. Cieszę się, że moje opowiadanie się Wam podoba. We wtorek wyjeżdżam na wycieczkę 3-dniową, więc nie wiem, czy coś napiszę w tym czasie. Przepraszam za jakiekolwiek błędy. Piszcie w komentarzach co o tym rozdziale sądzicie, bo szczerze, to mi się on nie podoba. Jak się podoba nowy wygląd bloga? ;)
alexlove ♥
485996_393753817383075_1506624822_n.jpg
Tagi: r.10
09.06.2013 o godz. 16:32
CZYTASZ=KOMENTARZ!

Położyłam się w łóżku i po chwili zasnęłam.


Smacznie i spokojnie spałam, gdy w pewnym momencie zaczęło dzwonić przy moim uchu. Przebudziłam się i rozejrzałam po pokoju w poszukiwaniu źródła hałasu. Zorientowałam się, że to dzwonił budzik w moim telefonie. Wyłączyłam go, wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Umyłam się, w włosy związałam w wysokiego kucyka. Wyszłam z łazienki. Zaczęłam szukać ciuchów, w które mogłabym się ubrać do szkoły. Po jakimś czasie, zdecydowałam się na ciemne dżinsowe szorty z ćwiekami, do tego biała bokserka, luźny szary sweter i białe conversy. Ubrałam się w przygotowane ciuchy, pomalowałam rzęsy tuszem i spakowałam książki do szkoły. Zeszłam na dół, torbę położyłam w korytarzu i poszłam do kuchni. . Spotkałam tam czytającego gazetę Austina.
- Cześć braciszku! - krzyknęłam przy drzwiach, po czym podeszłam do niego i go przytuliłam.
- Cześć młoda. - odpowiedział - Co chcesz na śniadanie? Naleśniki, kanapki, płatki czy jakiś owoc?
- Mmm. Naleśniki z nutellą bym zjadła.
- Okej, już się robi. Na którą masz do szkoły?
- Na 8 niestety.
- Podwieźć cię? - zapytał.
- Dzięki, nie musisz. Pojadę busem. - oznajmiłam i uśmiechnęłam się do niego.
- Ty i bus? Co się stało, że wolisz busa niż jazdę autem ze mną? Czy ja o czymś nie wiem?
- Mówiłam ci, że wczoraj poznałam ludzi z klasy, no i się z nimi zakolegowałam. Jak na razie tylko z nimi gadałam i dobrze czuję się w ich towarzystwie. A, że oni jeżdżą autobusem, to mi zaproponowali, abym pojechała z nimi.
- No dobrze, dobrze. Jak mają na imię?
- Cassie, Ryan, Patrick i Christian. Pamiętasz, jak ci mówiłam, że w tym hotelu poznałam takiego jednego chłopaka nad basenem?
- No. To co z nim? - zapytał smażąc naleśniki.
- No to, powiem ci, że chodzi ze mną do klasy..
- No to chyba dobrze, nie?
- No chyba tak. Nie wiem. Jestem na niego zła, bo nie gadał ze mną od kilku dni i teraz myśli, że jest wszystko okej..
- Dobra. Masz jedz. O której masz autobus?
- Dzięki. O 7:43 chyba.
- To powodzenia ci siostro życzę, bo jest 7:15.
- Już? No to muszę się pospieszyć.
- Okej. Ja wychodzę do pracy. Kocham cię młoda i miłego dnia! - krzyknął z korytarza.
- Też cię kocham, dzięki i wzajemnie! - spojrzałam na drzwi i zaczęłam jeść swoje śniadanie. Gdy skończyłam, włożyłam talerz do zmywarki, umyłam ręce i poszłam do korytarza. Wzięłam swoją torbę i klucze, wyszłam, zamknęłam dom i ruszyłam na przystanek. Po około 5 minutach doszłam na przystanek. Miałam jeszcze 3 minuty do przyjazdu autobusu. Usiadłam na ławce, włożyłam słuchawki do uszu i puściłam All Around The World JB. W pewnym momencie przed przystankiem przejechał ten sam Fisher Karma, co wczoraj stał na parkingu szkolnym. Znów mnie zaciekawiło do kogo on należy, bo był taki jakiś znajomy. Nareszcie przyjechał bus. Wstałam z ławeczki i stanęłam przy drzwiach. Otworzyły się, więc weszłam do niego powoli. Przywitałam kierowce cichym DZIEŃ DOBRY i nieśmiałym uśmiechem. Rozglądnęłam się po autobusie i ujrzałam Cassie kiwającą, abym usiadła obok niej. Podeszłam i usiadłam. Automatycznie chłopcy się do nas odwrócili, bo siedzieli przed nami. Dziewczyna zaczęła rozmowę.
- Cześć! - pisnęła.
- Siemka - uśmiechnęłam się do niej.
- Co tam? Jednak jedziesz z nami busem!
- Nom. Brat chciał mnie podwieźć, ale stwierdziłam, że pojadę z wami.
- To fajnie. Jak wejdziemy do szkoły, to idziemy razem do sekretariatu po plan lekcji i kluczyki do szafek? - zapytała.
- Jasne. Możemy iść. Nawet musimy. - zaśmiałyśmy się.
- My idziemy z wami. - stwierdził Ryan.
- Niech wam będzie - odpowiedziała Cassie. Jeszcze chwilę jechaliśmy, po czym autobus zatrzymał się przed szkołą. Wszyscy wyszli z niego i ruszyli w jednym kierunku. Do szkoły. Do tej męczącej szkoły. Oby ten rok był lepszy niż poprzednie pomyślałam. Cassie chwyciła mnie pod ramię i pociągnęła w stronę sekretariatu. Kątem oka na parkingu zauważyłam ten sam samochód, co przejeżdżał obok przystanku. Przyspieszyłyśmy kroku i stanęłyśmy w kolejce przed sekretariatem. Miałyśmy jeszcze 5 minut do dzwonka. Przyszła nasza kolej. Weszłyśmy razem i podeszłyśmy do biurka pani sekretarki.
- Witam. Nazwiska wasze i klasę poproszę.
- Alex Moor, klasa 2d
- Proszę. Plan lekcji i kluczyk. A ty?
- Cassie Brown, również 2d.
- Okej. To dla ciebie. Życzę miłego dnia i witamy w naszej szkole - powiedziała sekretarka i uśmiechnęła się do nas promiennie. Obie podziękowałyśmy i wyszłyśmy z gabinetu. Wesoło uśmiechnęłyśmy się do chłopaków sygnalizując, że mogą już wejść.
- Zaczekajcie tutaj na nas. - powiedział Chris.
- Okej. - odpowiedziałyśmy chórem, po czym spojrzałyśmy na siebie i zaczęłyśmy się śmiać. Czekałyśmy około 2 minuty i wreszcie w drzwiach stanęli chłopcy. Uśmiechnęłam się do nich, a oni odwzajemnili gest i ruszyli w naszą stronę.
- Idziemy do szafek? - zapytała Cassie.
- Jasne. Mamy dwie minuty. Jakie macie numerki szafek?
- Ja mam 13. - odpowiedziała dziewczyna.
- 15 - powiedział Ryan.
- 16 - odpowiedział tym razem Patrick.
- A ja mam 14. - oznajmił nam Christian.
- To powiem wam, że ja mam 17, czyli szafki mamy obok siebie - powiedziałam reszcie.
- To super. A teraz bierzemy co potrzebne i chodźmy na lekcje, bo nie chce spóźnienia pierwszego dnia szkoły. - powiedziała Cassie.
- Okej. To dalej. - odpowiedziałam. Każdy podszedł do swojej szafki, włożył do niej niepotrzebne książki i ruszył do sali, w której mieliśmy pierwszą lekcję. Ja szłam z Cassie, a chłopcy gdzieś za nami. Przy sali zauważyłam Błażeja. Stał sam. Chyba kogoś szukał. Gdy mnie zobaczył, ruszył w moja stronę. Szczerze? Nie miałam ochoty z nim gadać, ale jestem dobrze wychowana.
- Możemy porozmawiać? - zapytał.
- A mamy o czym? - zadrwiłam.
- Tak. Więc porozmawiasz ze mną?
- Może po tej lekcji. - odpowiedziałam, bo akurat zadzwonił dzwonek na pierwszą lekcję.
- Dobra. Niech ci będzie. - powiedział i odszedł po swój plecak. Cassie spojrzała na mnie z miną typu WTF?!, ale to olałam i ruszyłam do sali. Jak zwykle usiadłam w ostatniej ławce pod oknem. Dziewczyna podeszła do mnie i zapytała, czy może ze mną usiąść. W odpowiedzi szeroko się uśmiechnęłam. Usiadła i właśnie w tej samej chwili do klasy weszła nauczycielka. Miała chamski wyraz twarzy. Stanęła na środku klasy, rozglądnęła się po uczniach i zaczęła swoja przemowę. Nazywa się Eva Sinos, uczy oczywiście biologii, bo teraz mamy biologię. Mieliśmy lekcje organizacyjną, więc luz. Cały czas czułam na sobie wzrok Błażeja. Nie chciało mi się z nim gadać. Od kilku dni się do mnie nie odzywał, a teraz nagle się zjawia. Spojrzałam na zegar wiszący nad tablicą. Odliczałam czas do końca lekcji. Gdy duża wskazówka zbliżała się do 10, zadzwonił dzwonek. Jak poparzona wstałam z krzesła, spakowałam książki do torby i wybiegłam z sali. Słyszałam za sobą wołania Cassie i Błażeja, ale ich zignorowałam i dalej szybko szłam do swojej szafki. Nie patrzyłam, gdzie idę. W sensie nie obchodziło mnie czy w kogoś wejdę, czy nie. Nagle poczułam jak z wielką siłą w kogoś wchodzę. Nie spojrzałam nawet na kogo wpadłam. Chciałam po prostu znaleźć się z dala od rozmowy z Błażejem.
- Przepraszam. - powiedziałam cicho i zaczęłam wymijać ta osobę, gdy poczułam jak silna ręka łapie mnie za nadgarstek i próbuje odwrócić w swoją stronę.
- Spoko. Nic ci nie jest? - zapytał swoim aksamitnym głosem.
- Nie, nic. Sorka, spieszę się. - Odpowiedziała. Próbowałam wyrwać swoją rękę z jego uścisku, ale nie dawał za wygraną.
- Dobra. To na pewno nie jest aż takie ważne. A teraz spójrz na mnie i powiedz, że na 100% nic ci nie jest. - powiedział i powoli odwrócił mnie w swoja stronę. Miałam nadal opuszczona głowę, gdy poczułam, że chwyta moja brodę sygnalizując tym, abym na niego spojrzała. Powoli zaczęłam podnosić głowę w jego stronę. Gdy już zobaczyłam jego twarz, zamarłam. Dopiero jak zaczął mi machać ręką przed twarzą, ogarnęłam się. Przede mną stał sam Justin Bieber. Mój idol. Mój zbawca. Był jeszcze ładniejszy niż na plakatach.
- Halo? Halo? Nic ci nie jest? - zapytał.
- Ym. Em. Przepraszam. znów opuściłam głowę.
- Nie masz za co przepraszać. - uśmiechnął się - Jestem..
- Tak, wiem. Jesteś Justin. Trudno cie nie znać. - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- No, to ty mnie znasz. Teraz ja chciałbym poznać ciebie.
- Jestem Alex. Słuchaj, muszę iść - powiedziałam, gdy na horyzoncie zauważyłam Błażeja. Justin odwrócił się do tyłu, ale nie wiedział o kogo chodzi, więc zwrócił się ponownie do mnie.
- Nie wiem o co chodzi, ale wyglądasz jakbyś przed kimś uciekała.
- Ja uciekać? Coo? Nieee. - powiedziałam ze sarkazmem.
- Dobra. Uznajmy, że ci wierzę. - odpowiedział - Jak ci się mogę odpłacić za to, że w ciebie wszedłem?
- To raczej ja w ciebie weszłam, ale jak chcesz to możesz mi w czymś pomóc.
- Okej. A co mam konkretnie zrobić? - zapytał.
- Stój tu i udawaj, że ze mną rozmawiasz.
- Ale ja na serio z tobą rozmawiam.
- Proszę! Teraz! - krzyknęłam - Do której klasy chodzisz? - zaczęłam rozmowę.
- Do 3c, a ty?
- 2d. - odpowiedziałam, gdy zauważyłam, że Błażej idzie w naszą stronę.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale Alex możemy wreszcie porozmawiać? - zapytał Błażej.
- Nie, nie możemy. Nie widzisz, że już z kimś rozmawiam?
- Widzę, ale na tej przerwie mieliśmy ze sobą porozmawiać.
- Może na następnej. A teraz wybacz, ale przerwałeś nam rozmowę.
- Dobra. Niech ci będzie, ale na następnej przerwie nie odpuszczę. - odpowiedział i odszedł wkurzony.
- No to teraz wiem, przed czym lub kim uciekałaś - powiedział Justin z uśmieszkiem.
- Tak. Teraz muszę iść. Dziękuję i jeszcze raz przepraszam - odpowiedziałam i odeszłam od brązowookiego. Nie miałam zamiaru się odwracać, chociaż to był mój idol. Dopiero, gdy doszłam do swojej szafki, oprzytomniałam i nie mogłam uwierzyć, że przed chwilą weszłam w Justin'a Bieber'a, że z nim rozmawiałam oraz, ze to on mi pomógł spławić Błażeja. Nagle ze zdołowanej zrobiłam się mega szczęśliwa. Tak szczerze wszystko zaczęło do siebie pasować. Atlanta+jeżdżący po mieście Fisher Karma.. To auto na 100% jest jego.. Czemu na to nie wpadłam wcześniej! Wzięłam książki na następna lekcje i ruszyłam pod salę. Tam, gdzie stał Justin nikogo już nie było, ale zauważyłam go kilka metrów dalej. Stał tam z jakąś laską i się obściskiwał z nią. Nie chciałam na to patrzeć, w końcu to mój idol, więc przyspieszyłam kroku. Po jakimś czasie doszłam do sali, gdy Cassie mnie zauważyła, podbiegła i zaczęła o wszystko wypytywać. Gdzie byłam, dlaczego wybiegłam z sali i czemu mnie tak długo nie było.
- Byłam przy swojej szafce. Kojarzysz Błażeja z naszej klasy? - zapytałam, na co ona pokiwała głową na tak - No więc ja go znałam już wcześniej i na tej przerwie mieliśmy porozmawiać, a ja nie miałam na to ochoty, więc uciekłam. W drodze do mojej szafki, weszłam w mega ładnego chłopaka, no i z nim gadałam oraz to on mi pomógł spławić Błażeja. - odpowiedziałam jej na wszystkie pytania.
- Okej. A wiesz, że ja tez bym ci pomogła?
- Teraz już tak. - powiedziałam z uśmiechem. Zadzwonił dzwonek na lekcje. Wszyscy weszliśmy do sali. Kolejna lekcja organizacyjna. Znów przez całą lekcje czułam na sobie wzrok Błażeja. Nareszcie dzwonek. Wszyscy wstali i zaczęli wychodzić. Ja i Cassie wyszłyśmy jako ostatnie. Przy drzwiach czekał na mnie Błażej. Poprosiłam Cassie, aby zostawiła nas samych. Gdy odeszła zaczęłam.
- Więc co chcesz?
- Słuchaj. Nie wiem co ci zrobiłem, ale przepraszam.
- Okej. Coś jeszcze?
- Czemu taka jesteś? - zapytał.
- Jaka niby?
- Taka. Chamska, niemiła, oschła i to tylko dla mnie.
- Pisaliśmy ze sobą codziennie po kilka godzin. W pewnym momencie przestałeś mi odpisywać. Wiesz jak ja się czułam?
- Przepraszam. Miałem dużo na głowie.
- Mhm. Jasne. I nawet nie znalazłeś ani chwili na odpisanie w ciągu tych kilku dni? Coś mi się nie chce wierzyć.
- Dobra. Miałem. Przepraszam. Wybaczysz mi? Od teraz odpiszę na każdego twojego sms'a - powiedział.
- Mmm. Niech ci będzie - uśmiechnęłam się do niego. Razem poszliśmy pod salę. Cassie jak zauważyła mnie w jego towarzystwie uśmiechniętą, lekko się zdziwiła.


---------------------------------

Witajcie! Mamy Justina. Niestety nie podoba mi się ten dialog z nim. DZIĘKUJĘ BARDZO ZA 16 KOMENTARZY POD DWOMA POPRZEDNIMI ROZDZIAŁAMI. KAŻDY WYWOŁAŁ U MNIE UŚMIECH ♥
Chciałam Was poprosić o rozsyłanie mojego bloga znajomym, jeśli możecie. Rozdział pisany w szkole. I dzisiaj macie dwa zdjęcia Justina, bo pod poprzednim nie było ;)
Kocham was! alexlove ♥
19396_255547674576854_1373603668_n.jpg
644291_143701572440552_1346333355_n.jpg
Tagi: r.9
19.05.2013 o godz. 20:05
CZYTASZ=KOMENTARZ!


Po pewnym czasie do mojego pokoju wszedł Austin..


- Alex wstawaj! Kolacje zrobiłem! - krzyknął nad moim uchem.
- Coo? - zapytałam zaspana. Nie wiedziałam co się wokół mnie dzieję.
- No masz się obudzić na kolację, bo zrobiłem.
- Dobra. Zaraz zejdę, tylko się ogarnę, okej?
- Spoko. To ja już idę do kuchni i na ciebie czekam. - powiedział i wyszedł. Gdy zamknął za sobą drzwi, wstałam z łóżka i stanęłam na środku pokoju. Tak na serio to nie wiedziałam, gdzie jest łazienka. Hmm. Ciekawe co jest za tymi białymi drzwiami obok łóżka. Powoli do nich podeszłam, chwyciłam lekko za klamkę i nieznane mi wrota się otworzyły. Jak na razie było tam ciemno, więc zaczęłam szukać jakiegoś włącznika światła. Po około 10 sekundach odnalazłam go. Nacisnęłam przycisk i pomieszczenie zrobiło się jasne. To co tam ujrzałam mnie zdziwiło. Była tam ogromna łazienka z wanną i prysznicem, do tego wielkie lustro na przeciwko drzwi, a pod nim ogromna półka na kosmetyki i takie tam inne. Z wrażenia, aż otworzyłam buzię. Gdy się ocknęłam, przypomniałam sobie, że Austin na mnie czeka w kuchni. Powolnym krokiem wyszłam z łazienki i ruszyłam do brata. Zeszłam na parter i szukałam kuchni, bo niestety jeszcze nie wiem co gdzie jest. W salonie zobaczyłam wielkie otwarte drzwi. Podeszłam do nich i wystawiłam przez nie głowę, aby sprawdzić co tam jest. W tym pomieszczeniu znalazłam Austina czekającego na mnie przy stole. Od razu ruszyłam w jego stronę i usiadłam naprzeciwko.
- Wreszcie! Ile można czekać? - zapytał, gdy tylko usiadłam.
- Oj, przepraszam no! Nie mogłam znaleźć łazienki. - odparłam.
- I co? Znalazłaś?
- Taaak. Czemu mi nie powiedziałeś, że mam własną łazienkę? - zapytałam.
- No, bo chciałem, abyś miała niespodziankę.
- Ty gamoniu! - krzyknęłam na niego ze śmiechem.
- Dobra, dobra. Też cię kocham. A teraz podam ci kolacje.
- Mmm. A co zrobiłeś? - zapytałam głodna.
- Niespodzianka. - odparł uśmiechając się. Po chwili zaczął się kręcić gdzieś za mną. Czekałam, czekałam i po 5 minutach wreszcie się doczekałam. Austin postawił przede mną duży talerz spagetti. Cieszyłam się na widok tego dania, bo to było najlepsze danie jakie robił mój brat. Zdziwiona byłam, że je zrobił, bo odkąd znalazł pracę, bardzo rzadko je robił. Ostatnio gdzieś około 8 miesięcy.
- Mmmm. Spagetti zrobiłeś! - krzyknęłam radośnie.
- Nom. Specjalnie na uczczenie naszej przeprowadzki.
- Czyli następnego, w twoim wykonaniu, mogę się spodziewać dopiero za rok?
- Nie wiem. Jak chcesz mogę je robić częściej.
- Tak! Oczywiście! To najlepsze danie na świecie! - krzyknęłam uradowana.
- Dobra. Chcesz? Masz. Spagetti będzie częściej. - uśmiechnął się do mnie - A teraz smacznego, bo zaraz ostygnie.
- Smacznego. - odpowiedziałam. Zabraliśmy się za jedzenie. Gdy skończyliśmy, oboje rozłożyliśmy się na krzesłach i głośno westchnęliśmy. Jak doszłam w miarę do siebie, wstałam, zabrałam brudne talerze i włożyłam je do zmywarki. Następnie podeszłam do blatu, z szafki nad nim, wyciągnęłam szklankę i nalałam sobie wody. Wypiłam całą szklankę później. Podziękowałam bratu za kolacje i stwierdziłam, że pójdę pod prysznic. Weszłam znów na górę, weszłam do mojego pokoju i zaczęłam szukać w swojej szafie piżamy. Gdy ją znalazłam, ruszyłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam do kabiny. Kropelki ciepłej wody zazwyczaj mnie odprężały. Wtarłam w swoje ciało czekoladowy płyn pod prysznic, po czym go spłukałam. Włosy umyłam ulubionym szamponem. Gdy skończyłam, wyszłam z pod prysznica, dokładnie się wytarłam oraz założyłam świeżą piżamę. Wytarłam włosy i je przeczesałam. Nareszcie wyszłam z łazienki. Udałam się w stronę łóżka. Wzięłam swój telefon z biurka i położyłam go na szafce nocnej. Weszłam do łóżka i przytuliłam się do kołdry. Po jakimś czasie odpłynęłam do Krainy Morfeusza.


~~~~ Tydzień później ~~~~

Ostatni tydzień wakacji minął bardzo szybko. Zapoznałam się z otoczeniem. Jak na razie nikogo nie poznałam, więc na spacery do parku codziennie chodziłam sama, ale w tym czasie sms'owałam z Błażejem. Okazało się, że po drodze zatrzymał się u cioci i dopiero dzisiaj jedzie do Atlanty. Austin dzień w dzień, od rana do wieczora był w pracy, czyli byłam zupełnie sama. Podeszłam do swojej szafy w poszukiwaniu sukienki na rozpoczęcie roku. Dzisiaj o 17, uczniowie mojej nowej szkoły maja powitanie z dyrektorem i przydzielenie do klas, a od jutra już normalne lekcje. Wybrałam granatową sukienkę do kolan, bez ramiączek, która w pasie ma gruby biały pas, do tego czarne szpilki oraz czarny sweterek. Poszłam do łazienki wziąć prysznic i przygotować się do uroczystości. Zdjęłam swoje ciuchy, weszłam pod prysznic i puściłam ciepłą wodę. Opłukałam ciało oraz umyłam włosy. Po około 15 minutach wyszłam z kabiny. Zaczęłam suszyć włosy. Następnie się lekko pomalowałam. Wyszłam z łazienki i ruszyłam w stronę łóżka po sukienkę . Założyłam ja i spojrzałam w lustro. Nawet dobrze wyglądam pomyślałam. Wzięłam małą torebkę do której włożyłam swojego Iphone, błyszczyk i klucze do domu. Poprawiłam sukienkę oraz włosy, po czym zeszłam na dół. W korytarzu ubrałam szpilki i wyszłam z domu. Zakluczyłam drzwi. Ruszyłam w stronę nowej szkoły. Miałam 15 minut na dojście. Włożyłam słuchawki do uszu, puściłam piosenkę Bieber'a #thatPOWER, po czym przyśpieszyłam kroku. Po kilku minutach zaczął mi dzwonić telefon. Spojrzałam na ekran, a tam widniał napis 'Jennifer <3 dzwoni'. Bez zastanowienia, przejechałam kciukiem po ekranie, odbierając połączenie.
- Halo?
- Hej Alex! Co tam?! Jak w Atlancie? - zapytała wesoło.
- Hej. Spoko. Właśnie idę na rozpoczęcie. A co tam u ciebie?
- Aaa! Fajnie. Ja już miałam rozpoczęcie o 10, a teraz siedzę ze swoim chłopakiem w parku, ale poszedł po picie dla mnie. Jak tam w Atlancie?
- Dobrze. Na razie jeszcze nikogo nie poznałam, ale ok. Dzisiaj pewnie poznam. I poczekaj.. Czy ty powiedziałaś, że masz chłopaka? - zapytałam zdziwiona.
- No. Jesteśmy razem odkąd wyjechałaś..
- Aha. A co to za szczęśliwiec? - zapytałam ciekawa.
- Ma na imię... - było słychać jak przełyka ślinę - Jego imię to Bruno - odpowiedziała po chwili.
- Czy to ten Bruno o którym myślę?! - wykrzyczałam.
- Yyy. Tak.
- Jak mogłaś mi to zrobić!
- Alex, ja przepraszam.. Wiesz, że zawsze mi się podobał..
- A ty wiedziałaś, że go nienawidzę i powiedziałaś, że nigdy, ale to NIGDY z nim nie będziesz! - wykrzyczałam tak głośno, że kilku przechodniów się na mnie spojrzało.
- Alex przepraszam.
- Słuchaj. Nie chce mi się z tobą gadać. Pa. - chamsko się rozłączyłam. Po około 2 minutach, wkurzona weszłam na teren szkoły. Tak na serio chciało mi się płakać. Poszłam na boisko, gdzie wszyscy stali. Weszłam w środek tłumu, abym nie była zbytnio zauważona. Dyrektorka zaczęła swoją przemowę. Gdy skończyła, wicedyrektor przeczytał nazwiska uczniów, do jakich klas się dostali. Więc ja jestem w klasie 2d. Przedstawił nam jeszcze wychowawców i kazał rozejść do klas. Nie byłam nigdy w tej szkole, więc nie wiedziałam, gdzie jest klasa numer 116, po prostu szłam za moja nową wychowawczynią. Nagle poczułam, jak ktoś klepie mnie po ramieniu. Odwróciłam się w stronę osoby, która mnie zaczepiła. Stała tam ładna dziewczyna z brązowymi włosami i trzech mega ładnych kolesi.
- Cześć! Jestem Cassie! A to jest Patrick, Christian i Ryan! - odezwała się dziewczyna.
- Cześć. Ja jestem Alex. - odpowiedziałam nieśmiało - Wy dwaj jesteście strasznie do kogoś podobni.. - pokazałam dwoma palcami na Christiana i Ryana.
- A może nas widziałaś w swoich snach? - odpowiedział Ryan, poruszając brwiami w górę i w dół z głupim uśmieszkiem.
- Haha. Nie no wątpię. Chłopcy, nie zarywajcie do niej - powiedziała Cassie - Od ilu dni jesteś w Atlancie? Bo wiesz, nigdy cię tutaj nie widzieliśmy.
- Jestem tutaj od tygodnia.
- Krótko. I cały ten czas siedziałaś w domu? - zapytał Patrick.
- Nie. Codziennie chodziłam na spacery po parku. - odpowiedziałam.
- To dlatego cię wcześniej nie widzieliśmy! My zawsze siedzimy w skate parku. - powiedział uśmiechnięty Ryan. Nie zdążyłam już nic odpowiedzieć, bo doszliśmy do sali. Weszłam i usiadłam w ostatniej ławce w rzędzie pod oknem. Po kilku sekundach, obok mnie pojawiła się Cassie z chłopakami. Ryan i Patrick usiedli ławkę przede mną, Christian ławkę obok mnie, a Cassie podeszła do mnie.
- Mogę z tobą usiąść? - zapytała.
- Jasne. - uśmiechnęłam się do niej szeroko. Gdy dziewczyna usiadła obok mnie, rozglądnęłam się po sali, aby obczaić innych znajomych, z którymi będę chodzić do klasy. Pierwsze ławki zajmowały jakieś lalunie, za nimi pewnie ich chłopacy. Po środku siedziały kujony i normalni, a z tyłu ja, Cassie i chłopacy. Gdy wszyscy się uspokoili, nasza wychowawczyni zaczęła swoją przemowę.
- Witam, nazywam się Margaret Vanto. Jestem waszą wychowawczynią i nauczycielką biologii....
Nagle drzwi się gwałtownie otworzyły, a do klasy wbiegł zdyszany Błażej. Zaczął rozglądać się po sali. Poszedł w kierunku wolnego miejsca obok Christiana. Zdziwiona spojrzałam n Błażeja. Ten tylko uśmiechnął się do mnie. Nauczycielka ponownie zabrała głos.
- Przepraszam pana. Myśli sonie pan, że może sobie tutaj tak wbiegać nic nie mówiąc? - zapytała wkurzona. Chłopak odsunął swoje krzesło i powoli wstał.
- Przepraszam. Nie powinienem. - odpowiedział.
- Dobrze. Za karę pójdziesz jako pierwszy na środek sali i się nam przedstawisz. - pokazała palcem w stronę tablicy.
- Dobrze. - wyszedł ze swojej ławki i ruszył do tablicy - A więc. Cześć. Jestem Błażej. Możecie do mnie mówić Rob. Pochodzę z Polski. Dopiero dzisiaj tutaj przyjechałem, dlatego się spóźniłem. Mogę już usiąść?
- Tak. Więc witaj Rob w Atlancie. Teraz poprosimy którąś z dziewczyn, które siedzą w ostatniej ławce. - pokazała pani Vanto na mnie i Cassie. Spojrzałam na nią błagalnym wzrokiem, ale ona pokazała głową, że ja mam iść pierwsza. Wstałam i ruszyłam w stronę, gdzie stał przed chwila Błażej.
- Siema, jestem Alex. Mieszkam w Atlancie od tygodnia, wcześniej mieszkałam w Nowym Yorku. Uwielbiam muzykę i taniec. - zamilkłam, bo nie wiedziałam co jeszcze.
- Masz fioletową wstążkę na ręce! Lubisz Bieber'a! - krzyknął jakiś chłopak z końca sali.
- Ymmm. Tak Jestem Belieberką.. - powiedziałam nieśmiało, bo zazwyczaj spotykałam się z hejtami, że lubię Justina.
- No to masz szczęście. Twoje marzenie się spełni. - powiedział i mrugnął do mnie. Zdziwiona o co mu chodzi zapytałam wychowawczyni, czy mogę usiąść. Teraz kolej Cassie. Minęłyśmy się przy naszej ławce. Podeszła na wyznaczone miejsce i zaczęła mówić.
- No więc.. Jestem Cassie, ci trzej co z tyłu siedzą, to moi najlepsi przyjaciele. Urodziłam się tutaj. Jeżdżę na BMX'ie, więc jak chcecie mnie po szkole znaleźć, to najlepiej szukać mnie w skate parku. To tyle. - powiedziała i ruszyła do ławki. Teraz każdy miał się po kolei przedstawić, ale gdy nadszedł czas Ryana, Patricka i Christiana, pani stwierdziła, że nie mamy już czasu i musimy kończyć oraz, że jutro się przedstawią. Pożegnaliśmy się z nauczycielka i zaczęliśmy wychodzić z klasy. No to pierwszy dzień mam a sobą pomyślałam.
- Hej Alex! Zaczekaj! Możemy cie odprowadzić? - spytał Christian.
- Spoko, jeśli wam się chce, ale to nie jest zbyt blisko. - stwierdziłam.
- No to co! I tak nie mamy nic lepszego do roboty! - krzyknął uradowany, nie wiadomo z jakiego powodu Ryan.
- Dobra. No to chodźcie. - powiedziałam. Ruszyliśmy w stronę wyjścia ze szkoły. Gdy wyszliśmy ze szkoły, na parkingu zauważyłam czarnego Fishera Karme. Zastanawiało mnie do kto jest jego właścicielem. Pewnie ktoś bogaty. No, bo ktoś taki jak na przykład ja, nie mógłby go mieć. W drodze do mojego domu zaczęliśmy rozmawiać o różnych rzeczach. Gdy byliśmy już na miejscu Cassie zapytała.
- To ty tutaj mieszkasz?
- No tak. Mieszkam w tym domu od tygodnia.
- No to patrz to! Ja mieszkam tam, Christian tam, Ryan tam, a Patrick tam! - pokazywała po kolei ich domy.
- Na serio? To blisko mnie! - krzyknęłam uradowana.
- No! Jeździsz na czymś? - spytał Christian.
- Tak. Na desce.
- No to może chciałabyś iść z nami do skate parku? - zapytał tym razem Patrick.
- No spoko. Tylko nie wiem gdzie on jest i musiałabym się przebrać.
- Okej. No to za 30 minut pod twoim domem?
- Okej. To ja już idę się przebrać. Do zobaczenia później! - po wypowiedzeniu tych słów otworzyłam drzwi do domu i pokiwałam im na pożegnanie. Zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam do swojego pokoju. Podbiegłam do szafy i zaczęłam szukać jakiś odpowiednich ciuchów. Wybrałam dżinsowe szorty, zieloną neonową bokserkę i granatowe vansy. Zdjęłam sukienkę oraz szpilki i zaczęłam ubierać przygotowane rzeczy. Gdy byłam już ubrana spojrzałam w lustro i stwierdziłam, że zrobię koka. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Miałam jeszcze 5 minut do ich przyjścia. Postanowiłam, że zadzwonię do Austina. Odebrał po czwartym sygnale.
- Halo?
- Austin. Chciałam ci powiedzieć, że już wróciłam, a teraz idę ze znajomymi z klasy do skate parku.
- Okej. Nie siedź tam za długo. Jutro szkoła.
- No wiem. A ty o której w takim razie wracasz?
- Dzisiaj dłużej posiedzę. Tak gdzieś do 23 lub 24.
- Co? Tak późno? Czyli będę musiała sama zasypiać. Masz klucze do domu?
- Tak mam. Nie martw się o mnie i baw się dobrze. Ja już muszę kończyć. Uważaj na siebie!
- Okej. Kocham cie braciszku i miłej pracy. Papa!
- Dzięki. Też cię kocham. Do wieczora!- no i się rozłączył. Włożyłam Iphone do kieszeni swoich szortów. Wzięłam swoją deskę i ruszyłam do salonu. Gdy byłam na schodach usłyszałam dzwonek. Zmieniłam kierunek i już stałam przed drzwiami. Otworzyłam je, a tam nie stał nikt inny jak Cassie, Ryan, Patrick i Christian.
- Gotowa? - zapytała dziewczyna.
- Na jazdę zawsze. Tylko wezmę klucze i możemy iść. - jak powiedziałam, tak zrobiłam. Poszłam po klucze. Zamknęłam dom i ruszyliśmy do skate parku. Szliśmy około 10 minut. Gdy weszliśmy zaniemówiłam z wrażenia. Ten skate park był lepszy niż ten w Nowym Yorku! Było pełno ramp i ludzi. Szliśmy dalej, aż doszliśmy do pustej rampy. Christian jako pierwszy wszedł na rampę ze swoją deską. Ja jako druga, Patrick jako trzeci, a Cassie i Ryan usiedli na ławce. W trójkę tak staliśmy na górze rampy, więc stwierdziłam, że pojadę pierwsza. Jeździłam, robiłam triki, aż do momentu gdzie straciłam równowagę i spadłam z deski. Jako pierwsza podbiegła Cassie.
- Nic ci nie jest?!
- Nie, nic. Po prostu dawno nie jeździłam.
- Okej. Chodź na chwile usiąść.
- Okej. - wzięłam swoja deskę i poszłam z Cassie na ławkę do Ryana. Usiadłam w środku. W trójkę patrzeliśmy jak chłopacy jeżdżą. Są świetni! Po około 30 minutach, mi i Cassie znudziło się oglądanie wyczynów Patricka i Christiana, więc zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać. Obie stwierdziłyśmy, że już dzisiaj nie wejdziemy na rampy. W pewnym momencie spojrzałam na zegarek. Była 21:54. Przestraszyłam się, że już jest tak późno. Szybko wstałam z ławki i podniosłam swoja deskę.
- Słuchajcie. Ja już muszę iść. Zaraz jest 22, a ja nie chce zaspać do szkoły.
- Już jest 22? - zapytała zadziwiona dziewczyna.
- No. Więc ja już wracam do chaty.
- Zaczekaj. Chris! Patrick! Idziemy do chaty! Do jutra! - krzyknęła do nich.
- Zaczekajcie! W takim razie my też już idziemy! - powiedział Christian schodząc z rampy. Gdy do nas doszli, ruszyliśmy w stronę naszych domów. Rozmawialiśmy przez całą drogę. Mój dom niestety był jako pierwszy.
- Okej. Dzięki, że mnie zabraliście ze sobą do parku. Jutro się spotkamy!
- Oczywiście! Jedziesz do szkoły busem? - zapytała Cassie.
- Szczerze mówiąc nie myślałam nad tym.
- Jak coś to my będziemy w busie. A bus odjeżdża o 7:43.
- Okej. W takim razie się zastanowię. Do jutra!
- Paa! - powiedzieli wszyscy chórkiem. Weszłam do domu, postawiłam deskę w salonie i ruszyłam do swojego pokoju. Z szafy wyciągnęłam piżamę i skierowałam się do łazienki. Poszłam pod prysznic. Umyłam całe ciało oraz włosy. Ubrałam przygotowana piżamę i poszłam do kuchni. Z lodówki wyciągnęłam butelkę wody. Z nią poszłam z powrotem do pokoju. Położyłam się w łóżku i po chwili zasnęłam.


------------------

Witajcie! Wiem, że rozdział miał się ukazać wcześniej, ale nie wiedziałam co napisać. Tak więc w tym rozdziale pojawiła się Cassie, Ryan, Christian, Patrick i ponownie Błażej. Spodziewaliście się, że będą chodzili razem do klasy? Ja też nie. Tak jakoś mi to wpadło do głowy. Chciałam już dać Justina, ale nie wiedziałam jak ona ma go poznać, więc Juss pojawi się w rozdziale 9! Rozdział pisany przy #thatPOWER, Love Me Like You Do, Just Like Them i You Want Me!
alexlove ♥
Tagi: r.8
12.05.2013 o godz. 20:34
CZYTASZ=KOMENTARZ!



Stał tam taki szczęśliwy. Chyba nawet dumny..


Podbiegłam do niego i rzuciłam się mu w ramiona. Byłam tak szczęśliwa. Może i w NY zostawiłam najlepszych przyjaciół i znajomych. Łatwiej mówiąc wszystko, ale tutaj mogę zacząć nowe życie. Tu raczej nic mi nie będzie przypominać o rodzicach.. Właśnie.. Moi rodzice.. Oni tak jakby porzucili mnie i Austina dwa lub trzy lata temu. Stwierdzili, że się przeprowadzają do Europy bez nas. Wyjechali w najgorszym okresie mojego życia. Okres dojrzewania.. Tak naprawdę nie wiem nawet w jakim kraju mieszkają. Po ich wyjeździe, zaopiekowała się nami moja ciocia Elizabeth. Ale tylko jak Austin skończył 18 lat, stwierdził, że jest już dorosły i może się mną zaopiekować. Inaczej mówiąc być moim prawnym opiekunem. Kupił nam jakieś małe mieszkanko w centrum Nowego Yorku, tak aby on miał blisko do pracy, a ja żebym miała blisko do szkoły. Po dwóch latach (czyli w dniach dzisiejszych), Austin dostał lepsza propozycje pracy. Tylko, że miał on pracować w Atlancie. Stwierdziłam, że taka okazja może się już nigdy nie zdarzyć i powiedziałam mu, że ma wziąć ta pracę i się tam wyprowadziliśmy. I w taki oto sposób przenieśliśmy się do Atlanty.
- Dziękuję Austin za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Gdyby nie ty, to nie wiem co by ze mną było.. - powiedziałam do brata, nadal go przytulając.
- Nie ma sprawy. W końcu jesteś moja małą siostrzyczką - odpowiedział mi z uśmiechem na twarzy. - A teraz chodź do domu. Musisz zobaczyć go od środka. Poza tym, od przyszłego tygodnia zaczyna się szkoła. Musisz się rozpakować. Urządzić swój pokój.. A nie sorka, tego ostatniego nie zrobisz, bo już to jest zrobione - zaczął się śmiać.
- Co takiego? Mój braciszek urządził mi pokój? Hahaha! Nie wierze! Idę to sprawdzić! - krzyknęłam, podbiegłam do samochodu, wyciągnęłam z niego swoją torebkę i rzuciłam się w stronę domu. Wbiegłam do niego. Znalazłam się w małym korytarzyku. Wyszłam z niego i trafiłam na salon. Znalazłam w nim schody prowadzące na piętro. Wskoczyłam na nie jak jakaś dzikuska. W pewnym momencie, moja lewa stopa, poślizgnęła się i wylądowałam swoim całym ciałem na twardych, drewnianych schodach. Austin stała za mną i wybuchł tylko śmiechem.
- Ała!! - zaczęłam wrzeszczeć.
- Hahahahaha! Alex! To było genialne! Powtórzysz to dla mnie? - nabijał się dalej mój ukochany braciszek.
- Ha ha ha. Nie. Chyba cię coś porąbało! Chcesz, abym odczuwała ból żebyś ty miał radochę? - zapytałam wkurzona.
- Tak. Właśnie tak. - nadal się nabijał.
- To cię chyba coś na serio boli i to bardziej niż mnie. - powiedziałam to, po czym wskazałam palcem na czoło.
- Oj przepraszam Alex. Aż tak chcesz zobaczyć swój pokój?
- No raczej. Chcę zobaczyć co wymyśliłeś. Z drugiej strony, to boję się tam wchodzić.
- Hmmm. Mogę coś na to poradzić. Jak tak bardzo chcesz tam dojść w całym kawałku. - powiedział Austin po czym podszedł do mnie i chwycił w pasie, podniósł i wrzucił sobie na plecy.
- Aust! Ty głupku! Puszczaaaj! Chcę na ziemię! - darłam się jak nie wiem co.
- Zaraz cie postawię. Już jesteśmy przy twoim pokoju. - powiedział idąc, jakimś wąskim korytarzem, gdzie po obu stronach były drzwi, prowadzące do jakiś pomieszczeń, których jeszcze nie widziałam. W pewnym momencie zauważyłam jak brat otwiera jakieś drzwi. Wszedł przez nie. Mogłam zobaczyć tylko fioletowy miękki dywan. Nagle poczułam, jak Austin znów mnie chwyta w pasie, ale tym razem stawiał na podłogę. Gdy już stałam, odwróciłam się do mojego braciszka tyłem. Przed sobą ujrzałam duży pokój z ciemno fioletowymi ścianami. Na tej samej ścianie stała po lewej duża szafa, a po prawej kanapa. Przede mną było duże okno, obok niego biurko. Przy lewej ścianie stało ogromne łóżko z fioletowo-czarną pościelą. Było przysunięte do ściany. Po drugiej stronie łóżka była szafka nocna, a tuż za nią kolejne drzwi. Ciekawe gdzie one prowadziły. Mniejsza z tym. Prawa ściana była cała zapełniona plakatami Justin'a Bieber'a. Taka jakby tapeta. Na niej była wielka, na całą ścianę półka, a pod nią tablica korkowa. Znów rzuciłam się Austinowi na szyję.
- Austin! Jesteś zajebistym bratem! Dziękuję. - mówiłam przytulona do brata. Szczerze mówiąc to płakałam ze szczęścia.
- Nie ma za co. W końcu to ty mnie namówiłaś na przyjazd tutaj. Poświęciłaś dla mnie swoich znajomych. Musiałem się jakoś odwdzięczyć. - powiedział uśmiechając się.
- A skąd wiedziałeś, że ten wystrój się mi spodoba?
- Z tamta ścianą wpadło mi tak ostatnio. Kochasz Justin'a, a ja chciałem ci jakoś pomóc przyzwyczaić się do tego miasta. Reszta fioletowo-czarna, bo to twoje ulubione kolory.
- Jeszcze raz ci dziękuję braciszku - powiedziałam to zdanie i jeszcze mocniej przytuliłam się do niego.
- Nie ma za co. Wiesz jak cie kocham, co nie siora?
- Taaak. Chyba. A wiesz, że ja cie też kocham? - odsunęłam się w końcu od niego.
- Tak. Wiem. Chcesz się pewnie rozpakować, nie? - zapytał Austin.
- No fajnie by było. Miała bym spokój jutro lub później.
- Przynieść ci walizki i kartony?
- Mmm. Dzięki, ale dam sobie radę. - uśmiechnęłam się.
- Skoro nie chcesz, abym ci przyniósł, to mogę chociaż pomóc?
- Hmm. Okej. - ponownie się do mojego braciszka.
- To chodź. - pokazał ręką na drzwi od mojego pokoju. W odpowiedzi się uśmiechnęłam i ruszyłam w stronę samochodu. Ja poszłam do auta po walizki, a Austin przenosił kartony z ciężarówki, gdzie były moje rzeczy, do salonu. Wniosłam swoja walizkę do pokoju i poszłam na dół po swoje kartony. Gdy już wszystkie zaniosłam zapytałam brata.
- To wszystkie? Nie ma już więcej z moimi rzeczami?
- Nie. To był chyba ostatni. Jak jeszcze jakiś znajdę to ci przyniosę. -uśmiechnął się po raz kolejny dzisiejszego dnia.
- Okej, Dzięki. To idę się rozpakować. - uśmiechnęłam się szybko do brata i już wchodziłam do swojego pokoju. Gdy weszłam, zaczęłam szukać swojej torebki. Kiedy ją znalazłam, ręką szukałam swojego telefonu. O, mampomyślałam. Zaczęłam szukać numeru Jannifer. Zadzwoniłam. Jeden sygnał, dwa sygnały, trzy sygnały. Nie odbierała.. Dziwne. Zawsze ode mnie odbierała. Dobra. Stwierdziłam, że napiszę sms'a do Błażeja. Po kilku sekundach dostałam odpowiedź. On dopiero wyjeżdżał. Wtedy zdałam sobie sprawę, że jest już 14. Napisałam mu jeszcze, że zaczynam się rozpakowywać. Odłożyłam swojego Iphone na szafkę nocną i teraz już na serio zaczęłam się rozpakowywać. Gdy już skończyłam, upadłam z wilka ulgą na swoje nowe łóżko. Od razu zasnęłam. Po pewnym czasie do mojego pokoju wszedł Austin..



---------------------------
okej! witajcie! uparłam się, aby dzisiaj dodać rozdział. mam nadzieję, że się podoba. DZIĘKUJĘ ZA 7 KOMENTARZY POD POPRZEDNIM ROZDZIAŁEM. KAŻDY WYWOŁAM U MNIE UŚMIECH. Z TEJ OKAZJI TEN ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ WSZYSTKIM CZYTELNICZKOM, KTÓRE MNIE USZCZĘŚLIWIAJĄ, CZYLI DAJĄ KOMENTARZE. ♥ Rozdział pisany przy piosenkach Depeche Mode, Conor'a Maynard'a, Justin'a Bieber'a i BTR.
Kocham was! alexlove ♥
Tagi: r.7
29.04.2013 o godz. 21:51
Po jakimś czasie Obudził mnie Austin...


Przetarłam powoli oczy, rozglądając się dookoła. Moim oczom ukazał się stojący nade mną Austin. Spoglądnęłam na telefon, aby zobaczyć, która jest godzina. Była 6:47. Usiadłam na łóżku, przetarłam dłońmi twarz, wstałam i podeszłam do walizki. Wyciągnęłam fioletową bokserkę, dżinsowe spodenki do połowy ud z ćwiekami, czarny zwiewny sweterek i białe conversy. Zabrałam je ze sobą i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Wysuszyłam włosy, ubrałam przyszykowane ubrania i wyszłam z pomieszczenia. Zabrałam kosmetyczkę i ruszyłam w stronę najbliższego lustra. Wyciągnęłam eyeliner, tusz do rzęs i podkład. Pomalowałam się lekko i wróciłam znów do sypialni. Spakowałam wszystko co wyciągnęłam z walizki i ruszyłam do kuchni. Rozglądnęłam się po pomieszczeniu. Ujrzałam mojego kochanego brata siedzącego przy stole robiącego coś na telefonie. Pewnie coś w necie robi pomyślałam. Gdy zauważył, że weszłam, spojrzał na mnie i szeroko się uśmiechnął. Odwzajemniłam gest i ruszyłam do lodówki. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Oczywiście płatki musiały być kukurydziane..
- Kurcze, nie ma płatków czekoladowych!
- Nie ma? Myślałem, że są.
- Nie, nie ma. Są tylko kukurydzane.. Trudno, muszę coś zjeść. - powiedziałam i usiadłam naprzeciwko brata. Zaczęłam jeść, a Austin się uśmiechnął i zaczął rozmowę.
- Jak się spało księżniczko?
- Mmmm. Dobrze. Obudziłam się o ok. 5:30. Odpisałam koledze na sms'a. Później znów zasnęłam, ale ty przyszedłeś i mnie obudziłeś. A tobie jak się spało?
- Dobrze. Przepraszam, że cię obudziłem, ale zaraz ruszamy w dalszą drogę.. A ty co? Chłopakowi odpisywałaś tak wcześnie? - zaczął się śmiać.
- Nie! To nie mój chłopak! Poznałam go wczoraj nad basenem gamoniu! - uderzyłam go pięścią w ramię.
- Dobra, dobra.. Idę się uszykować do wyjazdu. Pamiętaj! Za około 20 minut wyjeżdżamy!
- Okej..
Skończyłam jeść swój pierwszy posiłek tego dnia, umyłam po sobie naczynia i poszłam do swojej sypialni. Położyłam się na tym wielkim łóżku i wzięłam swój telefon z szafki nocnej. Odblokowałam i sprawdziłam która godzina. Była 7:13. Pomyślałam, że napiszę wiadomość do Błażeja. 'Za około 10 min wyjeżdżam.. :/'. Po kilku sekundach dostałam odpowiedź 'Szkoda. Ja wyjeżdżam o 14'. Odpisałam mu. Pisaliśmy tak ze sobą, aż mój brat ,mnie nie zawołał.
- Alex! Chodź! Już jedziemy!
- Okej! Już idę, tylko sprawdzę czy wszystko wzięłam! - odpowiedziałam, po czym poszłam do łazienki i sprawdziłam ją dokładnie. Nic w niej nie zostawiłam. Poszłam do sypialni. Tam też już nic mojego nie było. W salonie również. Wróciłam się po walizkę oraz torebkę i ruszyłam w stronę drzwi. Austin otworzył mi wrota na korytarz. Wyszłam przed pokój i czekałam, aż mój brat zamknie go na klucz. Po chwili szliśmy już w stronę wind. Czekaliśmy trochę czasu, aż jakaś przyjedzie. Wsiedliśmy i zjechaliśmy na parter. Szliśmy w stronę recepcji, gdy zaczął mi wibrować telefon w kieszeni. Wyciągnęłam go, odblokowałam i spojrzałam, że mam wiadomość 'Miłej drogi mała. Spójrz za siebie :)'. Po przeczytaniu tego sms'a uśmiechnęłam się do siebie. Po kilku sekundach się odwróciłam. Około 5 metrów za mną stał Błażej uśmiechając się od ucha do ucha. Gdy zauważył, że się odwróciłam pomachał mi. Odwzajemniłam gest, po czym Błażej zaczął iść w moją stronę.
- Cześć Alex. - uśmiechnął się.
- Hej Błażej. Dobrze wypowiedziałam? - zaczęłam się śmiać.
- No. Teraz to tak. - uśmiechnął się - Więc wyjeżdżasz?
- Taaak. Przede mną jeszcze około 2 godziny drogi.. Pewnie będę spała, a mój brat będzie prowadził w samotności.
- Mhm. Wiesz.. Masz może Twitter'a, Facebook'a lub coś? - uśmiechnął się nieśmiało i podrapał się po karku.
- Mam. Najczęściej używam Twitter'a - uśmiechnęłam się.
- Mmm. okej. Tu masz mój nick na Twitter'a i Facebook'a - powiedział to Błażej, po czym podał mi małą pomarańczową karteczkę zapisaną jego nazwami na portale społecznościowe.
- Dzięki. Na pewno napiszę - uśmiechnęłam się.
- Aleeeeeex! Jedziemy już! - krzyknął mój brat.
- Okeeej! Już idę! Chwila! - odpowiedziałam bratu - Jak widzisz muszę już iść.. Do zobaczenia kiedyś, bo kiedyś na pewno się spotkamy. - powiedziałam tym razem do Błażeja.
- No, pewnie kiedyś. Napisz jak dojedziesz - uśmiechnął się - Wiem, że to dziwne, bo się krótko znamy, ale mogę cię przytulić na pożegnanie?
- Jasne - uśmiechnęłam się do niego, po czym przytuliłam się do jego klatki piersiowej.
- Dobra. Muszę iść. Papa.
- Nom. Papa. Miłej drogi - puścił w moją stronę oczko.
- Hah. Dzięki. Tobie również. - odpowiedziałam mu, i już po chwili szłam obok mojego brata w stronę auta. Gdy doszliśmy, Austin odblokował drzwi od samochodu, wziął moja walizkę i schował do bagażnika. Ja w tym czasie weszłam już do auta i wygodnie się układałam. Po jakiejś chwili, obok mnie, na miejscu kierowcy usiadł Austin.
- Tylko jedź ostrożnie braciszku - powiedziałam do niego. On już się nie odezwał, tylko ruszył. Włożyłam słuchawki do uszu i zaczęłam słuchać muzyki. Gdy wyjechaliśmy z terenu hotelu zaczął mi wibrować telefon. Znów dostałam sms'a. Nie patrzyłam kto go napisał tylko od razu odczytałam. 'Już mi się nudzi.. Jak podróż? ;)'. Uśmiechnęłam się do ekranu telefonu.. Musiało to pewnie głupio wyglądać. Już wiedziałam kto go napisał. Szybko mu odpisałam. 'Hahaha. Już? Dopiero opuściłam hotel, a podróż na razie mija nudno.. Słucham muzy, a Austin ma swój świat.. :)'. Pisaliśmy tak ze sobą przez jakiś czas, aż ja nie zasnęłam. Po jakimś czasie poczułam, że ktoś mnie klepie w ramie. Czując to odwróciłam się w stronę okna. Po chwili letni wiatr zawiał mi prosto w twarz oraz dostałam w nią liścia. Przestraszona otworzyłam oczy. Przed sobą ujrzałam rozbawionego Austina.
- Co cię tak śmieszy?! - wrzasnęłam na niego.
- Ty. Musiałem cie obudzić. Dopiero jak dostałaś liścia w twarz to się obudziłaś. - zaczął się śmiać.
- Uhhh. Po co mnie obudziłeś? - zapytałam.
- Uważaj. To cie zszokuje... Jesteśmy już w Atlancie pod naszym nowym domem! - krzyknął uradowany Austin.
- Na serio? Aaaa! Która godzina? Dobra wysiadam.. - powiedziałam to i już stałam przed samochodem. Odwróciłam się w stronę gdzie stał teraz mój nowy dom. To co tam zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. Nigdy nie przypuszczałam, że będę mieszkać w takim fajnym domu. Odwróciła się z powrotem do Austina. Stał tam taki szczęśliwy. Chyba nawet dumny..


------------------------------

Witajcie! Nowy rozdział. Przykro mi, że pod poprzednim nie znalazłam tych 4 komentarzy. Mam nadzieję, że pod tym będzie więcej. Rozdział pisany przy piosenkach Justin'a oraz zespołu Depeche Mode. Miłego czytania!
alexlove ♥
Tagi: r.6
27.04.2013 o godz. 20:33
- Jestem z Polski, ale nie chcę gadać o mnie. Gdzie jedziesz, że zatrzymałaś się w hotelu przy drodze?


- Jadę do Atlanty. Przeprowadzam się tam, ale niestety był poważny wypadek na autostradzie, więc musiałam się tutaj zatrzymać z moim bratem. - odpowiedziałam.
- Mmm. Wiesz? Mam podobna sytuację. Też się przeprowadzam do Atlanty.. - puścił mi oczko.
- A, no to fajnie. - uśmiechnęłam się trochę - Emmm. Chciałeś coś ode mnie? Bo wiesz, my się nie znamy, a ty tak podszedłeś..
- Nie. Po prostu zauważyłem nad basenem taka zajebista laske jak ty.
- Aa, okej. Sorka, telefon mi dzwoni. - uśmiechnęłam się, po czym spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoniła Jennifer. Odebrałam po chwili wpatrywania się w ekran.
- Halo?
- Alex! W końcu odebrałaś! Gdzie jesteś? Jak Atlanta?! Opowiadaj! - krzyczała podekscytowana Jennifer.
- Więc, jestem w hotelu Hilton, ponieważ był wypadek na autostradzie. Do Atlanty ruszam jutro rano. A na chwile obecną siedzę nad basenem i gadam z takim jednym kolesiem.
- Coo?! Jaki wypadek?! Chyba nie wy mieliście?! I co to za koleś? Hahaha - zaczęła się śmiać do słuchawki.
- Nie, to nie my mieliśmy wypadek. A tego kolesia znam dopiero 10 minut! Po za tym ma jakieś dziwne do wypowiedzenia imię.. - spojrzałam kontem oka na chłopaka, który cały czas się na mnie gapił i uśmiechał głupkowato.
- Jakie? Bożydar?! Hahahahahaha!
- Nie, ale podobne - również zaczęłam się śmiać.
- Więc jakie? - powiedziała powstrzymując śmiech.
- Czekaj.. Balazaj? Nie.. Blazaj.. Nie też nie.. - zastanawiałam się, gdy podszedł do mnie chłopak, wyrwał telefon i powiedział.
- Błażej jestem. - oddał mi telefon cały uradowany. Spojrzałam na niego z miną WTF?! , ale go to mało obchdziło.
- No więc, ma tak na imię.
- Mhm. Okej w takim razie ci nie .. sorka WAM nie przeszkadzam - powiedziała podkreślając słowo WAM.
- Okej. Zadzwonię jak dojadę. Kocham cię!
- Ja cię też! Pa! Pozdrów Austina! - kończąc swoja wypowiedź, rozłączyła się. Spojrzałam na basen. Miałam ochotę popływać.Wstałam z piasku, otrzepałam się, zdjęłam ręcznik. Włożyłam swój telefon i książkę do torby, szczelnie ją zapięłam i spojrzałam na chłopaka z miną pytającą, czy ze mną idzie. Błażej kiwnął tylko głową i zaraz był obok mnie. Oboje zaczęliśmy biec, a przy krawędzi basenu, wskoczyliśmy do niego z hukiem. Po wynurzeniu, rozejrzałam się dookoła. Wszyscy obecni, patrzyli się na nas jak na idiotów. po kilku sekundach wynurzył się mój towarzysz. Spojrzał się na mnie, po czym zaczął się śmiać.
- Hahahahaha. Nie wiedziałem, że z ciebie taka dzikuska!
- No, bo nie. Tak po za tym znamy się dopiero 20 minut! - wypomniałam mu.
- Sory laska! - zanurkował, chwytając mnie za nogi i ciągnąc pod wodę. Szybko zanurkowałam, a on mnie puścił. Bawiliśmy się tak przez jakiś czas. Nawet nie wiem ile minęło czasu. Wyszłam na plażę, a Błażej zaraz za mną. Owinęłam się ręcznikiem, wyciągnęłam telefon z torby i spojrzałam na godzinę. Zegarek wskazywał godzinę 21:17. Wzdrygnęłam się na samą myśl na to, że obiecałam Austinowi, iż wrócę przed 21. Spojrzałam na chłopaka przepraszającym wzrokiem.
- Przepraszam. Muszę iść. Obiecałam bratu, że wrócę do pokoju przed 21, a jest 17 po. Przepraszam. Miło było cię poznać, ale teraz muszę iść. - oznajmiłam.
- Nooo dobra. Ale czekaj! Skoro oboje jedziemy do Atlanty, to podaj mi swój numer. Może kiedyś się spotkamy. - chłopak spojrzał na mnie błagalnie. Podałam mu swój numer, po czym odprowadził mnie do windy. Gdy weszłam do pokoju, Austin leżał na kanapie i oglądał TV. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem i od razu zapytał.
- Co ty tu robisz? Miałaś siedzieć do 21 nad basenem?
- Ty głupku! Myślałam, że będziesz na mnie wrzeszczał, a ty nawet nie wiesz która jest godzina! - wydarłam się i zaczęłam śmiać.
- A która jest godzina?
- 21:20
- No to nieźle. Idź spać, bo wcześnie rano wyjeżdżamy.
- Okej. - po wypowiedzeniu tych słów, zniknęłam za drzwiami do swojej sypialni. Wybrałam świeżą piżamę i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się we wcześniej przyszykowane ubrania i udałam się do kuchni. Wzięłam butelkę wody i poszłam do salonu. Pożegnałam się z Austinem buziakiem w policzek i poszłam do sypialni. Następnego dnia obudziłam się dość wcześnie, bo aż o 5:34. Załamana wczesną pobudka, rzuciłam się na łóżko. Z nudów wzięłam swój wyciszony telefon i odblokowałam. Zauważyłam, że mam tam 2 nieodebrane sms'y od nieznanego numeru. Odczytałam pierwszą wiadomość'Dobranoc skarbie <3 Błażej'. Uśmiechnęłam się do ekranu. Pewnie wyglądałam jak jakaś niedorozwinięta. Drugi sms brzmiał tak 'Szkoda, że mi nie odpisujesz. Wiedz, że odnajdę cię w tej Atlancie..' . Tym sms'em się trochę przeraziłam.. Ale co tam. Odpiszę mu teraz. Hahaha. Zua Alex wkracza do akcji. Odpisałam mu 'Przepraszam, ale od razu gdy wróciłam do pokoju, poszłam pod prysznic. Potem rzuciłam się na łóżko. Telefon miałam wyciszony. Wybacz..' . Po około 2 minutach dostałam odpowiedź. Wybaczył mi, zapytał się czemu już nie śpię i o której wyjeżdżam. Odpisałam mu. Znów zasnęłam. Po jakimś czasie Obudził mnie Austin...


--------------------------------

Heloł! Tak jakoś napadła mnie wena. Dziękuję, za miłe słowa pod poprzednią częścią. Chce napisać jeszcze jeden rozdział, więc może pojawić się dzisiaj jeszcze lub jutro. Niestety mam warunek. Dodam następny rozdział, gdy pod tym będzie minimum 4 komentarze. Wybaczcie, ale niestety małe osób komentuje. Rozdział pisany przy piosenkach Chrisa Browna, Cody'ego Simpsona, BTR i oczywiście Justina. Był ktoś na koncercie JB? ^^
alexlove ♥
Tagi: r.5
28.03.2013 o godz. 14:56
- Dzień dobry. Nas tutaj sprowadzili policjanci z autostrady. Są jeszcze wolne pokoje? - zapytał braciszek.


- Dzień dobry. Tak są jeszcze wolne pokoje. Jeden czy dwa? - zapytała dość ładna recepcjonistka.
- Alex! Chcesz mieć osobny pokój?
- Niee. Możemy mieć razem. Mniejszy wydatek..
- A no właśnie.. Ile nas ta noc będzie kosztować? - zapytał Austin.
- Nic. - uśmiechnęła się kobieta. Gdy to usłyszałam, odwróciłam się i poszłam usiąść na kanapie przy miejscu wynajmowania pokoi. Rozglądałam się tak jeszcze przez chwilę, gdy w pewnym momencie wymyśliłam, aby pójść na basen. Wróciłam do recepcji, stanęłam obok brata i zapytałam
- Jest tutaj może basen?
- Oczywiście. Przy windach proszę skręcić w lewo. Następnie ukażą się Pani duże szklane drzwi. Proszę przez nie wejść, bo one prowadzą na basen. - uśmiechnęła się znów kobieta.
- Dziękuje bardzo - odwzajemniłam gest. Wzięliśmy klucz do pokoju i ruszyliśmy w stronę wind. Gdy już czekaliśmy, to Aust zapytał
- Ejj. Chyba nie chcesz iść nad basen?
- Czemu nie? Przecież w pokoju się wynudzę.
- A masz ze sobą strój na przykład? - nie dawał za wygraną.
- Tak mam. A ręcznik wezmę hotelowy. - puściłam mu oczko.
- Dobra. Wygrałaś. Tylko nie siedź za długo.
- Jest dopiero 18:30! Najpóźniej wrócę przed 21.
Wywrócił tylko oczami i już nic nie odpowiedział. W końcu nadjechała winda. Wcisnęliśmy odpowiedni przycisk i ruszyliśmy. Zatrzymaliśmy się i ruszyliśmy do naszego pokoju. Otworzyliśmy drzwi, a tam takie wnętrze, że o ja pierdziu! Ramy na ścianach z obrazami były pozłacane, wielki salon, kuchnia, dwie sypialnie i duuuuża łazienka. Weszłam do pierwszej lepszej sypialni, położyłam walizkę na wielkim łóżku, otworzyłam ją i zaczęłam szukać stroju. Gdy go wreszcie znalazłam ruszyłam do łazienki się przebrać. Okryłam się jeszcze hotelowym ręcznikiem, wzięłam małą torebkę. Włożyłam do niej telefon, mp4, książkę i wyszłam z pokoju. Weszłam do windy, zjechałam na sam dół i ruszyłam w stronę kąpieliska. Podeszłam do wielkich szklanych drzwi i je lekko pchnęłam. Moim oczom ukazało się ogromne pomieszczenie z bardzo dużym basenem na środku. Po prawej stronie była zrobiona sztuczna plaża, a po lewej leżały zwykłe leżaki. Poszłam na mini plażę, ułożyłam się wygodnie na pisku, włączyłam piosenkę Justin'a Bieber'a Die In Your Arms, wyciągnęłam książkę i zaczęłam ją czytać. Po kilku minutach podszedł do mnie jakiś chłopak.
- Hey mała! - powiedział nieznajomy chłopak.
- Yyy. Cześć? Znamy się? - zapytałam niepewnie.
- Teraz już tak. Jestem Błażej. A ty?
- Jestem Alex. To nie jest amerykańskie imię. Skąd jesteś? - zapytałam zaciekawiona.
- Jestem z Polski, ale nie chcę gadać o mnie. Gdzie jedziesz, że zatrzymałaś się w hotelu przy drodze?
CDN ...



-----------------------------

Witajcie! Wróciłam po prawie trzy miesięcznej przerwie. Przepraszam Was za to. W poprzednim poście pisałam czemu tak się stało. Cz. II pojawi się niebawem. Mam nadzieję, że ta część się Wam spodoba :)
alexlove ♥
Tagi: r.5
08.03.2013 o godz. 18:55

...

Przepraszam was bardzo mocno. Moje życie się skomplikowało przez jednego chłopaka. Nie miałam weny od początku ferii. kolejny rozdział jest w trakcie pisania. mam nadzieję, że teraz rozdziały będą się ukazywać częściej. dziękuję za +2200 wejść i mam nadzieję, że nadal będziecie czytać moje opowiadanie. wybaczycie mi? dziękuję Idzie za to, że jej blog mnie ustawił do pionu i teraz mam wenę. do zobaczenia niedługo :). i jeszcze jedna informacja. czasem rozdziały będzie pisać moja przyjaciółka Nicole. jeszcze zobaczymy jak będzie sie podpisywać. ZA 18 DNI JUSTIN W POLSCE! ♥ kto z Was jedzie? :D
alexlove ♥
Tagi: notka
07.03.2013 o godz. 20:29
Cześć! Wiem, że trochę Was zaniedbałam, ale miałam male problemy w domu i szkole, ale biorę się w garść i już jutro powinien pojawić się tutaj 5 rozdział. Mam nadzieję, że przeczytacie i skomentujecie.
alexlove ♥
Tagi: notka
05.02.2013 o godz. 14:27
Obudziłam się, gdy słońce się powoli chowało, powoli.. Była dopiero 15. Jeszcze około 3 godziny drogi! Spojrzałam na Austina, który już powoli zasypiał. On spojrzał szybko w moja stronę i z powrotem się odwrócił. Uśmiechną się i zapytał.
- Jak się spało księżniczko?
- Tylko nie księżniczko. Dobrze, ale widzę, że Tobie by się przydało trochę snu. - uśmiechnęłam się do niego, gdy znów na mnie spojrzał.
- No fajnie by było się trochę zdrzemnąć.
- Patrz! Tam jest parking! Zjedziemy tam, ty pójdziesz na przykład jeszcze do toalety, zjemy coś itd. Potem jak odsapniemy od samochodu to ty pójdziesz na miejsce pasażera, a ja bym poprowadziła te kilka kilometrów. Więc jak? - zapytałam.
- Hmm. Dobry pomysł, ale ty jesteś za młoda na prowadzenie auta. - odpowiedział.
- Ale Austin! Mam 17 lat i prawo jazdy, ty jesteś dorosły, więc mogę prowadzić, a ty sobie przynajmniej odpoczniesz!
- No dobra. Przekonałaś mnie, ale pamiętaj! Masz uważać na drogę!
Po kilku przejechanych kilometrach, pojawił się na poboczu parking i toalety. Austin zjechał na nasz krótki przystanek, oboje od razu poszliśmy do toalet. Wróciliśmy, rozprostowaliśmy kości. Po około 30 minutach postoju znów wsiedliśmy do auta. Tylko, że tym razem to ja prowadziłam. Wyjechałam spokojnie z parkingu. Spoglądnęłam w stronę Austina. Było widać, że się trochę stresuje tym, że to ja prowadzę, a nie on, albo ktoś inny. Cały czas prowadziłam spokojnie. Po około 10 minutach znów spojrzałam na Austina, tym razem słodko spał. Przez około 1,5 godz. drogi nic nie było złego. O około 17:45 zobaczyłam coś okropnego na pasie po prawej stronie. Szybko obudziłam Austina.
- Co się stało? - zapytał aspany.
- Patrz na prawo.
- O kurde. Dojedź do samochodów przed nami, a ja wysiądę i pójdę do tego policjanta co kieruje ruchem.
- Okej.
Podjechałam do samochodów przed nami. zgasiłam silnik, bo po co ma działać skoro i tak przez kilka minut się stąd nie ruszymy. Austin szybko wyszedł, podbiegł do policjanta. Chwile rozmawiali. Ten widok był przerażający. W końcu wrócił Austin.
- Co jest? - zapytałam.
- Odpal silnik. Zaraz będziemy mogli pojechać do pobliskiego hotelu. Jedź ostrożnie.
- Okej. A wiesz może co się stało? - zapytałam.
- Koleś najprawdopodobniej zagapił się na drugi pas, stracił panowanie i zjechał z autostrady, i walną w najbliższe drzewo. - oznajmił mój brat chwytając się za głowę.
- Oł. No to grubo. Patrz! Ruszamy! Wiesz, gdzie ten hotel jest?
- Gdy już miniemy tego tira, kilka metrów od niego ma stać drugi policjant, który nam wskaże drogę do tego hotelu. Jak rozmawiałem z tym jednym, to powiedział, że i tak dalej nie pojedziemy, bo zabarykadowali drogę słupami, wiec wszyscy co są teraz na autostradzie muszą zjechać do najbliższego hotelu. Nie wiem jak oni to zrobią. Żeby zmieścić wszystkich, to ten hotel musiałby być gigantyczny.
- Noo. Weź się uspokój. To nie my mieliśmy wypadek.
Po tych słowach Austin odwrócił się w stronę okna i nic nie odpowiedział. Po około 10 minutach w końcu przejechaliśmy obok tego tira. Szturchnęłam mojego brata ręką, na co on odskoczył. Pokazałam mu palcem na policjanta stojącego kilka metrów od wraku ciężarówki. On szybko otworzył okno, a policjant do nas podszedł.
- Jak dojechać do tego hotelu? - zapytał starszy (xd).
- Proszę pojechać prosto, i drugi zjazd na prawo. Następnie w lewo, a tam na pewno państwo zobaczą hotel. Proszę tylko powiedzieć w recepcji, że państwo są z tego wypadku, a nie trzeba będzie nic płacić. - uśmiechnął się do mnie przystojny policjant.
- Dobrze, dziękujemy. - powiedziałam tym razem ja i odpowiedziałam policjantowi również uśmiechem. Austin spojrzał najpierw na policjanta, później na mnie i szybko zamkną okno. Powiedział, że mam ruszać. Zrobiłam tak jak powiedział. Po około 15 minutach przed nami pojawił się ogromny Hotel Hilton. Jak zobaczyłam, że mam tu nocować to, aż się zaczęłam wiercić na fotelu. Podjechałam pod wejście. Do naszego samochodu podszedł pracownik hotelu. Wziął moja i Austina walizkę. Następnie wszyscy ruszyliśmy do wnętrza budynku. Przy drzwiach kolejny facet do nas podszedł i tym razem wziął ode mnie kluczyki do auta. Weszliśmy do środka. Ale tam pięknie!
- Ale tu ślicznie.. - powiedziałam do Austina rozglądając się po lobby. Podeszliśmy do recepcji.
- Dzień dobry. Nas tutaj sprowadzili policjanci z autostrady. Są jeszcze wolne pokoje? - zapytał braciszek.



--------------------------------

No i jest! przepraszam, że tak późno. Nie miałam czasu w tym tygodniu. Starałam się napisać długi i ciekawy rozdział. W końcu zaczyna się coś dziać! A ten rozdział dedykuje Agacie i Nicole! Kocham was! Po raz kolejny dziękuje wam za ponad 1000 wejść! Gdybyście widzieli moja reakcje, jak to zobaczyłam! Dzisiaj mi się zaczynają ferie, więc może przez ten czas dodam trochę więcej rozdziałów.
Kocham was! Miłych ferii! alexlove ♥
Tagi: r.4
11.01.2013 o godz. 21:03
Dzieki bardzo za 1000+ wejść! Wymyśliłam, iż będę starała sie dodawać dwa rozdziały w tygodniu. Będą to piątki (kończę lekcje o 12:25) i w soboty.
Kocham Was! alexlove ♥
Tagi: notka
05.01.2013 o godz. 15:16
Pożegnałam się z Jennifer i ruszyłam do domu. Na miejsce doszłam po 30 minutach, więc Austin był trochę wściekły. Nie chciało mi się słuchać jego kazań, więc poszłam od razu do swojego pokoju. To co tam zastałam mnie trochę zirytowało. Na środku leżał tylko materac z kołdrą i jedna poduszką, a po prawej stronie walizka z moimi ciuchami.
- Genialnie, nawet gitary nie zostawił.. - powiedziałam sama do siebie. Miałam taka ochotę pogrania na gitarze jak nigdy, ale niestety Austin ją już wyniósł. Wzięłam z walizki piżamę i poszłam do łazienki.
- Przynajmniej mi zostawił moja kosmetyczkę.. - zadrwiłam w myślach. Przemyłam twarz zimna wodą, umyłam zęby i wróciłam do pustego pokoju. Z nie chęcią położyłam się na materacu. Rozmyślałam jak będzie teraz wyglądać moje życie. Po 20 minutach rozmyśleń, zasnęłam. Rano, gdy już się robiło jasno, poczułam jak mnie ktoś szturcha. Otworzyłam najpierw jedno oko, potem drugie, a przed sobą ujrzałam uśmiechniętego Austina. Wzięłam swojego iPhona do ręki i spojrzałam na godzinę. Była dopiero 4:45. Spojrzałam znów na niego z mina WTF? , ale on tylko odpowiedział uśmiechem.
- Dlaczego mnie tak wcześnie obudziłeś? - zapytałam wkurzona.
- Dzisiaj przeprowadzka.
- A no tak. Ale miałeś mnie obudzić o 5!
- Zmiana planów. O 5 to my już wyjeżdżamy. - odpowiedział.
- Czyli ja mam tylko 15 minut na przygotowanie się do wyjazdu?! - zaczęłam krzyczeć z przerażenia.
- Dokładnie, więc rusz swój tyłek i idź się ogarnąć - zaczął się ze mnie śmiać.
- Dobra wstaje, ale ty wychodzisz z mojego pokoju - rozkazałam. Wzięłam spodnie dresowe, bokserkę i bluzę z walizki, poszłam do łazienki. Odprawiłam poranna toaletę, nałożyłam na siebie wcześniej uszykowane ubrania. Włosy spięłam w niesfornego koka. Spakowałam resztkę moich kosmetyków do kosmetyczki, a ją do walizki. Zeszłam na dól, a tam też pustki. Nie wiedząc co robić usiadłam na podłodze przy ścianie. Po chwili podszedł do mnie Austin.
- Wyrobiłaś się! - krzyknął uradowany.
- Taak. Coś jeszcze mam zrobić przed wyjazdem? - zapytałam z nudów.
- Tak. Pójdziesz do swojego pokoju, spuścisz powietrze z materaca, weźmiesz go, kołdrę i poduszkę zniesiesz tu na dół, włożysz do byle jakiego pustego kartonu - puścił mi oczko. Ja się tylko uśmiechnęłam. Gdy wchodziłam po schodach usłyszałam jak Austin mnie woła. Odwróciłam się w jego stronę.
- Nie zapomnij, ze masz 5 minut! - zaczął się znów śmiać. Pobiegłam do swojego pokoju, spuściłam powietrze z tego niewygodnego materaca, złożyłam go szybko w kostkę, do tego poduszka i kołdra. Zeszłam na dół a Austin patrzał na mnie dziwnie. Nie zwróciłam na to większej uwagi, i podeszłam do pustego kartonu. Włożyłam tam wszystko co miałam w rękach.
- Ej młoda, nie zapomniałaś czegoś czasem? - zapytał się Austin.
- Co niby? - zapytałam.
- Aha czyli nie bierzesz ze sobą kosmetyków, ani ciuchów. I dobrze. Będzie więcej miejsca w samochodzie. - znów zaczął się śmiać jak zauważył, że biegnę do swojego pokoju po walizkę. Zniosłam ja na dół i czekałam, aż pójdziemy do samochodu. Po około 3 minutach pod dom podjechał wielki wóz z napisem PRZEPROWADZKI. Austin natychmiastowo otworzył drzwi i wyszedł przed dom. Pokazał czterem facetom, gdzie iść i co zabrać. Następnie pokazał mi ręką, abym do niego podeszła. Gdy znalazłam się obok niego, on mi przekazał wiadomość.
- Możesz już iść do naszego samochodu. Wpakuj tylko walizkę do bagażnika, a ja resztą się zajmę.
Ja się tylko uśmiechnęłam, a mój starszy brat rzucił mi plik kluczyków. Włożyłam walizkę na tyły, po chwili usiadłam na siedzeniu obok kierowcy. Po 10 minutach przyszedł Austin, rzucił swoja walizkę na tylne siedzenia, usiadł przed kierownicą, a po chwili odpalił silnik. Ruszyliśmy w kilkugodzinną jazdę samochodem. Gdy wyjechaliśmy z NY podłączyłam swojego iPhona do radia i puściłam jedna z wielu piosenek Justin'a Bieber'a, tego sławnego piosenkarza. Nie pamiętałam tytułu, ale tekst bardzo dobrze, w końcu jestem Belieberką. Więc zaczęłam ją sobie nucić pod nosem. Pasowała do sytuacji i to bardzo.
Ride, I-I Wanna Ride
Ride I Wanna Ride
Ride, I-I Wanna Ride
When I Wake Up, I First Think Of You
I Really Like You, And I Hope You Like Me Too
The Sky Is The Limit For Me And You
I Could Be Your King, But You Could Be My Boo
We Could Go Anywhere, To The Moon And Through The Air
Go To The Movies Or The Mall, Baby I Don't Care
Yeah This Is True, Wanna Be With You
And I Just Wanna Ride With You
Gdy piosenka się skończyła, automatycznie zasnęłam z głowa opartą o szybę.





----------------------
Jest i 3 rozdział! Dziękuje, że czytacie moje opowiadanie. Rozdział miałam dodać już wczoraj, ale wystąpiły komplikacje. Mam nadzieję, że ktoś to przeczyta i będzie czytać dalej moje opowiadanie. NIEDŁUGO 1000 WEJŚĆ! DZIĘKUJE BARDZO!
miłego czytania, alexlove ♥
Tagi: r.3
30.12.2012 o godz. 15:30
Witajcie! Chciałam Wam złożyć najmilsze życzenia w związku z nadchodzącymi świętami. Dużo zdrowia, szczęścia, bogatego gwiazdora oraz abyście spełniali swoje marzenia. Miłego i hucznego sylwestra ;) . Chciałam Wam tez podziękować za prawie 750 wejść na bloga, to dla mnie bardzo dużo i najmilszy chyba prezent od Was. Jeszcze raz życzę wesołych świąt, udanego sylwka.
Wesołych alexlove ♥

PS. Dlatego, że są święta, rozdział dodam w tygodniu między świętami, a sylwkiem! Mam nadzieję, że będziecie czekać ;)
Tagi: święta
23.12.2012 o godz. 21:34
alexlove
xyza
Skąd: Polska
statystyki